piątek, 5 września 2025

Rozdział 21

 Babski wypad – ciąg dalszy 

 

Dzień bez ciebie to nie to 

bezmiar ciszy albo dno  

Czas bez ciebie nie ma dat 

zero godzin pustka lat”  

Zabrzmiały słowa piosenki Grzegorza Turnaua do słów Leszka Aleksandra Moczulskiego. To Janka ustawiła budzik w klimacie adekwatnym do zaistniałych okoliczności. Poranek w Pafos pachniał kawą i morzem. Przez uchylone okno wpadały do pokoju zapachy pieczonych bułeczek z pobliskiej piekarni i dźwięki budzącego się miasta. Kobieta przeciągnęła się i rzuciła w powietrze zaspane: 

— Kto przyniesie mi kawę, zanim otworzę oczy na dobre? Pospałabym jeszcze — dodała. 

Było gapić się pół nocy w ekran telefonu i chichotać jak zakochana nastolatka — burknęła spod kołdry Inez. — Nie mogłam zasnąć przez ciebie. 

— No, co poradzę, że Rafał dopiero o tej godzinie miał czas, żeby wysłać kilka wiadomości? 

— Przecież ty cały dzień pisałaś z nim smsy — zauważyła Inez. 

— Nie z nim, tylko z dzieciakami — sprostowała Janka. — Udawały tatę. Posłuchaj tego: Kochana Janko, tęsknię jak koń do pastwiska. Bez ciebie moje serce jest jak rosół bez soli. — przeczytała. — Albo to: Twój uśmiech śni mi się po nocach, a twoje oczy są jak dwie gwiazdy polujące na moje serce. 

Inez wyjrzała spod kołdry i spojrzała na koleżankę wzrokiem, który wyrażał wątpliwość co do jej pełnej sprawności umysłowej. Przynajmniej w tym momencie. Można się zakochać i wpaść w jakiś amok, ale w wieku prawie pięćdziesięciu lat ten stan mógłby się wyrażać w sposób nieco bardziej stonowany. Zwłaszcza po północy. 

— Nie patrz tak na mnie — rzekła Janka. — Dzieciaki są naprawdę słodkie. 

— Ale rozumiem, że po północy to już tatuś wysyłał ci tak urokliwą poezję?  

No cóż… Najpierw musiał okiełznać i wysłać do spania swoje potomstwo. 

Janka wzruszyła ramionami, a następnie pociągnęła nosem i zmarszczyła brwi. 

— Ale kawę ktoś już tutaj robił — stwierdziła. 

Taaa… — westchnęła Inez. — Jedne piszą do świtu a drugie od świtu — stwierdziła zerkając w stronę uchylonych drzwi balkonowych. 

Liwia już od kilkunastu minut siedziała na tarasie z kubkiem kawy i patrzyła na morze, które w blasku porannego słońca mieniło się złotymi drobinkami. Uśmiechnęła się pod nosem słysząc rozmowę dziewczyn. Z nikim od świtu nie wymieniała żadnych wiadomości, bo wiedziała, że Antek nie lubi wcześnie się zrywać. Chyba, że musi. Powietrze zapowiadało upalny dzień, ale nadmorska bryza dawała orzeźwienie. Pomyślała, że chociaż cieszy ją to, że jest tutaj obecnie ze swoimi kumpelkami, to miło byłoby kiedyś oglądać takie widoki razem z Antkiem. Nagrała króciutki filmik i wysłała mu przez jeden z komunikatorów. Stęskniłaś się i szukasz pretekstu jak zacząć rozmowę? ;) napisał. To ja potrzebuję jeszcze jakiegoś pretekstu? ;) zapytała. Sprawdzam, czy jesteś już gotowy, żeby cię zobaczyć i usłyszeć, dopisała jeszcze. To zależy, czy spodziewasz się lepszych czy gorszych widoków niż te, które aktualnie masz przed sobą, odpisał. To nie ma znaczenia, ważne jest to, że tych najbardziej wyczekuję, napisała. Po chwili odebrała przychodzące połączenie i uruchomiła kamerkę. Przed jej oczami pojawiła twarz Antka opartego wygodnie o poduszkę.  

Masz dar rozkładania mnie na łopatki w najmniej oczekiwanych momentach — powiedział cicho uśmiechając się. 

— A ty jeszcze ciągle próbujesz z tym walczyć — skwitowała. 

— Zachowuję pozory — wyjaśnił. — Dziewczyny nie mają nic przeciwko, że się wymykasz z rana na prywatne rozmowy z osobnikiem płci przeciwnej? — zapytał. 

Liwia zachichotała. 

— Może by miały, jakby same tak nie robiły — odparła. — Janka poszła spać nad ranem, bo pół nocy wymieniała smsy ze swoją sympatią. Wieczorne wino dobrze weszło to i komunikacja była dość intensywna — dodała. 

Antek roześmiał się. 

— Cieszę się, że dobrze się razem bawicie — powiedział. — Jakie macie dalsze plany? 

— Pozwiedzamy jeszcze Pafos, a potem będziemy powoli przemieszczać się w stronę Larnaki. 

— Uważaj na siebie, jak będziesz prowadzić — powiedział Antek. — Gdyby były jakieś problemy z wynajętym samochodem to wiesz, co robić. 

— Tak, mam najlepszego na świecie doradcę. 

— Cieszę się, że chociaż w taki sposób mogę ci pomóc. Poza tym ty nie potrzebujesz, żeby ktoś prowadził cię za rękę — stwierdził. — Chyba, że akurat przymierzasz się do lądowania na pupie na oblodzonym chodniku — parsknął śmiechem. 

— Liwia, idziesz?! — rozległo się z głębi pokoju. 

Uratowały cię — rzekła Liwka do Antka. — Dobrego dnia. 

Pomachała do kamerki i rozłączyła się. 

— Idę — zawołała do koleżanek. 

Pół godziny później po sycącym i nieśpiesznym śniadaniu w kawiarnianym ogródku z widokiem na zatokę, dziewczyny wyruszyły na zwiedzanie Pafos. Spacer po nabrzeżu skończył się odwiedzeniem kilku ciekawych miejsc. Zajrzały do Parku Archeologicznego, miejsca wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO, w którym mogły podziwiać kunszt antycznych mozaik. Oczywiście, zrobiły mnóstwo zdjęć, z których Janka wybrała swoje najlepsze i posłała do Rafała. Odpisał jej, że on wygląda lepiej niż niejeden grecki bóg. Janka zachichotała, co przyciągnęło uwagę innych turystów. 

— Ona naprawdę zachowuje się, jakby miała jakieś osiemnaście lat — szepnęła Inez do Liwii. 

— Ciekawe, czy tym razem odpisał jej ojciec, czy któreś z dzieci — zastanawiała się Liwka. 

— Sądząc po rumieńcu — ojciec. Ciekawe, jaką piosenką nas jutro obudzi. 

Liwia parsknęła śmiechem.  

Kolejnym miejscem, do którego zajrzały był zamek w porcie – surowa bryła z kamienia, która przez wieki pełniła funkcje obronne, więzienia i magazynu soli. Kolejna kolekcja zdjęć wylądowała na ich smartfonach. W tym również piękne widoki na morze, zwłaszcza z dachu.  

Idealne miejsce na romantyczne schadzki — rzuciła Janka. 

Albo na zrzucenie jakiegoś niewiernego męża do morzadodała Inez. 

Liwia, choć uśmiechnęła się, odeszła na chwilę na bok. Stanęła w miejscu, z którego jej zdaniem widok był najładniejszy i zrobiła kilka ładnych ujęć. Dała sobie przestrzeń na chwilę ciszy i przeżycie niektórych emocji po swojemu. 

Na zakończenie wyprawy kobiety odwiedziły Groby Królówimponujące podziemne nekropolie wykute w skale. Nie były to groby rzeczywistych władców, ale ich monumentalność robiła wrażenie. Panowała tam cisza a światło wpadające przez wykute otwory tworzyło teatralną atmosferę. 

Tu można by kręcić film o przygodach Indiany Jonesa — stwierdziła Inez zerkając do jednej z komór. Janka w tym czasie próbowała zrobić zdjęcie małej jaszczurki, która żywo biegła po ścianach, aż w końcu zniknęła w jakiejś szczelinie. 

Kiedy zwiedzanie dobiegło końca zaczęły zbierać się do wyjazdu do Larnaki. Czekała je około dwugodzinna jazda z przerwami na posiłek i oglądanie wszystkiego, co wydawało się interesujące na trasie ich przejazdu. 

 

Jednym z miejsc, w którym zatrzymały się, żeby podziwiać kolejne widoki było Petra tou Romiou. Stanęły przy punkcie widokowym, z którego widać słynną skałę wynurzającą się z morza i otoczoną spienionymi falami. To właśnie w tamtym miejscu, według mitu, bogini Afrodyta wyłoniła się z morskiej piany. Po chwili zeszły po ścieżce prowadzącej do niewielkiej plaży. Woda obijała się o brzeg z delikatnym szumem, a kamienne bloki lśniły w południowym słońcu.  

Mówią, że jak się popłynie wokół skały trzy razy, znajdzie się prawdziwą miłość powiedziała Liwia patrząc na Jankę i Inez z przekornym uśmiechem. 

Na szczęście nie jestem przesądna odparła Janka poprawiając opadające okulary przeciwsłoneczne. Ale może Piotrowi by to pomogło. 

Puściła oko do Inez. 

Nie musi pływaćsprostowała Inez, krzywiąc się lekko.Wystarczy, że nie będzie tonął w sieci niedomówień. 

Fala rozprysła się o kamienie tuż obok nich, chlapiąc je delikatnie chłodną wodą. Inez sięgnęła po kamyk z plaży i przesunęła go w palcach, jakby próbowała zetrzeć z niego cały ciężar ostatnich tygodni. 

Odezwałaś się do niego chociaż raz w czasie tego wyjazdu? zapytała Liwia, kucając i zamaczając dłonie w wodzie. 

Tak, napisałam, że chcę odpocząć i żeby dał mi spokój do powrotu. 

Na chwilę zapanowała cisza. Słychać było jedynie krzyk mewy i szelest kamieni pod stopami innych turystów schodzących na plażę. Wiatr poruszał lekko materiałem ich sukienek. 

I nie korci cię, żeby zmienić zdanie, kiedy widzisz, że my jesteśmy w kontakcie z, w cudzysłowie, naszymi facetami? zapytała Liwia, podnosząc wzrok znad tafli wody. 

Nie, przyda się nam dystans. Niech zbiera wszystkie fakty do kupy, żeby ustalić sobie jedną wersję wydarzeń, którą mi przedstawi. 

Liwia roześmiała się, prostując się i strzepując wodę z rąk. Spojrzała na Inez z rozbawieniem, ale też lekkim podziwem. 

Ten gość nie będzie miał z tobą lekko stwierdziła. 

A ja miałam? uniosła się Inez, krzyżując ramiona. Nie rozmawiajmy już o tym, bo za chwilę sama opłynę tą skałę, żeby się wyżyć. 

Rzuciła kamień w stronę wody, gdzie z głośnym pluskiem zatonął kilka metrów dalej. 

Lepiej nie, bo jak padniesz, to będziemy musiały wzywać jakiegoś przystojnego Cypryjczyka, żeby cię ratował zażartowała Liwia wznosząc rękę na znak dramatycznego wezwania pomocy. 

Ooo, i to jest myślskwitowała Inez uśmiechając się w końcu. We Włoszech poskutkowało. Dzięki temu masz Antka. 

Rzekłabym, że raczej dzięki weselu w Polsce mruknęła koleżanka, poprawiając ramiączko torby. Na jej twarzy pojawił się cień wzruszenia, jakby wspomnienie tamtych wydarzeń nadal miało dla niej wyjątkową wagę. 

Słońce odbiło się w wodzie setkami małych błysków. Z dala słychać było śmiech dzieci i rozmowy turystów w różnych językach. Dziewczyny przez chwilę tylko stały, patrząc na mitologiczną skałę i nie mówiąc już nic. Każda z nich miała swoje sprawy do przemyślenia swoje pytania bez odpowiedzi i marzenia, które jeszcze nie miały konkretnych kształtów. 

Jedziemy dalej zarządziła Liwia wyrywając je z zadumy. 

Droga do hotelu zajęła im jeszcze grubo ponad godzinę nie licząc przerwy na posiłek. Kiedy zajechały na miejsce, zostawiły bagaże i poszły pozwiedzać. Najpierw przeszły się promenadą Finikoudes, zachwycając się rzędami palm i wszechobecnym aromatem morskiej bryzy zmieszanym z wonią soli, kawy i słodkich wypieków. Potem zajrzały do cerkwi św. Łazarza, w której znajdowała się jego relikwia. W końcu doszły do Słonego Jeziora, gdzie zrobiły kilka zdjęć i chwilę odpoczęły. 

Wieczorem usiadły na leżakach na plaży. Ciepły wiatr rozwiewał im włosy, a przed nimi szumiało morze. Zamówiły lokalne koktajle — Inez coś z ouzo i sokiem pomarańczowym, Janka klasyczną margaritę, a Liwia coś bezalkoholowego, bo jutro miała wszystkich zawieźć na lotnisko. 

— A więc za co dziś pijemy? — zapytała. 

— Za to, że potrafimy żyć chwilą — powiedziała Inez. 

— Za to, co przed nami — dodała Janka. 

— I za tych, którzy czekają na nasz powrót — dopowiedziała Liwia. 

Kieliszki zabrzęczały lekko o siebie, a potem wieczór rozwinął się w śmiech, historie z dawnych lat, wspomnienia i marzenia. Zasnęły późno, z lekkimi rumieńcami i uczuciem, że to był dobrze spędzony czas, ale ten który miał nadejść zapowiadał się równie ekscytująco. 

 

Niedzielny poranek rozpoczął się wcześnie. Nie było czasu na celebrowanie chwili. Kobiety zjadły szybkie śniadanie w hotelu, potem udały się na mszę w katolickim kościele, po której pojechały prosto na lotnisko. Siedząc już w hali odlotów po odprawie i czekając na samolot, Inez stwierdziła, że chętnie by została na wyspie jeszcze kilka dni.  

— Może się zgubimy i zostaniemy w jakiejś malowniczej wiosce?zaproponowała ze śmiechem. 

We wtorek mam dniówkę jęknęła Janka. 

Bez Rafała na oddziale to będzie ciężki dzień stwierdziła Liwia. 

Miłodziad będzie odparła pielęgniarka.Jego osoba też będzie wprowadzać niezłe zamieszanie, szczególnie wśród pacjentek. 

Aż tak go lubią? zdziwiła się Liwia. 

A ty byś nie lubiła lekarza, który by stał nad tobą z czarującym uśmiechem i z pełną kulturą odnosił się do ciebie piękną polszczyzną? 

Pewnie tak przyznała Liwka.Ja bym tu chętnie kogoś sprowadziła i została z nimrzekła nagle.Gdyby zmiana miejsca wiązała się też ze zmianą rzeczywistości. 

Inez wzięła ją za rękę i uścisnęła lekko. 

Zadzwoń do niego powiedziała. 

Właśnie opóźnili nam lot oznajmiła Janka, która dostała powiadomienie w smsie. 

— O ile? — spytała Liwka. 

— Godzinę. Chodźmy coś zjeść. 

— Idźcie, za chwilę dołączę do was 

Lotniskowa restauracja nie miała w sobie nic z uroku tawern, w których jadały przez ostatnie dni, ale klimatyzowane wnętrze i widok na pas startowy miały swój dziwny urok. Inez i Janka znalazły wolny stolik przy oknie. Zamówiły kawy, wodę i coś lekkiego — sałatki i pity z halloumi. Kiedy kelnerka odeszła, zapadła krótka cisza, przerywana tylko szumem klimatyzacji i rozmowami przy sąsiednich stolikach. Janka odchyliła się na krześle i spojrzała na Inez z zastanowieniem. 

— Myślisz, że to poważne? — zapytała nagle. 

— Co? — Inez podniosła brwi. 

— No… Liwia i Antek. 

Inez zamyśliła się, po czym uśmiechnęła półgębkiem. 

— Myślę, że bardziej poważne już być nie może. 

Ale to zakrawa wręcz na ideał — mruknęła Janka. — Aż dziwne, że oni się tak potrafili zgrać. Boję się, że coś w pewnym momencie łupnie. 

— A ja myślę, że to po prostu kwestia jej dojrzałości. I tego spokoju, który wnosi w doświadczenia Antka. Miałam z nim do czynienia przed moment, w Rzymie. Liwia mu wtedy zaufała, a on nie zawiódł. Teraz to on zaufał jej. Myślę, że cieszy go fakt, że trafił na kobietę, która jest czuła, cierpliwa, delikatna, a nie dramatyzuje i robi wielkie „halo” wokół jego choroby. 

— Ale… nie boisz się o nią? Że w pewnym momencie skupi się tylko na nim i że jak coś się wydarzy… to będzie cierpieć? 

— Oczywiście, że się boję — odparła Inez. Ale też jej ufam. Liwia nigdy nie była osobą, która rzuca się na oślep. Jeśli przy nim zostaje, to znaczy, że to przemyślane. Nie skupi się tylko na Antku, bo sam Antek jej na to nie pozwoli. A poza tym… chyba niektóre uczucia są warte każdej ceny. Nawet jeśli serce trochę się poobija. 

Pewnie tak. Martwię się po prostu, jak starsza siostra o młodszą — rzekła Janka.  

Jeśli Antek daje jej to wszystko, o czym mówi… to ja trzymam za nich kciuki.  

— Ja też — mruknęła Janka. — Ale jeśli ją skrzywdzi, to znajdziemy go. I przekonamy do zmiany zachowania. I wtedy już nic go nie uratuje przed pielęgniarską zemstą. 

Obie roześmiały się szczerze, a w tym momencie pojawiła się Liwia, z torebką przerzuconą przez ramię i spokojniejszym spojrzeniem niż wcześniej. 

— Co was tak bawi? 

— A tak tylko… snujemy plany ewentualnej interwencji w twoje życie uczuciowe — powiedziała Inez niewinnie. 

— Co? — Liwia spojrzała podejrzliwie. 

— Ale spokojnie — dodała Janka z uśmiechem. — Na razie wygląda, że nie będzie potrzeby. 

Liwia pokręciła głową, ale usiadła z nimi i sięgnęła po kartę dań. 

— Na ten moment daję radę — powiedziała spokojnie. — Gdyby jednak któraś z was potrzebowała negocjatora, doradcy, albo nowych kosmetyków…  

Spojrzała na Jankę. 

— Nastolatce na pewno spodobałby się babski wieczór ze szkoleniem makijażowym — stwierdziła.Niedługo będzie mieć osiemnastkę. Dam ci zniżkę — uśmiechnęła się. — A ty, — zwróciła się do Inez — umów się w końcu z Piotrem i przyciśnij go do muru. Jeśli w tej sytuacji nadal będzie ściemniał, kręcił i czuł się nieswojo to niech wraca tam, skąd przybył. A teraz zabierajmy się za jedzenie. Antek mówił, że w Polsce robi się fatalna pogoda. Może być problem z lądowaniem. 

— Nie strasz mnie — rzekła Janka. 

— Spokojnie, nic nam się nie stanie. Tylko podróż może się wydłużyć. Damy radę. 

 

Jak się okazało kilka godzin później, Antek miał rację. Nad polskim lotniskiem rozwinęła się taka śnieżyca, że samolot nie był w stanie wylądować w związku z czym samolot został przekierowany na lotnisko w Berlinie. Tam musiały czekać na kolejny lot. Na szczęście pogoda się nieco poprawiła więc dotarły do Polski, ale nie zdążyły na nocny pociąg w związku z czym w dalszą drogę ruszyły dopiero nad ranem. Liwia napisała smsa do Antka, że przyjedzie trochę później. Odpisał jej, że najważniejsze, że są już w kraju. Kiedy kobiety zmęczone, ale z wyrazem ulgi na twarzy wyszły na peron, zbliżył się do nich jakiś mężczyzna. Inez aż przystanęła zdumiona. 

— Piotr? Co ty tu robisz? 

Janka trąciła Liwię łokciem i zostały lekko z tyłu.  

Pomyślałem, że przyda się wam kierowca — powiedział. — Mam też to - podniósł rękę, w której trzymał wytłoczkę z trzema kubkami kawy. 

Skarb, nie facet - mruknęła Janka pod nosem tak cicho, żeby tylko Liwia ją usłyszała. 

Ale skąd wiedziałeś, o której tu będziemy? dociekała Inez. 

Wystarczyło posłuchać wiadomości o złych warunkach pogodowych, pogrzebać trochę w Internecie, dodać dwa do dwóch i wyszło, że powinnyście być tutaj właśnie teraz wyjaśnił Piotr. Bierzcie kawę i chodźcie. Odwiozę was do domów, bo pewnie padacie z nóg.  

Liwia spojrzała na zegarek. Było po dziewiątej. Antek już na pewno skończył poranną dawkę, ale po południu miał drugą i chciała pojechać do niego, żeby zobaczyć, jak się czuje.  

Możesz podrzucić mnie do szpitala? zapytała. 

Jasne, chodźmy.  

Ruszyli do wyjścia, a potem na parking. 

W samochodzie jest jeszcze woda i coś do przegryzienia dodał Piotr, kiedy szli.  

Inez skinęła głową, nie komentując. Jej milczenie było bardziej wymowne niż cokolwiek, co mogłaby powiedzieć. 

W samochodzie przez chwilę panowała cisza, przerywana tylko szumem ciepłego nawiewu i cichym radiem w tle. Liwia przymknęła oczy opierając się o szybę, Janka wysyłała do kogoś smsa, a Inez siedziała z przodu po prostu wpatrzona w drogę przed sobą. 

— Nie musiałeś — odezwała się nagle cicho, ale wyraźnie.  

Chciałem — odpowiedział spokojnie.  

Gdy zatrzymali się pod szpitalem, Liwia obudziła się z półsnu, uśmiechnęła i mruknęła „dzięki” przez ziewnięcie. Wysiadła z samochodu, a Piotr razem z nią, żeby pomóc jej wyciągnąć walizkę z bagażnika. Pożegnali się, po czym ona pobiegła do wejścia, a mężczyzna wrócił do samochodu. W następnej kolejności odwieźli Jankę. Kilkanaście minut później, będąc już we dwoje, zaparkowali pod blokiem Inez. 

— Dziękuję — powiedziała, choć głos miała lekko szorstki, jakby ciągle próbowała zachować dystans. 

Piotr spojrzał na nią.  

— Inez... — zaczął, ale ona spojrzała na niego i od razu przerwała: 

— Piotr, nie teraz. Jestem zmęczona. Po prostu... muszę odpocząć. 

Słowa były ciche, ale stanowcze. Piotr poczuł, że nie ma sensu naciskać. Po chwili, gdy Inez otworzyła drzwi, zapytał: 

Umówisz się ze mną? Jutro? 

Inez odwróciła się w jego stronę.  

Zadzwonię powiedziała. 

Piotr pokiwał głową 

Odpocznij, będę czekał — odpowiedział. 

Pomógł jej wynieść bagaż z samochodu, ale nie narzucał się z zaniesieniem walizki na górę. Poczekał, aż Inez wejdzie do mieszkania i odjechał.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział 46

Inez, Piotr i Jacek     Kilka dni później, w ciepłe letnie popołudnie , Inez z Piotrem i Jackiem wybrali się do budynku na Starym Mieście. ...