piątek, 5 września 2025

Rozdział 23

Rafał 

Popołudniowe słońce wlewało się przez kuchenne okno kładąc złote pasma światła na stole. Krzyś siedział naprzeciwko ojca z kubkiem kakao w dłoniach. Jego podbite oko wyglądało trochę lepiej, ale wciąż przyciągało spojrzenie. Rafał przez chwilę patrzył na syna w milczeniu zastanawiając się, jak poprowadzić tę rozmowę po czym westchnął głęboko. 

— No dobra, młody,zaczął mamy chwilę spokoju, to pogadamy jak faceci. Powiesz mi dokładnie, co Igor ci dzisiaj powiedział? 

Krzyś unikał jego wzroku przez moment, w końcu wzruszył ramionami. 

— Najpierw zaczął mówić, że jestem lizusem, bo dostałem piątkę z matmy… A potem, że jestem nienormalny, bo ciągle siedzę sam i rysuję zamiast grać w piłkę z resztą. —  Zamilkł na chwilę dłubiąc palcem w uchu od kubka. — A potem… potem powiedział, że moja mama umarła, bo się mnie wstydziła. Bo byłem za cichy, za dziwny. Że może jakby miał takiego syna, to też by uciekł z domu. 

Rafał nie odpowiedział od razu. W jego spojrzeniu pojawiła się mieszanina bólu i chłodnej złości, którą musiał opanować, zanim coś powiedział. Po chwili pokręcił głową. 

— I ty mu uwierzyłeś chociaż na sekundę? — zapytał z niedowierzaniem bardziej skierowanym w stronę tego, że dziesięciolatek może wymyślić takie głupoty na temat czyjejś śmierci. Synku wiesz, dlaczego mama zmarła i nie było w tym winy nikogo z naszej rodziny. 

Krzyś spuścił głowę. 

Nie da się tego tak po prostu nie słyszeć — rzekł cicho. — No i… coś jeszcze powiedział o Lence — dodał po chwili. 

Rafał uniósł brwi, czujny. 

— Co takiego? — spytał. 

— Że pewnie Lenka też będzie taka dziwna jak ja. Że i tak nikt jej nie lubi, bo za dużo gada i ciągle się wymądrza. Że jak będzie starsza to też zostanie sama. Tak samo jak ja. 

— Skąd on wie takie rzeczy, skoro Lena jest w przedszkolu? 

— Jego siostra chodzi z nią do grupy. Mówił, że jak ostatnio wróciła z przedszkola to powiedziała mamie, że Lena wyśmiała ją przed grupą, bo tamta nie wiedziała, że grzyby rosną w lesie. 

Rafał oparł łokcie na stole i ukrył twarz w dłoniach. Nie wiedział do końca czy się śmiać, czy wkurzyć. Wyszło na to, że czekała go jeszcze poważna rozmowa z sześciolatką zanim matka Igora i tamtej dziewczynki rozdmucha sprawę na całą szkołę. W takich chwilach naprawdę było mu ciężko i brakowało wsparcia drugiej osoby. Oderwał twarz i spojrzał na syna. 

— Chodź tutaj — poprosił wyciągając ramię.  

Kiedy Krzyś przesiadł się na jego stronę, objął syna ramieniem. 

— Posłuchaj mnie teraz uważnie rzekł. Tacy jak Igor mówią najgłośniej, kiedy się czegoś boją albo czegoś zazdroszczą. Nie wiem, czego dokładnie, ale to, co mówił… to było po to, żeby cię zranić. A nie dlatego, że to prawda. Lenka jest cudowna, tak samo jak ty. I to, że jesteście trochę inni, to nie wada. To wasza siła. 

Krzyś przytaknął nieśmiało, a potem spytał: 

— Ale… to znaczy, że dobrze, że mu przyłożyłem? 

Rafał parsknął cicho, z trudem ukrywając uśmiech. 

— Słuchaj. Nie jestem zły, że się zdenerwowałeś. Naprawdę nie. Czasem ludzie mówią rzeczy tak głupie, że aż boli. I rozumiem, że coś w tobie pękło. Ale… — nachylił się lekko — …nie chcę, żebyś rozwiązywał sprawy pięściami. Nigdy. 

— Ale on zaczął! 

— Może i tak. Ale ty możesz zdecydować, kiedy skończyć. — Rafał mówił cicho, ale stanowczo. — I nie chcę, żebyś był kimś, kto rozwiązuje sprawy ciosem. Bo wtedy Igor wygrywa. Wiesz? 

Krzyś milczał. Długo. Potem zapytał: 

— A co mam robić, jak ktoś tak mówi o mamie? 

Rafał poczuł ścisk w gardle. Mocniej przytulił syna. 

— Wtedy… masz prawo być wściekły. Masz prawo czuć, że cię to boli. Ale musisz nauczyć się mówić o tym. Powiedzieć komuś dorosłemu. Mi. Wychowawcy. Komuś, kto może pomóc. Bo bicie niczego nie naprawia. Tylko boli dalej. 

Chłopiec skinął głową. 

— Ale nie będziesz zły, jak jeszcze kiedyś… no, jak nie wytrzymam? 

— Będę, jak nie spróbujesz inaczej. Ale zawsze cię będę kochał, rozumiesz? 

Krzyś skinął głową, a potem cicho dodał: 

— I tak go trafiłem tylko raz. Potknął się o własne nogi, wylądował na ziemi i jeszcze zwichnął rękę. 

Rafał nie wytrzymał i parsknął śmiechem. 

Koniec rozmowy — rzekł. — Bierz się do nauki. 

 

Krzyś poszedł do swojego pokoju, a Rafał podniósł się z trudem z krzesła, pozbierał kubki i wstawił je do zlewu. Później poprosi Emilię, żeby je umyła. Nalał tylko do nich wody, żeby reszta kakao nie zastygła. Czuł zmęczenie. Dzisiejsza akcja z Krzysiem, jazda taksówką, potem szybki, albo jak najszybszy na jego możliwości, chód na SOR, wszystko sprawiło, że teraz marzył, żeby położyć się do łóżka i dać odpocząć mięśniom. Ale jeszcze nie mógł. Najpierw musiał jeszcze porozmawiać ze swoją najmłodszą latoroślą. Zapukał lekko w drzwi i wszedł do jej pokoju. Lenka siedziała na dywanie otoczona pluszakami i udawała, że przyrządza im kolację. Na drewnianej, zabawkowej kuchence stał garnek i patelnia, a dziewczynka właśnie rozlewała niby herbatę do plastikowych filiżanek. 

—  Czy ja też dostanę? zapytał Rafał. 

Lenka spojrzała na niego spod rzęs po czym podała mu kubeczek. 

Dziękujęodparł z uśmiechem siadając na obrotowym krześle stojącym przy jej biurku. — Przy herbacie lepiej się rozmawia, a my musimy porozmawiać. 

Córka pokiwała głową i zbliżyła się do niego.  

— Dostałem dzisiaj wiadomość, że w przedszkolu jedna dziewczynka się na ciebie poskarżyła. 

Lenka nadęła policzki. 

— Bo była głupia! — zawołała. — Powiedziała, że grzyby rosną w sklepie, bo jej mama stamtąd je przynosi! 

Rafał zagryzł wargi i przez moment walczył ze sobą, bo znowu chciało mu się śmiać widząc oburzenie córki, na to, że ktoś może nie wiedzieć tak podstawowych rzeczy. W końcu uniósł brwi. 

— I ty jej powiedziałaś, że się myli? 

— Nie! Tylko się zaśmiałam. Trochę. — Skrzywiła się przysuwając na kolanach bliżej ojca i opierając się lekko na jego zdrowym kolanie. — I powiedziałam, że grzyby rosną w lesie. I że jak nie wie, to niech zapyta pani. A ona się rozpłakała. I powiedziała mamie, że ją wyśmiałam. 

Rafał przez chwilę milczał po czym odetchnął. Pociągnął córkę do pozycji stojącej, po czym posadził ją na nodze. 

— W sumie to się nie dziwię, że to powiedziałaś rzekł. Bo masz rację — grzyby nie rosną w sklepie. Ale wiesz, czasem to, co mówimy, może kogoś zranić, nawet jeśli mówimy prawdę. To, jak coś powiesz, jest tak samo ważne jak to, co powiesz. I nie możesz mówić o niej, że jest głupia. Po prostu brakuje jej wiedzy w niektórych dziedzinach tłumaczył. 

— Ale ja nie chciałam jej zranić… — mruknęła Lenka wtulając się w niego. 

— Wiem. I wierzę ci. Ale jeśli ktoś poczuł się źle, dobrze jest powiedzieć "przepraszam". Bo nie chodzi tylko o to, czy miałaś rację. Chodzi o to, żeby być miłym. Rozumiesz? 

Lenka milczała chwilę, po czym skinęła głową. 

— To... mam ją przeprosić? spytała. 

— Myślę, że to będzie bardzo dzielne z twojej strony. I mądre. — Pogładził ją po włosach. — A jak będziesz chciała, mogę przy tobie porozmawiać z panią albo z jej mamą. Ważne, żebyś pamiętała — wiedza to skarb, ale serce to klucz. 

— To ja jej dam rysunek z grzybkiem. Uśmiechniętym. 

Lenka znowu była sobą — w jednej chwili zerwała się i zaczęła szukać kredek. 

Rafał patrzył na nią z czułością i z ulgą. Wciąż nie miał pojęcia, jak wychowuje te dzieci. Ale czuł, że jeśli będą potrafiły rozmawiać, przepraszać i rysować uśmiechnięte grzybki, to chyba nie poszło mu najgorzej. Zostawił córkę, która już zajęła się tworzeniem małego prezentu dla koleżanki i w końcu dotarł do swojego pokoju. Ostrożnie usiadł na łóżku i odstawił kule. Ułożył się wygodnie na poduszkach i przymknął oczy. Miał wreszcie chwilę dla siebie. Telefon zakomunikował nadejście smsa. Nie chciało mu się odbierać, ale to mogło być coś ważnego. Wiadomość przyszła od Janki. Kryzys zażegnany? zapytała. Uśmiechnął się pod nosem. Chyba dałem radę, ale mój mózg paruje. Muszę się przespać chwilę. Zadzwonię, kiedy się obudzę, odpisał. Ok, w takim razie niech nic nie zakłóca twojego odpoczynku. Do usłyszenia, przeczytał po czym odłożył telefon i ziewnął szeroko. Parę minut później odpłynął. 

 

 

Antek 

Antek bardzo cenił te dni, które mógł spędzać ze swoimi siostrzeńcami. Dzieciaki wnosiły do jego życia rozbrajającą prostotę i bezwarunkową radość. Nie przestawały go też zadziwiać swoją intuicją i wyczuciem jego nastroju. Jakieś dwie godziny temu wrócił ze szpitala, ale czuł się na tyle dobrze, żeby posiedzieć przy nich. Na niskim stoliku, leżało morze klocków znanej firmy. Zanim jeszcze zdążył dobrze się rozejrzeć po elementach, Kacper już grzebał w pudełku, wyciągając kolejne części, a Klara układała w rządku minifigurki. 

Dobra, wujek, musimy zbudować coś ekstra oznajmił Kacper marszcząc brwi w skupieniu. 

Coś ekstra? Antek zerknął na Klarę. To znaczy? 

Dziewczynka spojrzała na niego poważnie. 

Statek kosmiczny, zamek dla księżniczki i bazę dla dinozaurów. 

Antek uniósł brwi. 

Jednocześnie? 

Tak powiedziała Klara tonem nieznoszącym sprzeciwu. 

Kacper pokręcił głową. 

Klara, to się nie zmieści! oznajmił. 

Ale jak to? W bajkach wszystko się mieści! obruszyła się dziewczynka. 

Antek westchnął z udawanym zmęczeniem. 

No dobra, skoro mamy statek kosmiczny, to może zamek księżniczki będzie na Marsie? zaproponował pojednawczo. 

Klara pokiwała głową. 

I będą tam żyły dinozaury! 

Kacper się zamyślił. 

To ja zrobię wyrzutnię rakiet, żeby księżniczka mogła uciekać przed dinozaurami. 

A ja zrobię księżniczkę! Klara wzięła jedną z figurek i zaczęła doczepiać jej różne elementy. 

Antek, uśmiechając się pod nosem, powoli zaczął składać coś na kształt statku kosmicznego. Jego ręce nie działały dziś idealnie chwilami miał wrażenie, że klocki wyślizgują mu się z palców, ale nie zamierzał się poddawać. Kacper natomiast zabrał się za budowę wyrzutni, ale co chwilę coś się przewracało. 

Wujek, jest krzywa narzekał. 

Antek obejrzał jego konstrukcję. 

Może potrzebujesz lepszego fundamentu? rzucił. 

A może… Kacper zmrużył oczy …może zrobimy jeszcze większą? 

To nie ma sensu! Klara westchnęła ciężko. Nie wyrzuca się księżniczki z zamku w kosmos, bo potem nie ma gdzie mieszkać. 

— Księżniczka może mieć bazę na Księżycu! podsunął Antek. 

Klara się rozpromieniła. 

To ja zrobię jej ogródek! 

Ogródek? Na Księżycu? zapytał Kacper przewracając oczami. 

Tak! Z marchewkami! 

W kosmosie nie ma marchewek! 

A skąd wiesz?! Klara założyła ręce na piersi. 

Antek parsknął śmiechem. 

Może są kosmiczne marchewki, które świecą w ciemności? rzucił. 

Klara spojrzała na niego z podziwem. 

Wujku, jesteś mądry. 

Kacper wzruszył ramionami. 

No dobra, to ja zbuduję robota, który będzie pilnował księżniczki i tych… no… świecących marchewek. 

Zanim Antek się zorientował, powstał kosmiczny zamek z rakietą, księżniczka w hełmie astronauty i ogródek pełen dziwacznych klockowych roślin. Kacper dodał swojego robota, a Klara dokończyła ostatnie szczegóły. Na koniec dzieci przybiły sobie piątki i spojrzały na Antka. 

No i jak, wujku? spytał Kacper. 

Antek uśmiechnął się szeroko. 

Genialne — stwierdził.To najlepszy księżniczkowo-kosmiczno-dinozaurowy projekt, jaki w życiu widziałem. 

Klara z dumą wyprostowała plecy. 

Możemy cię czasem zaprosić do ekipy budowlanej rzekła łaskawie. 

Kacper pokiwał głową. 

Ale musisz się jeszcze trochę podszkolić zastrzegł. 

Antek udał powagę. 

Będę się starał, mistrzowie — obiecał solennie. — Tymczasem pora zrobić tu trochę porządku — dodał rozglądając się po rozsypanych dokoła nich na dywanie klockach.  

Pozbierali je do pudełka. Budowle, oczywiście, odstawili w całości. Antek zaczął się zbierać. Kiedy wstawał, nagle zakręciło mu się w głowie i poczuł nagły przypływ mdłości. Chwycił się stojącej obok kanapy i powoli podciągnął na nią. Oparł się na poduszkach i przymknął oczy. Pot wystąpił mu na czoło. Wziął wdech i powoli wypuścił powietrze. Po chwili poczuł dotyk małej, ciepłej rączki na swojej dłoni.  

Wujku, wszystko dobrze? zapytała szeptem Klara. — Mamy sobie pójść? 

Antek otworzył oczy i uśmiechnął się lekko. 

Nie, skarbie odparł cicho.Po prostu… jestem trochę zmęczony. 

Kacper zmarszczył brwi i usiadł obok. 

To my możemy zrobić misję ratunkową. 

Antek uniósł lekko brew. 

Misję? 

Kacper kiwnął głową z powagą. 

Tak. Musimy sprawić, żebyś odpoczął. 

Klara podchwyciła pomysł natychmiast. 

A jak odpoczywają królowie? zapytała. 

Mają poduszki! Kacper zerwał się na równe nogi i przyniósł dodatkową poduszkę z fotela. Musisz mieć tron. 

Antek zaśmiał się cicho. 

Król Antek Pierwszy, władca kanapy? podsunął. 

Tak! Klara podskoczyła. A ja mogę być twoją królewską opiekunką! 

Zanim Antek zdążył zaprotestować, Klara przykryła go kocykiem aż po brodę, a Kacper przyniósł jego butelkę z wodą i postawił ją na stoliku. 

Królu, musicie pić wodę oznajmił surowo. 

Antek, rozbawiony, sięgnął po butelkę i upił łyk. 

Tak lepiej? spytał Kacper, siadając znów obok. 

Antek pokiwał głową. 

Zdecydowanie — odparł 

Klara przysunęła się jeszcze bliżej i popatrzyła na niego swoimi dużymi oczami. 

Wujku, a to… to przez chorobę jesteś taki zmęczony? 

Antek zawahał się na moment po czym skinął głową. 

Tak. Leki, które biorę mają pomóc, ale czasem robią mnie słabym. 

Kacper milczał chwilę. 

A kiedy już przestaną cię osłabiać? — zapytał. 

Antek westchnął, zastanawiając się, jak to powiedzieć. 

Nie wiem, Kacper — odpowiedział. Mam nadzieję, że niedługo — dodał z cichym westchnieniem. 

Klara podparła brodę na dłoniach. 

A my możemy ci jakoś pomóc? — spytała. 

Antek spojrzał na nią czule. 

Już pomagacie — rzekł. 

Kacper się skrzywił. 

Ale my nic nie robimy! 

Antek uśmiechnął się. 

Jesteście tu — powiedział. To bardzo dużo. 

Dzieci spojrzały po sobie, a potem zgodnie przysunęły się jeszcze bliżej. 

To my będziemy przy tobie, dopóki nie poczujesz się lepiej oświadczyła Klara. 

Tak, to nowa misja dodał Kacper. Ochrona wujka. 

Antek poczuł ciepło rozlewające się w środku. 

To brzmi jak najlepsza misja na świecie. 

Klara ziewnęła i oparła głowę o jego ramię, a Kacper po chwili zrobił to samo. Antek westchnął cicho i zamknął oczy. Może był zmęczony, ale w tej chwili czuł się lepiej niż przez cały dzień. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział 46

Inez, Piotr i Jacek     Kilka dni później, w ciepłe letnie popołudnie , Inez z Piotrem i Jackiem wybrali się do budynku na Starym Mieście. ...