Janka, Inez i Liwia
Babski wieczór
W połowie tygodnia dziewczyny zaplanowały babski wieczór. Rzadko udawało im się zgrać terminy tak, żeby spotkać się we trzy, ale bywały takie dni. Na przykład dzisiaj. Janka była po dyżurze, Liwia zamknęła swoje zawodowe sprawy w godzinach wczesnopopołudniowych, a Inez miała się spóźnić. Spotkanie odbywało się w jednej z ich ulubionych restauracji, która serwowała dania kuchni azjatyckiej. Janka z Liwią były już na miejscu i przy zimowej herbacie czekały na trzecią koleżankę. Dziewczyny co jakiś czas zerkały na zegarki, bo Inez powinna była przyjść już kwadrans temu.
- Może coś jeszcze musi ustalić przed wyjściem, albo mieli jakiegoś spóźnionego klienta – zasugerowała Liwia.
- Może, – zgodziła się Janka - ale robię się głodna.
- No to może zamówmy coś?
- Nie, jak obiecałyśmy, że poczekamy to poczekajmy. Herbaty się napiję na przeczekanie.
Janka sięgnęła po filiżankę z napojem i zaczęła wyjadać z niego owoce. Liwia uśmiechnęła się na ten widok. Cokolwiek by nie pływało w filiżance na pewno trafi do żołądka Janki. No, może poza liśćmi i przyprawami.
W końcu do stolika podeszła Inez. Kiedy dziewczyny na nią spojrzały to oniemiały. Wyglądała, jakby wróciła pieszo z Syberii. Miała oblodzone brwi i rzęsy, a twarz całą czerwoną.
- Co ci się stało? – zapytała Liwia.
- Za chwilę wam wszystko opowiem, ale muszę najpierw skorzystać z łazienki – odparła kobieta i zostawiwszy płaszcz na krześle wyszła do toalety.
- Gdzie ona była? – zdziwiła się Liwka. – Przecież na polu nie ma aż takiego mrozu.
- Pewnie za chwilę wszystko nam opowie – odparła Janka.
Po chwili Inez wróciła do stolika w nieco lepszym stanie. Usiadła i sięgnęła po kartę.
- Zamówmy coś najpierw - rzekła. - Jestem głodna.
Kiedy kilkanaście minut później dziewczyny czekały już na swoje dania, a Inez delektowała się swoją herbatą z wkładką rozgrzewającą, rozpoczęła się opowieść.
- Wsiadłam do autobusu – zaczęła Inez. – Środkowe drzwi zacinały się co chwilę, ale kierowcy udawało się je otwierać i zamykać za każdym razem. Jak przyszła moja kolej na wysiadkę to już nie mogło pójść tak gładko.
Liwia zasłoniła usta dłonią. Przeczuwała, że to będzie kolejna akcja z cyklu niewiarygodne przygody Inez.
- Zasygnalizowałam, że chcę wysiąść i kierowca otworzył drzwi. Jak zaczęłam wychodzić z autobusu to one nagle zamknęły się i mnie przytrzasnęły.
- Co?! – zdziwiła się Janka.
- Tak – potwierdziła Inez. – Moja twarz została przytrzaśnięta. Co więcej, kierowca się nie zorientował i ruszył dalej.
- Ale jak? A pasażerowie? Nikt nie zainterweniował, nie zgłosili mu? Jak mógł jechać z przytrzaśniętym pasażerem? – indagowała Janka.
Liwia wpatrywała się jak oniemiała w koleżankę. Jej wyobraźnia zaczęła działać i komizm sytuacji zaczynał brać górę nad tragizmem. Mocno zaciskała usta, żeby nie parsknąć śmiechem.
- Zanim pasażerowie zainterweniowali i do kierowcy dotarło, co się dzieje, zdążyliśmy być już w połowie drogi do następnego przystanku. Drzwi się zacięły, a on nie mógł zatrzymać autobusu na środku ulicy więc dopiero na następnym postoju udało się mnie uwolnić. Ja tylko zamknęłam oczy, żeby nie widzieć przechodniów i ludzi w innych pojazdach.
Inez zaśmiała się nerwowo. Po chwili wszystkie trzy zaczęły chichotać.
- Ale to musiało wyglądać z zewnątrz – stwierdziła Inez. – Taka twarz w drzwiach autobusu.
- Jak cię uwolnili? – zapytała Janka.
- Kierowca otworzył drzwi ręcznie – odparła kobieta. - Chłop prawie zemdlał, jak mnie zobaczył.
- Pewnie z ulgi, że przeżyłaś – stwierdziła Janka.
- Albo, że on nie padł na zawał, jak zobaczył moją twarz.
Dziewczyny wybuchnęły śmiechem.
- Dobrze, że nie spowodowaliście wypadku na drodze. Przecież tam kierowcy musieli rozdziawiać usta ze zdumienia – rzekła Liwia.
- Nie wiem, miałam zamknięte oczy. I tak cała sytuacja była wystarczająco żenująca.
- Trzeba było się na nich patrzeć i się uśmiechać.
Inez parsknęła śmiechem.
- Ciekawe, czy ktoś to kręcił? – zastanawiała się Janka.
- Mam nadzieję, że nie – odparła Inez.
- A Jacek nie proponował ci podwózki? – zapytała Liwia niby od niechcenia. – W jego samochodzie na pewno wszystko działa.
- Ale on nie działa, jak powinien.
- Znowu coś zrobił nie tak? – zapytała Janka.
- Niby nie, ale jakoś wolę autobusy.
- No tak, można się bardziej dotlenić – stwierdziła Liwia.
Dziewczyny znowu zaczęły chichotać.
Po chwili kelner przyniósł zamówione dania i zaczęła się wyżerka. Ryż, mięsko, surówka, makaron – wszystko było smaczne.
- No dobra, opowiadajcie, co u was – rzekła Janka, kiedy z jej talerza zniknęła połowa porcji.
- Zbliża się kolejna edycja Dobrego jedzonka – zakomunikowała Inez. – Czeka nas przygotowanie stoiska i opracowanie nowego wypieku.
- Teraz w modzie jest czekolada dubajska i pistacje – zaśmiała się Liwia.
- I ceny, które zwalają z nóg – odparła Inez. – Degustacja puściłaby nas z torbami. A croissanty z kremem pistacjowym już dawno mamy w menu.
- Ja tam najbardziej lubię słony karmel – stwierdziła Janka.
- To też mamy.
- Jacek na pewno pomoże ci coś wymyślić. Sama mówiłaś, że ma dobre pomysły. Właściwie to czemu ty tak się go czepiasz?
- Bo mam wrażenie, że ostatnio traktuje mnie protekcjonalnie.
- Jakieś konkretne przykłady?
- Jego spojrzenie jest takie… krytyczne. Mam wrażenie, że patrzy na mnie pobłażliwie.
- Może po prostu tak ma? – zasugerowała Liwia.
- Może jestem przewrażliwiona, ale mam swoje powody.
- Tylko nie zniszcz chłopu życia przez swojego byłego – rzekła Janka.
Inez chrząknęła.
- A propos byłego… – zaczęła. – Napisał do mnie.
Obie koleżanki spojrzały na nią zdumione.
- Co? Kiedy? – zaczęły pytać jedna przez drugą.
- Wczoraj. Napisał, że w przyszłym tygodniu będzie w Polsce i chce się ze mną spotkać.
- Zgodziłaś się?
- Tak. Jestem ciekawa, co u niego.
- Może dobrze ci to zrobi – stwierdziła Janka. – Zobaczymy, czy pan idealny trochę się zmieni w twoich oczach po tym spotkaniu.
- Mnie bardziej ciekawi, dlaczego po tylu latach nagle sobie przypomniał o twoim istnieniu – rzekła Liwia.
- Mnie też – przyznała Inez. – Dlatego zgodziłam się na spotkanie. A co tam u pana “ni momy”? – odbiła piłeczkę do Janki.
Ta uśmiechnęła się intrygująco.
- Oho, coś się zadziało – powiedziała Liwia. – Dawaj.
- Zacięliśmy się w windzie – oznajmiła Janka i wróciła do jedzenia.
- I?
- I okazało się, że ma klaustrofobię.
- Zemdlał? Musiałaś go resuscytować?
- Nie, musiałam odwrócić jego uwagę.
- Czyli nie robiłaś mu “usta-usta”?
Inez zachichotała.
- Nie – odparła Janka.
- Szkoda ci?
- Nie! – powtórzyła Janka bardziej dobitnie.
- Czyli szkoda ci – stwierdziła Liwia.
- Nieprawda – zaśmiała się Janka.
- Chociaż nie, ty byś wolała mu zrobić zastrzyk.
- O to, to właśnie.
Dziewczyny roześmiały się.
- Dobra, to ja też mam newsa – oznajmiła po chwili Liwka.
Koleżanki skupiły na niej swoją uwagę.
- Wiecie, że w sobotę idę na ślub mojej koleżanki i modelki. I został też na niego zaproszony jej były chłopak. Opowiadałam wam tą historię. Tylko nigdy nie przypuszczałabym, kto jest tym chłopakiem.
- Kto? – spytała Inez.
- Twój rzymski wybawiciel.
- Antoni?!
- Tak. Okazało się, że jego rodzice mieszkają po sąsiedzku z rodzicami Agaty.
- Jak się tego dowiedziałaś? – zapytała Janka.
Liwia opowiedziała koleżankom całą sytuację, jaka zaszła, kiedy pojechała do panny młodej na próbny makijaż. Łącznie z wątkiem kotki.
- Był taki biedny z tym kociakiem na szyi. Musiała go nieźle podrapać – zakończyła.
- Spotkacie się w sobotę? – zapytała Inez.
- Pewnie tak.
- Jak drugie wrażenie? – zaciekawiła się Janka. – Nadal wydaje ci się taki przystojny, jak w Rzymie?
Liwia przypomniała sobie przenikające spojrzenie oczu Antka i zarumieniła się lekko.
- Raczej tak – odparła.
- No to zapowiada się ciekawy tydzień. Musimy się niebawem spotkać, żeby podzielić się kolejnymi wrażeniami – orzekła Janka.
- Koniecznie. Tymczasem trzeba zapłacić i zbierać się do domu – odparła Inez.
- Podrzucę was – oznajmiła Liwia. - Chyba, że ktoś ma ochotę wracać autobusem.
- Na dzisiaj wystarczy nam wrażeń.
Liwia roześmiała się.
- No to chodźcie – zaprosiła dziewczyny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz