Janka i Rafał
Z przykazaniem od dziewczyn zdeterminowana Janka weszła rano do sali Rafała. W rękach trzymała kubek kawy, którą częstowała go wtedy, kiedy miała dniówkę. Oczywiście, nieoficjalnie. Na widok tego, co zastała przystanęła i uniosła brwi. Mężczyzna siedział bokiem na łóżku, z głową utkwioną w bluzie od piżamy, która utknęła mu na czole. Prawą rękę miał już w rękawie, ale lewa – świeżo po zdjęciu gipsu – jakoś nie chciała współpracować. Przypominał żółwia walczącego z własnym pancerzem. Janka powstrzymała śmiech.
– Chcesz kawy? – zapytała niewinnie.
– Nie jestem pewien, czy przeżyję, żeby ją wypić – odparł stłumionym głosem spod materiału. – Mam dwie teorie, jak to dalej może się potoczyć i żadna nie kończy się sukcesem.
– Nie wygodniej było ci w rozpinanej piżamie?
– Było, ale wyczerpały mi się ich zasoby – rzekł Rafał nadal walcząc z ubraniem.
Janka odłożyła kubek na stolik i podeszła, delikatnie pociągając materiał bluzy. Rękaw zahaczył o założony na nadgarstek usztywniacz i przyczepił się do rzepa. Nie było szans, żeby Rafał sam sobie w ten sposób poradził.
– Poczekaj, nie ruszaj się – powiedziała. –Znowu coś sobie uszkodzisz i wtedy to już zostaniesz moim pacjentem do emerytury.
– Brzmi jak plan – mruknął. – Choć, żebyś mogła się mną tak długo na co dzień opiekować, to musiałbym cię chyba poślubić. Żeby nie siać zgorszenia.
Janka parsknęła śmiechem po czym wyplątała jego rękę z rękawa i zsunęła mu bluzę z twarzy.
– Proszę – powiedziała. – Czuj się uratowany od tego typu zobowiązań.
– Hm… – uśmiechnął się z jakimś tajemniczym błyskiem w oku. – Z doświadczenia wiem, że takie zobowiązania mogą być całkiem przyjemne – stwierdził.
– Poproś dzieci, żeby wrzuciły do pralki jedną z twoich rozpinanych piżam i czystą przyniosły ci do szpitala – odparła Janka.
W tym momencie drzwi do sali otworzyły się i jak na zawołanie do środka wpadły jego dzieci.
– Cześć tato, dzień dobry – przywitali się i podeszli do łóżka, żeby go uściskać. Janka odsunęła się i stanęła z boku.
– Dzień dobry – odparła z uśmiechem patrząc jak Lena wgramoliła się na łóżko obok Rafała i wzięła go pod rękę po czym oparła głowę na jego ramieniu. Ruszyła w stronę wyjścia, ale wtedy usłyszała:
– Poznajcie oficjalnie panią Jankę, która zajmuje się mną podczas dyżurów.
Zatrzymała się i odwróciła w stronę dzieci.
— To Lena, – Rafał zaczął od najmłodszej pociechy - ma sześć lat, ekspert od precyzyjnych obserwacji i brutalnie szczerych komentarzy.
Lena skinęła głową.
— To prawda. Ludzie czasem nie doceniają, ile można zobaczyć, jeśli się dobrze patrzy.
Janka uniosła brwi, nie kryjąc rozbawienia.
— Czuję, że muszę się mieć na baczności.
— Rozsądnie — przyznała Lena, poprawiając niewidoczną fałdkę na swojej sukience.
— Dalej mamy Krzysia — kontynuował Rafał. — Lat dziesięć, pasjonata wszystkiego, co można rozłożyć na części pierwsze.
— I czasem złożyć — dodał Krzyś z powagą.
— Czasem — powtórzyła Emilia, przewracając oczami.
— A to Emilia, lat siedemnaście, prawie osiemnaście — Rafał spojrzał na najstarszą córkę z ciepłym uśmiechem. — Głos rozsądku tej ekipy, przynajmniej w teorii.
— A w praktyce? — zapytała Janka.
— W praktyce wszyscy jakoś dajemy radę — odpowiedziała Emilia wzruszając ramionami.
Janka spojrzała na całą trójkę i uśmiechnęła się.
— Miło was poznać – powiedziała. – Ja mam na imię Janka, mam trochę lat i lubię zajmować się pacjentami w szpitalu.
— A naszym tatą też? — zapytał Krzyś.
— Oczywiście. Wasz tato jest całkiem miłym pacjentem – odpowiedziała Janka.
Emilia spojrzała na pielęgniarkę i wybuchnęła śmiechem.
— Proszę być szczerą – powiedziała. — Wiemy, że czasami potrafi zaleźć za skórę. Kiedyś opowiadał o jednej pielęgniarce, która poprosiła go o pomoc poza kolejnością i ją wtedy zbył.
Rafał nagle dostał ataku kaszlu. Janka zerknęła na niego z rozbawieniem.
– Będziesz potrzebował respiratora? – zapytała.
Zaprzeczył kiwając głową.
– Ale potem… – kontynuowała Emilia.
– Jest jeszcze jakieś potem? – spytał pod nosem tonem człowieka, który za chwilę zostanie całkowicie pogrążony.
– …ta sama pielęgniarka pomogła mu w windzie, która nagle się zatrzymała. Chociaż miała dość niekonwencjonalne metody niesienia pomocy.
– Najważniejsze, że zadziałały – stwierdziła Janka z uśmiechem.
– Ale o pani tato mówi, że zawsze może pani ufać – dodała Lena.
Janka posłała Rafałowi krótkie spojrzenie.
— Mówisz o mnie?
— Czasem coś tam wspomnę — odpowiedział z udawaną nonszalancją.
— Och, myślę, że więcej niż coś tam — skomentowała Emilia, uśmiechając się pod nosem.
Lena przytaknęła poważnie.
— Potwierdzam.
Janka założyła ręce na piersi i spojrzała na Rafała z udawaną podejrzliwością.
— No dobrze, skoro już wyszło na jaw, że o mnie mówisz, to chociaż dobre rzeczy?
— Same najlepsze — odparł z niewinnym uśmiechem.
— Tata powiedział, że ma pani dużo cierpliwości – rzekła Lena.
— I że się pani nim droczy — dodał Krzyś, nie odrywając wzroku od jakiegoś małego elementu, który obracał w dłoniach.
— I że w ogóle ma pani fajne podejście — wtrąciła Emilia, wzruszając ramionami. — Ale ja nie jestem dzieckiem, więc umiem sama ocenić.
— Aż się rumienię od tych pochwał — rzuciła Janka, unosząc lekko brwi.
— Naprawdę? — zapytała Lena, przyglądając jej się uważnie. — Bo moim zdaniem nadal wygląda pani całkiem zwyczajnie.
Janka parsknęła śmiechem, a Rafał pokręcił głową.
— Mówiłem. Brutalna szczerość.
— W takim razie dziękuję za wszystkie opinie — powiedziała Janka zwracając się do dzieci.
— A mogłaby pani częściej zajmować się tatą? — zapytała Lena. — Bo pani obecność dobrze robi tacie na humor.
— Na zdrowie też — dodał Krzyś. — Od kiedy pani tu jest, przestał marudzić.
Rafał westchnął teatralnie.
— Sprzedajecie mnie bez litości.
Janka spojrzała na niego z lekkim rozbawieniem tymczasem Lena z powagą zapytała:
— A czy pani ma jakieś wolne wieczory
— Hm? — Janka spojrzała na nią z lekkim zaskoczeniem. — W sensie… poza szpitalem?
— No tak. Bo jakby pani miała, to może moglibyście z tatą… nie wiem… iść razem gdzieś. Na przykład na herbatę. Jak już wyzdrowieje, oczywiście.
– Lena… – Rafał przymknął oczy.
— Albo do kina! — podsunął Krzyś.
Rafał otworzył oczy patrząc błagalnym wzrokiem na najstarszą córkę i szukając u niej pomocy w zaistniałej sytuacji.
— Tato lubi herbatę — zapewniła Emilia z powagą totalnie ignorując ojca.
Janka roześmiała się cicho, trochę z zakłopotania, trochę z rozczulenia. A gdyby rzecz nie dotyczyła jej to pewnie by się dobrze bawiła oglądając tę scenę z boku.
— Może najpierw dajcie tacie wyzdrowieć – zasugerowała. – Potem zobaczymy.
— Po prostu szkoda byłoby, gdybyście tylko w szpitalu się widzieli — dodała Lena. — Tata nawet wtedy się śmieje inaczej.
Rafał westchnął i opadł ciężko na poduszki zasłaniając oczy dłonią.
– Idźcie już do domu – rzekł. – Lekcje same się nie odrobią.
– Ale jutro jest sobota – sprostował Krzyś.
– To jak odrobicie zadania dzisiaj to będziecie mieć więcej wolnego czasu w weekend. Do domu, już!
– Oj, tato… – odparła Emilia. – Znowu ci się humor popsuł?
Rafał odsłonił oczy i spojrzał na nią nieufnie.
– Nawet nas nie przytulisz na pożegnanie? – zapytała Lena z wyrzutem patrząc na ojca wielkimi, błyszczącymi oczami.
Przeniósł wzrok na nią, podniósł się do pozycji siedzącej i rozłożył ramiona. Dzieciaki podeszły do niego, żeby go uścisnąć, a Janka poczuła, że w oczach zaczynają ją lekko szczypać.
– Jesteście okropni, ale i tak was kocham – rzekł Rafał.
– Emi ma chłopaka – rzucił nagle Krzyś.
Rafał spojrzał na niego z powagą.
– Po powrocie do domu napiszesz mi w smsie wszystko, co wiesz na jego temat – powiedział.
W tym momencie Janka nie wytrzymała i wybuchnęła śmiechem.
Inez i Piotr
Inez po tym, jakie Piotr zrobił na niej wrażenie na festiwalu regionalnym i rozmowie z koleżankami zdecydowała się umówić z nim kolejny raz. Tego wieczoru siedziała naprzeciwko niego w restauracji i wpatrywała się w niego z miną pełną sceptycyzmu. Nadal nie była w stanie ogarnąć swoich emocji. Z jednej strony cała ta sytuacja była absurdalna, z drugiej Piotr – mężczyzna, na którym już dawno postawiła krzyżyk, siedział teraz po przeciwnej stronie stolika, żywy, realny i informujący ją, że nigdy o niej zapomniał. Jego historia brzmiała jak scenariusz telenoweli, a ona nie wiedziała, jak odnieść się do tych wydarzeń.
– Twoja rodzina należała do jakiejś mafii? – zapytała, a w jej ustach zabrzmiało to niemal groteskowo. – Intrygi, układy, interesy…
Pokręciła głową, zaciskając dłonie na filiżance z herbatą. Piotr westchnął i odchylił się lekko na krześle. Patrzył na nią uważnie, jakby ważył każde słowo, które zamierzał wypowiedzieć. W końcu przeczesał dłonią włosy, jakby walczył ze zmęczeniem, ale też z czymś więcej – z emocjami, które aż kipiały pod powierzchnią jego opanowania.
– Nie – odparł. – Po prostu… takie były czasy i tak musieliśmy postąpić. Ale to już przeszłość. Udało mi się postawić warunek w całej tej sytuacji, że nie wezmę ślubu kościelnego. Moja żona też zostawiła kogoś. Byliśmy małżeństwem tylko na pokaz. Wiedziałem, że jeśli to zrobię, to będzie ostateczne. Że nawet jeśli kiedyś wszystko się skończy, to dla ciebie nie będzie miało znaczenia. Nie chciałem ci zamknąć tej drogi.
Inez wstrzymała oddech. Coś w niej zadrżało. Nagle cała jej złość ścierała się z czymś, czego nie chciała nazwać. Nadzieją? Żalem? Było tego zbyt wiele. Za dużo.
Zacisnęła usta, by nie dać po sobie poznać, jak bardzo te słowa w nią trafiły.
– Chcesz mi powiedzieć, że przez te wszystkie lata byłeś z kimś innym, ale w jakiś pokręcony sposób wciąż zostawiałeś sobie opcję powrotu do mnie? – zapytała.
Jej głos był chłodny, ale drżał od tłumionych emocji.
– Ale ja nie czekałam na ciebie. To, że nie jestem z nikim związana nie ma związku z tobą. Po prostu… tak wyszło. Gdybym była w związku to…
- To by mnie tu nie było – rzekł Piotr i pokręcił głową. – Nie, to nie była opcja. Nie miałem żadnej gwarancji, że kiedyś dostanę szansę, że ty w ogóle zechcesz mnie jeszcze kiedyś wysłuchać.
Spojrzał na nią z intensywnością, która niemal ją przygwoździła.
– Ale chciałem, żeby to nie było całkowicie niemożliwe – dodał.
– Muszę sobie to wszystko przemyśleć na spokojnie – oznajmiła Inez. – Czego ty byś chciał? Jaką mam gwarancję, że moje uczucia, jeśli znowu się pojawią, nie zostaną kolejny raz zdeptane, a ty nie wystawisz mnie do wiatru? – spytała.
– Nie mamy się do czego spieszyć, ale dajmy temu szansę. Przemyśl sobie wszystko na spokojnie. Pozwól mi po prostu się z tobą zaprzyjaźnić na nowo i zobaczymy, dokąd nas to zaprowadzi.
Inez upiła łyk herbaty. Zamierzała zachować dużą ostrożność. Piotr na pewno zmienił się przez te lata i nie mogła mu tak po prostu zaufać. Ale mogła dać sobie szansę poznać go na nowo i sprawdzić, czy jest wobec niej szczery i uczciwy. Na razie musiała trzymać go na dystans, a czas pokaże czy pozwoli mu bardziej zbliżyć się do siebie.
Siedzieli przez chwilę w ciszy. Piotr nie odwracał wzroku od niej, ale był w tym spokój, nie nacisk. Inez zaczęła powoli skubać papierową serwetkę, jakby podświadomie potrzebowała czymś zająć dłonie
– A czym ty się teraz właściwie zajmujesz? – zapytała nagle, z nieoczekiwaną lekkością, choć jej głos nadal brzmiał ostrożnie.
Piotr uśmiechnął się półgębkiem, jakby ta zmiana tonu była dla niego sygnałem, że coś się uchyliło.
– Zatrzymałem się na trochę w jednej firmie projektowej, robiłem rzeczy związane z designem przestrzeni użytkowych. Ale teraz… myślę o czymś własnym. Czymś spokojniejszym. Trochę mam już dość życia w pośpiechu i napięciu.
Inez uniosła brew.
– Brzmi… podejrzanie znajomo – rzekła. – Tyle, że będąc na swoim wcale nie żyję spokojniej. Wstaję bladym świtem, zasuwam przez kilka godzin a wieczorem padam na pysk.
Jakby na dowód tych słów ziewnęła szeroko po czym roześmiała się.
– W takim razie powinniśmy kończyć nasze spotkanie, żebyś mogła iść do domu i odpocząć – stwierdził Piotr z troską w głosie.
Nie odpowiedziała od razu, ale w jej spojrzeniu pojawił się cień miękkości. W tym momencie przez moment zobaczyła dawnego Piotra z czasów, kiedy byli razem i tak samo się o nią troszczył. Zamrugała powiekami jakby chciała odsunąć wspomnienia sprzed oczu po czym zerknęła na zegarek. Wiedziała, że powinna już wracać, ale nie wstała od razu.
– Jeśli chcesz coś zbudować – powiedziała wolno – to musisz najpierw udowodnić, że twoja przeszłość nie stanie na drodze do przyszłości.
Piotr przyjął te słowa bez oburzenia. Skinął głową, jakby dokładnie tego się spodziewał.
– Będę ci to codziennie udowadniał, jeśli pozwolisz.
Wstała. On również. Nie uścisnęli się na pożegnanie, nie było żadnego dotyku. Ale spojrzała mu w oczy nieco dłużej niż planowała.
– Nie dzwoń jutro – rzuciła cicho. – Ale może pojutrze.
Uśmiechnął się lekko.
– Jasne.
Kiedy wychodziła, poczuła coś, czego nie czuła od dawna. Delikatne drżenie pod skórą. Jakby coś znów się budziło.
Kiedy Inez wyszła z kawiarni, Piotr patrzył jeszcze przez chwilę za nią, aż zniknęła za rogiem. Potem wrócił do stolika, dopił wystudzoną już herbatę i zerknął na telefon. Po chwili ekran zamigotał i zaświeciło się znane mu dobrze imię. Odebrał bez słowa i przysunął słuchawkę do ucha.
– Cześć – powiedział cicho. – Nie przeszkadzasz, właśnie skończyłem spotkanie - przerwał. - Nie, nie powiedziała wiele. Ale chyba myśli. Widziałem to.
Słuchał uważnie, jego wzrok błądził gdzieś za szybą kawiarni.
– Nie, niczego nie obiecywała. I dobrze. Byłbym zdziwiony, gdyby to zrobiła.
Krótka pauza.
– Nie wiem, czy to w ogóle dobry moment. Ale jestem tutaj, więc… zrobię, co mogę.
Uśmiechnął się półgębkiem.
– Tak, powiedziałem wszystko - odparł na kolejne pytanie. - Przynajmniej to, co najważniejsze. Nie chcę jej zbytnio obciążać. Zaczynamy od nowa, powoli.
Chwila ciszy.
– Znalazłem go – powiedział Piotr. – Jest bezpieczny. Powinien mieć teraz więcej swobody. Potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby na spokojnie wszystko poukładać. A ja... – Piotr zaczął niepewnie, ale zaraz poprawił się. – Muszę jeszcze dopiąć kilka spraw. Ale załatwię to.
Znowu przez chwilę słuchał rozmówcy.
– Z Inez... – Piotr przez chwilę milczał, próbując ubrać w słowa to, co tak naprawdę myślał. – Z Inez muszę wykazać się cierpliwością. Nie chcę jej pośpieszać. Ale przynajmniej mam teraz szansę. Muszę po prostu być szczery i dać jej przestrzeń.
Znowu słuchał.
– Dzięki. Wiesz, że nigdy się nie poddam – odpowiedział Piotr, czując lekkie ciepło w głosie. - W kontakcie.
Rozłączył się. Położył telefon na stole, myśląc o tym, jak wiele rzeczy musi jeszcze uporządkować. Nie tylko sprawy z przeszłości, ale i te, które miały dopiero nadejść. Wiedział, że najtrudniejsze – zdobycie zaufania Inez – było dopiero przed nim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz