piątek, 5 września 2025

Rozdział 18

Liwia i Antek 

W niedzielny poranek wieś jeszcze spała. Mgła snuła się nisko nad polami, a droga do kościoła była niemal pusta. Liwia prowadziła spokojnie, co jakiś czas spoglądając na Antka siedzącego obok. Był nieco zaspany, blady, ale na jego twarzy błąkał się lekki uśmiech, który dodawał jej otuchy. Ona sama też nie była do końca wyspana. Ziewnęła szeroko, a Antek jej zawtórował. Roześmiali się oboje. 

— Dasz radę? — zapytała cicho, kiedy skręcali już na plac przy kościele. 

— Dam — odpowiedział krótko. 

Kościół był większy niż się spodziewała — z dwiema nawami bocznymi i przestronnym przedsionkiem. Weszli niepostrzeżenie i zajęli ławkę z boku, w rzędzie bliżej ściany, gdzie można było dyskretnie usiąść albo w razie potrzeby wyjść. Na porannej mszy o siódmej było zaledwie kilkanaście osób, głównie starsze kobiety i kilku mężczyzn. Liwia starała się skupić na modlitwie, ale i tak myśli uciekały jej w stronę Antka i co jakiś czas zerkała na niego dyskretnie. Radził sobie. Jedynie wtedy, gdy musieli trochę dłużej stać, wsparł się na ławce. 

W momencie Komunii spojrzeli na siebie krótko, bez słów. Potwierdzili cichą gotowość i wstali razem. Szli spokojnie, jedno za drugim. Po przyjęciu Eucharystii wrócili na miejsce i klęknęli. Liwia cicho pochyliła głowę. Czuła w sercu spokój i radość. Że jest tutaj, że Antek czuje się na tyle dobrze, że mógł też przyjść. Dziękowała za jego rodzinę i za swoją, za koleżanki i ich rozwijające się relacje. Antek też miał swoją litanię podziękowań. Ale przede wszystkim cieszył się, że dotarł dzisiaj do kościoła razem z Liwią.  

Kiedy wyszli z kościoła promienie słońca zaczęły rozjaśniać wieś. W dali zaczęły szczekać psy, gdzieś zapiał kogut, a przez plac przebiegł kot. W koronach drzew śpiewały ptaki, głównie kosy. Antek postawił kołnierz pod szyją, odetchnął chłodnym powietrzem i powiedział tylko: 

— Dobrze, że pojechaliśmy. 

Liwia uśmiechnęła się zerkając na niego spod kaptura. 

Też się cieszę — odparła. 

Nie mogła przy tym nie zauważyć, jak elegancko prezentował się dzisiaj w ciemnych spodniach i czarnym płaszczu. Głowę osłonił stylowym kaszkietem. Zmierzali w stronę samochodu, gdy nagle Antek, ku zaskoczeniu Liwii, wziął ją pod rękę i przyspieszył kroku, jakby wstąpiła w niego nowa energia. 

— Co się…? — zaczęła. 

— Cicho — przerwał jej. — Idź jak najszybciej i nie oglądaj się. 

Ale było za późno 

Antoooś! 

Oboje odwrócili się jednocześnie. Przez plac przebiegała pani Kazimiera, największa plotkara we wsi — niska, krępa, ubrana była w znany wszystkim płaszcz w kratkę. Kiedy się przemieszczała, a robiła to nader zwinnie, to nawet gołębie przed nią ustępowały. Antek miał nadzieję, że dzięki temu, że pójdą na najwcześniejszą mszę, unikną spotkania z nią. Teraz myślał, jak rozmawiać z kobietą, żeby jej nie urazić, ale żeby następnego dnia cała wieś nie gadała o nim i Liwii. 

— Dzień dobry, pani Kaziu, jak zdrowie? — spróbował techniki odwrócenia uwagi.  

— A dziękować, trzymam się. Antoś… 

— A dzieci zdrowe? 

— A zdrowe. Czy to…? 

— A piesek? Mama mówiła, że pani ostatnio z nim u weterynarza była. 

— Tak, miał jakieś problemy z żołądkiem, ale już wszystko w porządku. Masz…? 

— A w pracy jak? — spytał Antek  

— A różnie, czasem lepiej, czasem gorzej. Zależy od dnia.  

— No tak — zgodził się Antek. — Ja przepraszam, pani Kaziu. Miło się rozmawia, ale czas nas goni. Musimy już jechać — rzekł. — Proszę pozdrowić dzieciaki. Do widzenia — dodał i pchnął Liwię w stronę samochodu. — Spadamy — rzucił cicho. 

Nie docenił pani Kazi.  

— Antoś, czy ty masz dziewczynę?! — rozległo się za nim 

Zadane pytanie usłyszeli pewnie wszyscy na placu. Antek przymknął oczy, zwolnił i odwrócił w stronę kobiety.  

— Usiadła obok mnie w ławce, a ja zapytałem, czy mnie podrzuci do domu — odparł zachowując kamienną twarz.  

Pani Kazia patrzyła na niego chwile podejrzliwym wzrokiem. 

— A to ładnieskontastowała. — Tak poderwać dziewczynę pod kościołem, a nie jak teraz młodzież w tych Internetach. Zawieź go do domu — zwróciła się do Liwii — on porządny chłopak jest. Na kawę cię zaprosi.  

Liwia spojrzała na Antka.  

— Na to liczę — odparła rozbawiona. 

— No, nie przeszkadzam. Zimno, jedźcie z Bogiem. 

Pani Kazia pożegnała się i poszła w swoją stronę, a Antek odetchnął głęboko.  

Do domu — zakomenderował.  

Ruszyli do samochodu. 

— Zrobisz mi kawę? — zapytała Liwia, kiedy wsiedli. 

— Tak — odparł Antek. — Ile będziesz chciała.  

Oparł się o siedzenie i przymknął oczy. Kiedy przyjechali do domu, pani Jaroszyńska krzątała się już po kuchni przygotowując śniadanie. Ona z mężem i córką wybierali się do kościoła za godzinę. Liwia przywitała się i poszła na chwilę do swojego pokoju. Odłożyła torebkę na stół i w tym momencie usłyszała dźwięk wiadomości przychodzącej na czat rodzinny. Zerknęła do telefonu i zamarła. 

Gdy jakiś czas później zostali z Antkiem sami w domu i siedzieli w kuchni, mężczyzna postawił przed nią na stole drugi kubek kawy. 

— Co się stało? — zapytał. — Odkąd zeszłaś na śniadanie jesteś jakaś nieobecna. 

Liwia zawahała się, potem westchnęła i pokiwała głową. 

Wojtek napisał rano wiadomość, że jedna z naszych klientek wrzuciła film do znanego serwisu internetowego. Twierdzi, że kosmetyki wywołały u niej reakcję alergiczną. Pokazuje zdjęcia, opowiada z dramatem w głosie… Już są komentarze. Jej głos lekko zadrżał. Wiesz, jak to działa. Jeden taki film i ludzie od razu zapominają o latach dobrej opinii. Wszystko może się posypać. 

Antek milczał przez chwilę, a następnie usiadł obok Liwii i delikatnie położył dłoń na jej przedramieniu. 

Po pierwsze powiedział cicho, jeśli to nie wasza wina, to przetrwacie. Klienci, którzy od lat kupują wasze kosmetyki i mają do nich zaufanie pójdą za swoim doświadczeniem, a nie za głosem jednej kobiety, która chce zrobić szum wokół siebie. 

Liwia spojrzała na niego z niedowierzaniem, jakby szukała potwierdzenia. 

Po drugie dodał, głosem spokojnym, ale stanowczym, jesteście firmą rodzinną i na rynku działacie już od jakiegoś czasu. Potraficie stawić temu czoła.  

Wziął kubek i wsunął w jej dłonie. 

Wiem, ale wkurza mnie jej kłamstwo — odparła. Twierdzi, że to przez konserwanty, które rzekomo ukrywamy. Internet to połknął. Już jest ponad trzydzieści tysięcy wyświetleń. 

Antek słuchał uważnie.  

To trudne, ale nie pozwól, żeby cię to zżarło. Ludzie wrzucają różne rzeczy. Może spróbuj na razie o tym nie myśleć? zaproponował. 

Liwia uniosła wzrok gwałtownie. W jej oczach pojawił się błysk irytacji. 

Łatwo ci mówić, Antek stwierdziła ostrym tonem. Ten film uderza w moją rodzinę. Na pewno się to na nas odbije. Nie mogę po prostu przestać o tym myśleć, bo ktoś mi tak sugeruje.  

Zapanowała pełna napięcia cisza. Antek nie zareagował natychmiast. Dopiero po kilku sekundach przysunął krzesło bliżej.  

Chcesz pojechać do domu? zapytał. Jeśli czujesz, że twoja rodzina potrzebuje teraz twojego wsparcia, to jedź do nich. 

Spojrzała na niego łagodniej i pokręciła głową. 

Przepraszam. Nie powinnam się tak odgryzać. Po prostu… jestem zła — powiedziała. Nie chcę wracać do domu. Jest niedziela, dzisiaj nie będziemy niczego załatwiać. Poza tym, masz rację. Damy sobie z tym radę. Nie pierwszy raz ktoś nam robi antyreklamę. Później zadzwonię do rodziców, albo wieczorem. Wojtek pisał, że nie jestem im na razie do niczego potrzebna. 

Antek uśmiechnął się. 

Na pewno? spytał. Bo jeśli robisz to tylko ze względu na mnie... 

Na pewno przerwała mu stanowczo. 

Zamilkł na moment i patrzył na nią, jakby weryfikował, czy jest z nim szczera. Nie przejęła się tym. Wiedziała, że w niektórych momentach ciągle jeszcze nie czuł się pewnie. Potrzebował czasu, żeby się upewnić, że ktoś wybierał czas z nim dla niego samego.  

Pokażesz mi swój pokój? poprosiła. Chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o tobie. 

Zaskoczyło go to, ale w dobry sposób. Kiwnął głową i skinieniem dłoni zaprosił ją za sobą. Weszli po schodach spokojnie, bez pośpiechu. Drzwi do jego pokoju były lekko uchylone. Zaprosił ją gestem do środka. Pokój urządzony był z prostotą. W rogu stało równo pościelone łóżko, pod oknem drewniane biurko. Na regale znajdowało się kilka książek i zdjęcie oprawione w drewnianą ramkę. Zerknęła na nie. Było zrobione podczas osiemnastych urodzin jego siostry, czyli całkiem niedawno. W centrum była Klaudia, która właśnie zdmuchiwała świeczki na torcie, a wokół niej zgromadzona była reszta rodziny. Antek stał wśród nich z pogodnym uśmiechem na twarzy. Liwia podeszła do biurka. Zatrzymała się przy nim i spojrzała na opakowania leków ustawione w rządku obok kalendarza z wpisanymi godzinami. Przy nich stały dwa kubki z resztkami herbaty, których nie zdążył odnieść do kuchni. Przez moment nic nie mówiła. Potem tylko westchnęła cicho. Nie zauważyła, że Antek stanął obok niej. 

Gdybyś chciała wiedzieć coś więcej... zaczął. 

Nie pozwolimy ci iść przez to samemu powiedziała w tym samym czasie. 

Objął ją i oparł czoło o czubek jej głowy. Przymknęła oczy. 

Jeśli będziesz chciała spytać Kingę o cokolwiek, to pytaj. Upoważnię ją do tego, żeby rozmawiała z tobą otwarcie powiedział po chwili. 

Wypuścił ją z objęć i usiadł na łóżku, opierając łokcie na kolanach. 

To teraz twoja kolej powiedział. Też chcę się o tobie czegoś więcej dowiedzieć. Zerknąłem do Internetu, żeby poczytać o waszej firmie i wiem, że też masz swoją autorską linię produktów kosmetycznych. 

Liwia przysiadła na skraju biurka. 

— Tak potwierdziła. Kiedy zaczęłam udzielać się jako wolontariuszka na oddziale onkologii… — zamilkła na moment — zobaczyłam, jak wiele kobiet traci nie tylko zdrowie, ale i poczucie własnej wartości. Skóra po chemii, po operacjach staje się sucha, wrażliwa. Bez włosów czuły się… mniej kobiece.  

Antek słuchał w ciszy. 

— Chciałam dać im coś, co przywraca choćby odrobinę normalności kontynuowała.   Poprosiłam o pomoc Kingę i dermatologa. Opracowaliśmy kosmetyki do pielęgnacji i do makijażu. Zaczęłam organizować dla nich specjalne szkolenia, żeby pokazać jak można skorygować niektóre niedoskonałości, albo dorysować włoski w brwiach. Jak przykleić rzęsy i jaki klej wybrać, żeby był jak najbezpieczniejszy. Potem zrobiłyśmy wspólną sesję, z której zdjęcia zamieściłam na stronie, a część dochodu ze sprzedaży kosmetyków przekazałam na dalsze projekty. Dzięki temu mogę im pomagać za darmo. Chyba, że któraś chce wesprzeć inne kobiety to wtedy pozwalam.  

Liwia uśmiechnęła się widząc Antka minę. Patrzył na nią wielkimi oczami.  

Co ci jest? zapytała. 

Zastanawiam się, czym jeszcze mnie zaskoczysz odpowiedział. 

Roześmiała się. 

Może tym, że moje kosmetyki dostały nagrodę konsumentów i za miesiąc osobiście będę mogła ją odebrać na specjalnej gali oznajmiła. 

Antek przechylił się do tyłu i padł na łóżko. 

Kobieto... Powinnaś mi powiedzieć takie rzeczy na samym początku. Ja nie wiem, czym godny wstąpić w twoje progi mruknął. 

Liwia stanęła nad nim tak, żeby widzieć jego twarz. 

Nie mamy progów odparła. 

Zamknął oczy i roześmiał się. 

 

Pół godziny później z kościoła wrócili rodzice Antka i Klaudia. Zastali Liwię w kuchni, gdzie parzyła herbatę. Wkroiła do dzbanka imbir, cytrynę, wrzuciła kilka przypraw korzennych, liście herbaty i zalała wszystko gorącą wodą. Zapach unosił się po całym pomieszczeniu.  

Cześć, kochaniemama Antka podeszła do niej z uśmiechem, obejmując ją lekko, jakby już od dawna była częścią tej rodziny.Sama urzędujesz?zapytała. 

Antek położył się na chwilę odpowiedziała Liwia. Mam nadzieję, że nie ma pani nic przeciwko temu, że się trochę porządziłam w kuchnidodała przepraszającym tonem.  

Mówisz o herbacie? Nie, po to są tutaj te produkty. Pomagają też na mdłości. 

Liwia uśmiechnęła się z wdzięcznością i skinęła głową. Postawiła dzbanek na stole i usiadła obok Klaudii, która już trzymała w gotowości swój kubek. Obie nalały sobie herbaty. 

Wiesz, fajnie, że przyjechałaś rzuciła dziewczyna z uśmiechem.Mam wrażenie, że dzisiaj zobaczyłam mojego brata z nową energią. Wczoraj przyglądałam się wam. Zgrywacie się ze sobą.  

Liwia parsknęła cicho. 

O tak, dosłownie i w przenośnirzekła ze śmiechem. 

Pani Jaroszyńska dosiadła się do stołu. Zaczęły się rozmowy na różne tematy. Klaudia zaczęła opowiadać o cioci Basi, którą spotkali pod kościołem.  

Rozmawiała z panią Kazią kontynuowała.Pytała mamę, czy już widziała tą dziewczynę, którą Antek zaprosił pod kościołem do domu na kawę. Mama powiedziała jej, żeby nie słuchała plotek.  

Wszyscy się roześmiali. Gdzieś w głębi domu trzasnęły drzwi. Liwia odruchowo zerknęła w stronę korytarza. Chwilę później w progu kuchni stanął Antek, lekko zaspany, w dresowej bluzie. Włosy miał nieco rozczochrane, ale oczy błyszczały, gdy spojrzał na Liwię. 

Załapię się na herbatę?zapytał. 

Jego ojciec zaśmiał się głośno. 

Jak się ładnie uśmiechniesz, to dziewczyny może się zlitują i naleją ci. 

Antek uniósł lekko brwi nie spuszczając wzroku z Liwii. 

Uśmiecham się, odkąd wszedłem powiedział cicho.  

Liwia sięgnęła po czysty kubek, wlała do niego herbatę i podała Antkowi, który w międzyczasie zajął miejsce przy stole. 

O czym rozmawiacie?zapytał. 

O dziewczynie, którą zaprosiłeś na kawę odparła Klaudia.Już pół wsi wie o tym. 

Co…? mruknął z lekkim niedowierzaniem.Przecież… Pani Kazia... Kiedy ona zdążyła to rozgłosić? 

Pani Jaroszyńska parsknęła śmiechem. 

Jeszcze nikt nie odkrył, skąd u niej takie tempostwierdziła. Ale jak Liwia odwiedzi cię jeszcze kilka razy to na pewno zacznie pytać proboszcza, czy już daliście na zapowiedzi. 

Ciocia Basia obstawia wrzesień mruknęła Klaudia.  

Wrzesień?! Antek niemal zakrztusił się herbatą. Ale my się nawet nie… znaczy… nie… 

Liwia uśmiechnęła się słodko poklepując go delikatnie po plecach. 

Spokojniepowiedziała. W najgorszym wypadku ja się tu więcej nie pojawię, a ty powiesz, że mi kawa nie zasmakowała zażartowała. 

Antek nie odpowiedział nic. 

Dalszą część dnia wszyscy spędzili razem rozmawiając, przygotowując wspólnie obiad, a potem grając w planszówki. Było przy tym dużo śmiechu. Klaudia sprzedawała Liwii różne zabawne ciekawostki z życia Antka, a on nie pozostawał jej dłużny. Liwia miała wrażenie, że zna tę rodzinę od zawsze. Czas zleciał bardzo szybko i nastał wieczór. Gdzieś koło osiemnastej Liwia uznała, że czas powoli zacząć zbierać się do domu. Po Antku widać było już zmęczenie, mimo że starał się dzielnie dotrzymywać kroku pozostałym. Podziękowała wszystkim za zaproszenie i za wspólnie spędzony czas po czym poszli z Antonim do zajmowanego przez nią pokoju.  

Zabrała się za zbieranie swoich rzeczy, podczas gdy Antek siedząc na łóżku obserwował ją, jak się pakuje. 

Zatem w następny weekend lecisz z koleżankami na Cyprrzekł w końcu. 

Liwia spojrzała na niego znad składanego swetra. 

Tak, robimy sobie taki babski weekendodparła.Trochę słońca, wina i morze. Zaplanowałyśmy to kilka miesięcy temu. U nich też dużo się teraz dzieje... urwała. 

Antek uśmiechnął się i pokręcił głową. 

Możesz to powiedzieć powiedział. 

Co? zapytała zdezorientowana. 

Że potrzebujecie złapać oddech i dystans do wszystkiego. Ja to rozumiem, Liwia. Jeśli chcesz tutaj być, to musisz mieć też swoje życie i czas dla siebie. 

Liwia odłożyła sweter do torby i podeszła do niego. Odruchowo wyciągnął rękę, jakby czekał na ten ruch z jej strony. Chwyciła ją stając przed nim. Patrząc na niego, kolejny raz podziwiała jego empatię i to jak rozumieli się bez potrzeby wypowiadania na głos pewnych rzeczy. 

Wracam w niedzielę wieczorem oznajmiła. 

Zaczynam w poniedziałek o ósmej odpowiedział. Kolejne pięć dni. Mam przeczucie, że teraz nie pójdzie tak lekko. 

Pogładziła go wolną dłonią po policzku.  

Będę, jeśli chcesz powiedziała. 

Uśmiechnął się lekko. 

A jak myślisz, dlaczego ci o tym mówię?spytał. 

Przewróciła oczami. 

No tak, spodobały ci się moje kompresy chłodzącestwierdziła. 

Spodobało mi się, jak trzymasz mnie za rękę odpowiedział patrząc jej odważnie w oczy. 

Ok, zobaczymy, co da się zrobić w tej kwestii powiedziała. 

Patrzyli na siebie dłużej. 

Ok, po takiej obietnicy jestem gotowy, żeby stawić temu czoła kolejny raz rzekł Antek.  

Liwia poczuła, że zaczyna ją szczypać w oczach i czuje lekki zacisk w gardle. Nachyliła się nad mężczyzną i oparła czoło o czubek jego głowy. Poczuła, jak pociągnął ją w dół, aż wylądowała na jego kolanach, a potem objął ją ramionami i mocno przytulił. Wtuliła twarz w jego szyję. 

Myślałem, że to mnie trzeba pocieszać zażartował cicho. 

W poniedziałek. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział 46

Inez, Piotr i Jacek     Kilka dni później, w ciepłe letnie popołudnie , Inez z Piotrem i Jackiem wybrali się do budynku na Starym Mieście. ...