Inez i przyjaciele
Kilka tygodni później, niedługo przez dniem Świętego Walentego, Inez i Jacek od rana przygotowywali swoje stoisko na festiwalu „Dobre jedzonko w regionie". Wydarzenie miało miejsce na dużej powierzchni wynajętej hali gimnastycznej. Inez rozłożyła lniany, haftowany obrus na blacie i zaczęła układać na nim wiklinowe koszyczki z wypiekami. Do stojącej obok lady chłodniczej, Jacek włożył świeżo zrobione kanapki. Niedługo potem ze stoiska rozniósł się zapach rogalików z nadzieniem malinowo-waniliowym, czekoladowym i pistacjowym. Obok nich stały kosze wypełnione chrupiącymi chlebami i talerze z kruchymi ciastkami i babeczkami z owocami.
Inez czuła delikatne napięcie. To było ważne wydarzenie dla jej piekarni – szansa na zdobycie nowych klientów i na podtrzymanie dobrej reputacji. Jacek, jak zwykle, zachowywał spokój. Stał za ladą i z wprawą kroił rogaliki na mniejsze kawałki, układając je na drewnianej tacy do degustacji.
- Proszę spróbować, świeże, prosto z pieca! - zachęcał, podając porcję starszej pani, która podeszła z zainteresowaniem.
Inez uśmiechnęła się do grupki młodych ludzi, którzy właśnie zatrzymali się przy stoisku.
- Nasze rogaliki są lekko chrupiące na zewnątrz, a w środku miękkie. Do tego pachną wanilią - powiedziała, wręczając im próbki.
- Pyszne! - zachwyciła się jedna z dziewczyn. - Można kupić od razu większe opakowanie?
Tłum wokół stoiska rósł, a Inez powoli zaczynała czuć, że wpada w rytm. Chwilowe napięcie ustępowało satysfakcji. Właśnie pochylała się nad kolejną tacą, kiedy usłyszała znajomy głos.
- No to co tu macie dobrego?
Janka stanęła przed ladą, uśmiechając się szeroko. Obok niej stała Liwia, która już sięgała po próbkę.
- Jak zwykle świetne - oceniła, przeżuwając powoli. - Idealne do porannej kawy.
- Wiedziałam, że wam posmakuje - odparła Inez, zadowolona z ich reakcji.
Wtedy, kątem oka, dostrzegła kogoś jeszcze. Piotr. Stał kilka metrów dalej, z rękami w kieszeniach, uważnie przyglądając się stoisku. Ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę, a potem mężczyzna podszedł bliżej.
- Mogę spróbować? - zapytał, patrząc na nią z lekkim uśmiechem.
Inez, choć przez chwilę się zawahała, skinęła głową i wręczyła mu rogalik. Piotr ugryzł kawałek, smakując powoli.
- Pyszne – powiedział cicho. - Zawsze wiedziałem, że odniesiesz sukces, kiedy zaczniesz sprzedawać swoje wypieki.
Jacek spojrzał na Inez, a potem na Piotra, ale nie odezwał się ani słowem. Festiwal trwał, ludzie podchodzili, pytali, kupowali. A jednak Inez czuła, że od tego momentu wokół ich stoiska unosi się nowa, nieuchwytna energia. Tłum przy stoisku nie malał, a ona ledwo nadążała z obsługiwaniem klientów i odpowiadaniem na ich pytania. Jacek pojechał do piekarni po kolejną partię rogalików, zostawiając ją samą. Przez chwilę radziła sobie, ale gdy kolejka zaczęła się wydłużać, usłyszała znajomy głos.
- Może potrzebujesz pomocy?
Piotr pojawił się tuż obok. Inez spojrzała na niego niepewnie, ale widząc rosnące zainteresowanie ich produktami, tylko skinęła głową podsuwając mu łopatkę do nakładania wypieków. Uśmiechnął się lekko i zabrał do pracy. Zaskakująco dobrze radził sobie z pakowaniem rogalików i obsługą klientów. Kiedy jedna z kobiet zapytała go o skład nadzienia, spojrzał pytająco na Inez.
- Maliny, wanilia, a cała reszta to tajemnica szefa kuchni - powiedziała, przejmując pytanie.
Liwia i Janka, które cały czas kręciły się w pobliżu, podeszły bliżej i wymieniły porozumiewawcze spojrzenia.
- Popatrz na niego - szepnęła Janka do Liwii. - Normalnie facet do wszystkiego.
- W dodatku sam jest ciachem - dodała Liwia, uśmiechając się kącikiem ust.
Janka parsknęła cicho śmiechem i szturchnęła ją lekko w ramię, po czym obie zwinęły po jeszcze jednym rogaliku. Nie spuszczały przy tym wzroku z koleżanki i jej pomocnika.
Tymczasem Inez zerkała ukradkiem na Piotra. Mimo, że jeszcze nie spotkali się ponownie po poprzedniej rozmowie, zachowywał się bardzo naturalnie i nienachalnie. Nie próbował wykorzystać okazji, żeby wrócić do tematu. Skupił się tylko na tym, żeby pomóc jej w obsłudze klientów. W miarę upływu czasu, Inez też zaczęła czuć się bardziej swobodnie w jego towarzystwie. Po chwili w oddali zauważyła Jacka wracającego z nową dostawą. Odetchnęła z ulgą, ale gdzieś w głębi siebie poczuła lekkie ukłucie żalu, że Piotr będzie musiał odejść.
Inez poprawiła fartuch, zgarnęła kilka okruszków ze stoiska i wróciła do krojenia kolejnych rogalików na próbki. Jacek sprawnie zajął się klientami, uśmiechając się do starszej pani, która właśnie chwaliła ich wypieki.
Piotr cofnął się o krok, chcąc oddać pole swojemu „następcy”, ale zanim odszedł, spojrzał jeszcze na Inez i skinął głową z ledwo widocznym uśmiechem.
- Dzięki, że pomogłeś - powiedziała cicho, nie podnosząc wzroku znad blatu.
- Nie ma sprawy. Masz świetny zespół - odpowiedział równie cicho. - I świetne rogaliki.
Ona uniosła lekko brwi, zaskoczona prostotą tej uwagi. Zabrzmiało to zupełnie zwyczajnie, jakby byli po prostu dawnymi znajomymi, którzy przypadkiem się spotkali.
W tej samej chwili do stoiska podszedł chłopak z identyfikatorem organizatora.
- Przepraszam, szukam pani Inez Jasińskiej?
Inez wytarła dłonie o fartuch i podeszła.
- Tak, to ja.
- Mam zamówienie do odbioru dla firmy „Odyseusz”. Dwadzieścia rogalików malinowo-waniliowych i dziesięć z białą czekoladą.
Zanim Inez zdążyła odpowiedzieć, zza jego pleców wyłonił się Michał, trzymający w dłoni kubek z kawą.
– Cześć, Inez! – uśmiechnął się szeroko. – W końcu udało mi się tu dotrzeć. A zamówienie to prezent dla zespołu.
Inez odwzajemniła uśmiech, zaskoczona jego obecnością.
- Cześć, Michał. Nie sądziłam, że sam przyjdziesz.
W tym momencie Michał zerknął w bok i jego wzrok zatrzymał się na Liwii.
- O! My się znamy! – powiedział. – Ty jesteś… Liwia, prawda? Byłaś u nas w sprawie makijażu do sesji.
Liwia skinęła głową z lekkim uśmiechem.
- Cześć – odpowiedziała krótko.
Michał był kolegą Antka, a Antek nie odzywał się do niej od czasu ostatniego spaceru. Początkowo zwaliła to na karb obowiązków w pracy, ale teraz już wiedziała, że coś jest na rzeczy. Wszystko tamtego wieczoru wydawało się rozwojowe, a tymczasem nastała totalna cisza. Ani razu nie zadzwonił, nie wysłał żadnej wiadomości. Mogła zapytać teraz Michała, co u Antka, ale wiedziała, że ten na pewno będzie lojalny względem kumpla i nic jej nie powie. A ona nie chciała zniżać się do poziomu zdesperowanej kobiety.
Jacek wyciągnął z chłodni zamówienie przygotowane już w specjalnym pudełku z logo firmy i podał chłopakowi. Ten podziękował i zaniósł kolegom. Michał pożegnał się i ruszył za nim.
Liwia nie mogła powstrzymać się, żeby nie zerknąć za nimi. Ich stoisko było kilka metrów dalej, krzątało się przy nim kilka osób, ale nie było widać między nimi Antka. Może wyjechał gdzieś w trasę albo miał inne zajęcia. Przestań, co cię to obchodzi, nakazała sobie w myślach.
Inez spojrzała kątem oka na Piotra, który stał teraz nieco z boku, obserwując scenę z łagodnym wyrazem twarzy. Nie próbował się wtrącać, nie próbował przejąć inicjatywy. I może właśnie dlatego Inez poczuła, że może da mu jeszcze jedną szansę. Że może kiedyś znowu z nim porozmawia. Ale jeszcze nie dziś. Dziś miała do sprzedania ostatnią tacę rogalików.
Janka, Inez i Liwia
Babski wieczór
Następnego dnia po festiwalu, który zakończył się z sukcesem dla Inez i jej stoiska, dziewczyny postanowiły wybrać się na wspólną kolację. Tym razem wszystkie przyjechały autobusem, bo każdej marzył się alkohol. Ich celem była nieduża włoska restauracja słynąca z pizzy, pasty, pysznych sałatek i niepowtarzalnych drinków. Inez z Liwią wybrały coś na bazie owoców bzu a Janka z truskawkową nutą. W oczekiwaniu na zamówione dania dzieliły się codziennymi wydarzeniami. Inez opowiadała, jak została wkopana w kontakt w sprawie pielgrzymki parafialnej, na którą nawet nie jechała. Dziewczyny spojrzały na nią zaskoczone.
- Dwie panie zostały zapisane po zamknięciu listy w zakrystii – opowiadała Inez. – Ktoś, żeby odkręcić całą sytuację, podał im numer do mnie. Więc panie zadzwoniły do mnie z pytaniem, co one teraz mają zrobić i jak odzyskać pieniądze. To jakieś leciwe seniorki więc uznałam, że im pomogę. Zadzwoniłam do tych organizatorek. Tamte też okazały się seniorkami, ale żywotnymi, bo jeszcze na mnie nakrzyczały, że jak mogłam je zapisać bez ich zgody.
Liwia już się zanosiła śmiechem słysząc tą historię. Janka na razie patrzyła na koleżankę z zaciekawieniem i jakby lekkim politowaniem.
- Zaczęłaś się tłumaczyć, że to nie ty, że to ktoś inny? – zapytała Liwia.
- Tak – odparła kobieta. – Ale i tak skończyło się na tym, że to ja musiałam wszystko odkręcać.
- A powiedz mi, jakim cudem twój numer się znalazł w danych kontaktowych w sprawie pielgrzymki? – spytała Janka.
Inez wzruszyła ramionami. Nie wiem, raz coś zorganizowałam i teraz każdy myśli, że jak pielgrzymka to na pewno za moją sprawką.
Janka parsknęła śmiechem.
- Ty i te twoje przygody. Można by je opisać i wydać książkę.
Kelnerka przyniosła drinki, Liwia spojrzała na swojego, podniosła kieliszek salutując dziewczynom i od razu wychyliła połowę zawartości. Janka z Inez spojrzały na siebie porozumiewawczo.
— Czyli co? Facet zabrał cię na cudowną kolację, potem był romantyczny spacer, prawie się nie rozstawaliście, a potem… cisza? — zapytała Janka zmieniając temat.
— Dokładnie — mruknęła Liwia, stukając paznokciami o kieliszek. — Minęło już kilka tygodni. Zero wiadomości, żadnego telefonu.
Na początku myślała, że Antek po prostu się nie odzywa, bo jest zajęty – życie bywa nieprzewidywalne, praca, obowiązki, tysiące rzeczy do zrobienia. Ale dni mijały, a jego milczenie stawało się coraz bardziej odczuwalne.
Zaglądała na telefon, sprawdzała, czy może coś przeoczyła – wiadomość, nieodebrane połączenie, cokolwiek. Nic. Żadnej reakcji. Zastanawiała się, czy powiedziała coś nie tak, czy może on po prostu doszedł do wniosku, że nie chce tego ciągnąć. Może to był tylko miły wieczór i nic więcej.
Próbowała nie myśleć o nim zbyt często, nie przywiązywać się do wspomnień z tamtej kolacji, ale to było trudne. W jego towarzystwie czuła coś innego niż przy innych mężczyznach. Antek miał w sobie coś, co ją przyciągało – inteligencję, pewność siebie, a jednocześnie subtelną wrażliwość, którą dostrzegła w jego oczach, gdy patrzył na nią tamtego wieczoru.
Z każdym kolejnym dniem cisza stawała się coraz bardziej wymowna. W końcu Liwia zaczęła powoli przyzwyczajać się do myśli, że być może to było tylko złudzenie. Że może dla Antka ten wieczór nie znaczył tyle, ile znaczył dla niej.
Zaczęła się odsuwać od myśli o nim, choć gdzieś w środku czuła smutek.
— A ty się do niego nie odezwałaś? — zapytała Inez.
— Nie. — Liwia pokręciła głową. — Co miałabym napisać? Zwykłe “co u ciebie?” wydaje się zbyt banalne, a zapytanie go, czy coś się stało zbyt nachalne. Mam przeczucie, że i tak by nie odpisał albo wysłałby coś na odczepne, co i tak nie byłoby szczere.
Janka przewróciła oczami.
— Może się czegoś wystraszył - rzuciła.
— Albo coś się stało — dodała Inez, marszcząc brwi.
Liwia wzruszyła ramionami, ale czuła, że coś w środku ściska ją na myśl o tej drugiej opcji.
— Nie wiem, dziewczyny. Może po prostu to był miły wieczór i nic więcej. Może to ja sobie coś uroiłam. Wszystkie dobrze wiemy, że dla facetów kilka ciepłych słów i trzymanie się za ręce jeszcze nie oznacza niczego szczególnego.
Janka westchnęła z irytacją.
- Niestety, taka jest prawda. Ale nie pasuje mi to do jego opisu.
— Mi też... — Liwia odstawiła kieliszek. - Trudno. Najwidoczniej nasza historia kończy się na parkingu pod restauracją. Widać symbolika aut rozjeżdżających się każde w swoją stronę okazała się być trafną przepowiednią przyszłości. Każde z nas poszło w swoją stronę. Życzę mu dużo szczęścia i mogę wypić za niego.
Liwia upiła kolejny łyk drinka. Obie jej przyjaciółki wiedziały, że mówi to tylko na pokaz. Czuły, że Antek siedzi jej mocno w głowie… i w sercu.
– No dobra, Janka – zaczęła Liwia z uśmiechem, unosząc kieliszek w jej stronę. – Teraz twoja kolej. Co tam u ciebie i… no, tego twojego pacjenta?
Janka prychnęła.
– Nie ma żadnego „mojego pacjenta”. Rafał to po prostu Rafał. Złamana noga, gips, trochę marudzenia i czarnego humoru. I jeszcze troje dzieci. Normalna robota.
Inez spojrzała na nią z ukosa mieszając rurką swojego drinka.
– Tylko że przy żadnym innym „normalnym pacjencie” nie masz takiej miny, jak teraz – zauważyła.
– Jakiej miny?
– Takiej jakbyś mówiła, że to nic, a w środku miała fajerwerki – odparła Liwia, uśmiechając się szeroko. – Opowiadaj lepiej. Mówi coś zabawnego? Flirtuje z tobą?
– Raczej się ze mną droczy. Zresztą… ja z nim też. Nie ma co dramatyzować – Janka wzruszyła ramionami, ale napiła się drinka trochę za szybko.
Inez uniosła brew.
– A jednak. Droczysz się z pacjentem, wyciągasz go na nocne spacery po szpitalnym dziedzińcu i nie ma w tym absolutnie żadnych emocji?
– On się po prostu nudzi. A ja czasem mam chwilę wolnego podczas dyżuru – odparła Janka udając obojętność, ale Liwia widziała już ten błysk w jej oku.
– Aha – powiedziała tylko z przekąsem. – Jesteś jak z tych filmów medycznych. On w gipsie, ty ze strzykawką w ręce a napięcie między wami można kroić skalpelem.
Janka parsknęła śmiechem.
– Przestańcie. Przecież nawet nie wiem, co on sobie myśli. Czasem dokucza, czasem jest miły, ale przede wszystkim jest ojcem.
- Samotnym.
- No właśnie, więc tym bardziej jest skupiony na dzieciach.
- Myślisz, że samotny ojciec nie ma prawa do stworzenia nowego związku? – mruknęła Inez.
–Ma! Ale między nami naprawdę nic nie ma. Zajmuję się nim jak każdym innym pacjentem. A to, że ten akurat jest trochę bardziej przystojny… kobietą jestem. Nic, co ludzkie nie jest mi obce – Janka zaśmiała się. - I… może czasem faktycznie nie mogę się zdecydować, czy bardziej mnie drażni, czy jednak lubię, jak mnie zaczepia.
Liwia wymieniła spojrzenie z Inez.
– No to mamy problem – stwierdziła z uśmiechem. – Bo to brzmi bardzo, bardzo znajomo. Jak początek czegoś, co się wymyka spod kontroli.
Janka westchnęła i oparła się o oparcie krzesła.
– Tylko żeby się to nie skończyło tak, że on wyjdzie na własnych nogach, a ja zostanę z bałaganem.
– Może ty powinnaś zrobić pierwszy krok? – zasugerowała Inez.
– A jeśli on tego nie chce? – spytała cicho Janka.
– To dalej będzie twoim przyjacielem – odparła Liwia. – Ale jeśli nie spróbujesz, to zawsze będziesz się zastanawiać „co by było, gdyby”.
Janka milczała chwilę, wpatrując się w parującą herbatę.
– Dobrze – powiedziała w końcu. – Dam mu znać. W jakiś sposób. Ale jeśli wszystko się posypie, to pamiętajcie, że to była wasza wina.
Dziewczyny roześmiały się jednocześnie, a w powietrzu uniosła się lekka, przyjazna atmosfera. Trzy kobiety, każda na swoim emocjonalnym zakręcie – ale kiedy były razem świat wydawał się nieco prostszy. Choćby tylko na jeden wieczór.
– Twoja kolej, Inez – powiedziała Janka, odstawiając kieliszek na stół.
– Już nie możemy się doczekać – dodała Liwia z lekkim uśmiechem.
– Nie ma co opowiadać – mruknęła Inez. – Pomógł przy stoisku, zachował się porządnie, nie narzucał się. I tyle.
– Mhm – Janka uniosła brwi. – A to, że wyglądał jak wyjęty z katalogu „mężczyzna dojrzały, ale wciąż niebezpiecznie przystojny”, to też „nic ciekawego”? – spytała.
Inez westchnęła, chowając twarz w dłoniach.
– Dziewczyny… Ja nie wiem, co z tym wszystkim zrobić. Raz myślę, że może warto dać mu szansę, a za chwilę czuję się, jakbym miała wejść na minę.
– Ale chyba trochę ci zależy, co? – zapytała cicho Liwia. – Jak na ciebie patrzył… widać było, że nie przyszedł tam dla rogalików.
Inez przez chwilę milczała.
– Może i zależy – przyznała. – Ale nie wiem, czy mu wierzę. Cała ta historia z jego rodziną brzmi jak kiepski scenariusz.
– Ale może warto dać mu drugą szansę? – odezwała się Liwia. – Choćby tylko po to, żeby zadać mu jeszcze kilka pytań.
– Jesteś twardą babką – dodała Janka. – Myślę, że jedna rozmowa więcej ci nie zaszkodzi. Może nawet wyjdzie z tego coś dobrego.
Inez nie odpowiedziała, tylko zapatrzyła się w kieliszek trzymany w dłoni. Gdzieś głęboko, pod warstwą ostrożności i zranienia, zapaliło się małe światełko ciekawości. I może… nadziei.
Po chwili kelnerka przyniosła zamówione dania. Rozmowy zeszły na inny temat. Mimo to każda z kobiet gdzieś w podświadomości myślała o tym, jak potoczy się jej historia. Inez już planowała, kiedy wysłać wiadomość do Piotra i co w niej napisać. Janka zastanawiała się, czy znajdzie w sobie tyle odwagi, żeby wysłać Rafałowi konkretny sygnał, że jest nim zainteresowana. Tylko Liwia nie robiła sobie żadnych nadziei. Dla niej historia z Antkiem była zakończona. Miesiąc milczenia to chyba wystarczający okres, żeby zrozumiała, że wyobrażała sobie zbyt wiele po tej znajomości. Nie dawało jej tylko spokoju to, że zachowanie Antka zupełnie do niego nie pasowało. Ale może to też było tylko złudzeniem. Miała nadzieję, że dziewczynom poszczęści się bardziej i dostaną szansę na rozwijanie nowych relacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz