poniedziałek, 8 września 2025

Rozdział 32

Liwia i Antek 

Kiedy Liwia opuściła izolatkę, ostrożnie zdjęła z siebie wszystkie elementy ochronne. Rękawiczki, maseczka, fartuch, czepek wszystko lądowało w odpowiednim pojemniku. Z każdym ruchem czuła, jak napięcie ostatnich godzin powoli z niej schodzi. Gdy wreszcie stanęła na korytarzu w swoich zwykłych ubraniach poczuła, że nogi się pod nią uginają i osunęła się na krzesło ustawione pod ścianą. 

Był już późny wieczór. Szpital tonął w półmroku jedyne światło padało z niewielkich punktów przy suficie i zza szyb dyżurki. Cisza na oddziale była niemal całkowita, przerywana tylko odległymi dźwiękami sprzętu medycznego i sporadycznym szelestem prześcieradeł w salach chorych. Oparła łokcie na kolanach i przez chwilę po prostu siedziała ze wzrokiem utkwionym w podłogę. Teraz, kiedy pierwsze emocje opadły, dotarło do niej, jak bardzo była zmęczona. Ale też… jak bardzo za nim tęskniła. Dwie minuty. Tylko tyle pozwolono jej spędzić z Antkiem po dwóch dniach niepewności. Pragnęła więcej jego głosu, jego spojrzenia, dotyku. Musieli być cierpliwi. Wychodzili na ostatnią prostą. Teraz najważniejsze było, żeby doszedł do siebie. 

Kinga, która wyszła za nią teraz usiadła obok. Liwia spojrzała na nią. Jej podkrążone oczy wskazywały na to, że ona też była wykończona. Wyglądała, jakby nie spała od doby i prawdopodobnie tak właśnie było. 

— Kinga, dziękuję, że go przez to przeprowadziłaś — powiedziała cicho Liwka. 

— Każdy pacjent w tym szpitalu jest dla mnie jednakowo ważny — odparła lekarka, prostując się lekko. — Ale czasami po prostu… 

Zawiesiła głos i tylko wzruszyła ramionami. Nie musiała kończyć zdania. Liwia rozumiała. W jednej z sal ktoś zakaszlał, a potem znowu zaległa cisza. 

— Chodź, napijemy się herbaty — zaproponowała Kinga zrywając się z krzesła. — Dobrze nam to zrobi. Choćby na chwilę. 

— Zaraz przyjdę. Tylko najpierw zadzwonię do rodziców Antka. Chcę im osobiście przekazać dobre wiadomości. 

— Powiedz im, że jeśli wszystkie parametry się utrzymają, to jutro będą mogli się z nim zobaczyć — rzekła koleżanka lekko się przeciągając. — Żeby nie zaczęli się zjeżdżać dzisiaj. 

Liwia przytaknęła i sięgnęła po telefon. Wybrała numer pani Jaroszyńskiej. Kobieta odebrała od razu. Widać było, że trwali w oczekiwaniu na wieści ze szpitala. 

— Co z nim? — zapytała bez zbędnych wstępów. 

Głos jej drżał. 

— Obudził się — powiedziała Liwia z lekkim uśmiechem, który przeszedł w łzę spływającą po policzku. 

Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy, a potem rozległ się tłumiony szloch. 

— Bogu dzięki… 

Telefon przejął ojciec Antka. 

— Jak się czuje? Wiesz coś? — spytał. 

— Wpuścili mnie do niego na dwie minuty. Dosłownie. Jest bardzo słaby, ale przytomny. W pełni kontaktował. Nawet usiłował coś zażartować.  

— To chyba dobrze — powiedział mężczyzna z ostrożnym optymizmem. 

— Miejmy nadzieję. Kinga mówiła, że jutro będzie można się z nim zobaczyć. Dziś niech wszyscy odpoczną. Ja też za chwilę pojadę do domu. 

Liwka, — odezwała się jeszcze pani Anna — dobrze, że mogłaś wejść do niego. Ja wiem, że Antek walczy głównie dla ciebie. Dla nas też, ale to ty jesteś teraz tą osobą, dzięki której nie odpuszcza. Ta chwila na pewno go umocniła. 

— Dziękuję… — wyszeptała Liwia czując ścisk w gardle. 

— To my dziękujemy, że jesteś. Do jutra. 

— Do jutra. 

 

Rozłączyła się i jeszcze przez chwilę siedziała w ciszy, dając sobie czas na uspokojenie. Potem wstała i skierowała się do dyżurki lekarskiej, gdzie Kinga już czekała z dwoma kubkami parującej herbaty. Pokój był cichy, oświetlony tylko boczną lampką, która tworzyła przyjemny nastrój. 

Liwia wsypała do herbaty łyżeczkę cukru, żeby dodać sobie trochę energii, zamieszała, po czym upiła pierwszy łyk. Ciepło rozlało się po jej wnętrzu. 

— Kinga, masz już jakiś plan, co dalej z Antkiem? — zapytała przerywając milczenie. 

— Na razie niech się w pełni ustabilizuje — odparła lekarka kładąc dłoń na kubku. — Wtedy zrobię cały komplet badań od nowa. Jeśli guz się zmniejszył i reszta jest czysta, zacznę go przygotowywać do operacji. Nie chcę go dłużej truć. Ale wszystko będzie zależało od wyników. 

— Chciałabym, żeby to już był początek końca — powiedziała Liwia z westchnieniem, patrząc przez okno i upijając kolejny łyk herbaty. Na jej nadgarstku zamigotała drobna zawieszka w kształcie serduszka, przyczepiona do srebrnej bransoletki. 

— To od niego? — zapytała Kinga wskazując spojrzeniem biżuterię. 

Liwia skinęła głową z delikatnym uśmiechem. 

— Dostałam przed galą — powiedziała cicho. 

— Piękna — oceniła Kinga. — To między wami… to już na poważnie, co? — zapytała. 

— Raczej tak — potwierdziła Liwia, nie odrywając wzroku od parującego kubka. 

Kinga uśmiechnęła się ciepło. 

— Wczoraj, kiedy momentami odzyskiwał świadomość i był trochę niespokojny, na dźwięk twojego imienia jego napięcie wyraźnie się zmniejszało — powiedziała. — Macie między sobą rzadko spotykany rodzaj więzi. 

Po prostu nie marnujemy czasu na rzeczy, które niczego nie wnoszą — odparła Liwia cicho, z namysłem. — Odkąd Antek naprawdę przyjął to, że chcę być przy nim, wszystko stało się prostsze. Może dlatego, że kiedy nie wiesz, co przyniesie jutro, każda chwila z kimś bliskim staje się bezcenna. Nie chcemy ich tracić na głupoty. 

Kinga spojrzała na nią uważnie. 

— I tak właśnie trzeba — powiedziała miękko. — A teraz wracaj do domu. Jutro może być kolejny ważny dzień, a jak Antek zobaczy cię ledwie stojącą na nogach, to mu się nie polepszy tak szybko. 

Roześmiała się. 

Liwia wstała powoli. Czuła zmęczenie w każdej kości. Skinęła głową. 

— Do jutra — rzekła, po czym zabrała płaszcz, torebkę i wyszła z sali. 

— Do jutra, Liwka — odpowiedziała Kinga patrząc za nią przez chwilę. W końcu odstawiła kubek i opadła na oparcie sofy zamykając oczy. 

 

Liwia weszła do mieszkania i zdjęła buty. Zostawiwszy torbę na szafce w przedpokoju przeszła po ciemku prosto do kuchni. Nalała sobie szklankę wody, którą zabrała do salonu. Usiadła na kanapie podciągając kolana pod brodę. Obok siebie położyła telefon wyjęty wcześniej z kieszeni. Przez chwilę wpatrywała się w niego. Zazwyczaj o tej porze Antek wysyłał jej wiadomość na dobranoc. Czasami krótkie „dobranoc” i serduszko. Czasami „kocham Cię”. Czasami coś dłuższego. Ona zawsze odpisywała. To był ich codzienny rytuał. Przez ostatnie dwa wieczory też wysłała mu smsy, wierząc, że je przeczyta, gdy tylko poczuje się lepiej. Dzisiaj planowała wysłać kolejnego. Sięgnęła po telefon, otworzyła aplikację i wtedy… z jej gardła wyrwał się szloch. Jakby kompletnie niezależnie od niej. Emocje, zmęczenie, napięcie — wszystko wzięło górę i w końcu znalazło ujście. Przed oczami stanęła jej twarz Antka i jego ciepłe spojrzenie. Coś zaczęło dławić ją w gardle. Nie, nie będzie płakać, postanowiła. Przecież miała powody do małej radości, bo mogła się z nim dzisiaj zobaczyć. A jutro może będzie miała kolejną okazję. Ale myśl o tym, że przez te dwa dni Antek leżał sam w zimnej sali, odizolowany, być może zalękniony, bez nikogo, z kim mógłby porozmawiać…  

Dźwięk przychodzącej wiadomości, rozerwał ciszę tak nagle, że aż podskoczyła. Spojrzała na ekran. Nie martw się już. ❤️ Napisał. Pierwszy. Musiał czuć się lepiej, skoro miał siłę sięgnąć po telefon i wysłać jej wiadomość. Oczywiście przewidując, co ona teraz robi. Prawie się roześmiała. Kocham Cię, odpisała. Potem zwlokła się z kanapy, żeby dojść do łazienki, a kilkanaście minut zaryła nosem w poduszkę i od razu odpłynęła w stan błogiej nieświadomości. 

 

Wszyscy 

Kiedy stan Antka ustabilizował się już na tyle, że można było uznać, że kryzys został zażegnany, Kinga wykonała szereg badań. Po otrzymaniu i przeanalizowaniu wyników przekazała pacjentowi i jego rodzinie pomyślne wiadomości. Guz zmniejszył się o kilka centymetrów, przerzutów nie było. Oznaczało to przygotowanie do operacji. Za tym szły: odpoczynek, unikanie zatłoczonych miejsc, przyjmowanie suplementów i znalezienie sobie lekkiego zajęcia, żeby nie myśleć za dużo. Antek wrócił do domu ponad tydzień temu. Liwia, po przegadaniu tematu z Janką i Inez wpadła na pomysł, żeby urządzić spotkanie całej szóstki i w końcu się poznać. Każda z kobiet była w związku, który stawał się coraz bardziej pewny i stabilny, zatem nadeszła pora, aby oficjalnie przedstawić swoich partnerów. 

Pani Jaroszyńska zaproponowała, żeby spotkanie odbyło się w ich domu. Przy dobrej pogodzie mogli usiąść w ogrodzie, a wieczorem przenieść się do salonu. Poza tym Antek potrzebował na razie swojej przestrzeni. Pomogła Liwii przygotować przekąski, a przed samym przybyciem gości, razem z mężem pojechała w odwiedziny do drugiej córki. Klaudia była umówiona ze swoją paczką przyjaciół. 

 

Janka i Rafał mieli przyjechać z Inez i Piotrem. Pielęgniarka zauważyła, że jej przyjaciel z coraz większą niecierpliwością znosi swoje ograniczenia. Przeszkadzało mu, że ciągle musi chodzić o kulach, że noga jeszcze boli, że nadal większość czasu spędza w domu albo na kursowaniu do rehabilitanta i z powrotem. Stał się drażliwy do tego stopnia, że ostatnio unikały go nawet własne dzieci. Janka wyciągnęła go na to spotkanie niemal siłą. Oznajmiła, że jest nie do zniesienia i wyjście do innych ludzi, wśród których trzeba zachowywać się “jak cywilizowany człowiek” dobrze mu zrobi na głowę. 

Inez z kolei nadal walczyła z hejtem w sieci. Mimo że wdrożyła wszystkie działania, które doradził jej Antek, konkurencja nie odpuszczała. Stałych klientów ubyło niewielu, ale nie przybyli też nowi, co nie rokowało dobrze na przyszłość. Piotr był chętny, żeby wspomóc ją finansowo, ale ona chciała samodzielnie rozwiązać ten problem. Znalazła nawet możliwość uzyskania środków zewnętrznych, ale żeby je dostać, musiała napisać solidny plan rozwoju dla swojej firmy. W wolnych chwilach przeglądała branżową literaturę i szukała pomysłów na nową kampanię reklamową. Czekało ją dużo pracy, ale była zdeterminowana, żeby utrzymać swoją piekarnię. 

Piotr zebrał wszystkich pasażerów na godzinę przed umówionym spotkaniem. Podczas jazdy w całym samochodzie pachniało drożdżowymi wypiekami i sałatką jarzynową. Silnik delikatnie mruczał, a radio, ściszone, żeby nie przeszkadzać w rozmowie, grało jakąś klasykę rocka z lat dziewięćdziesiątych. Rozmowę prowadziły głównie Janka z Inez, które siedziały na tylnych siedzeniach. Piotr skupiony był na drodze, której nie znał zbyt dobrze, a Rafał... też był skupiony, ale bardziej na sobie. 

Musiałam wyciągnąć go z domurzekła Janka cicho do Inez. Mam wrażenie, że niedługo pogryzie ściany. 

Słyszę cię — rzekł Rafał poprawiając się na siedzeniu. — Skoro tak bardzo przeszkadzają ci moje humory, to trzeba było nie ciągnąć mnie z wami — dodał z przekąsem.  

Akurat wyjście do ludzi dobrze ci zrobistwierdziła Janka. — Może zaczniesz się komunikować bardziej ludzkim językiem — dodała z uśmiechem. 

Rafał rzucił jej przez ramię długie spojrzenie, ale nie powiedział już nic. 

Jeśli bardzo się nudzisz — zaczął Piotr — to wpadnij do mnie, do pracy. Znajdę ci jakieś zajęcie, do którego wystarczą ci tylko sprawne ręce. 

— A potem do ciebie wpadnie kontrola z ZUS — rzuciła Inez. 

Dziękuję, Piotrze, ale tego typu zajęcia to ja mam w domurzekł Rafał. Po prostu chciałbym już móc sprawnie chodzić na dwóch nogach i bez podpórek. 

— Już niedługo — powiedziała Janka i położyła mu dłoń na ramieniu. — Byłeś w gorszej sytuacji — przypomniała. 

— Ale wtedy miałem niezłe dopalacze. 

Rafał zachichotał. Janka też, przypomniawszy sobie, co wygadywał pod wpływem silnych środków przeciwbólowych. 

Narzekacie, ale tak naprawdę wcale nie macie najgorzej — podsumował Piotr. — Ja trochę się stresuję tym spotkaniem — dodał. 

— Dlaczego? — zdziwiła się Inez. 

— Bo jestem wrażliwym człowiekiem. 

Janka westchnęła. 

Słuchajcie, przede wszystkim niech każdy zachowuje się normalnieoznajmiła stanowczo. Antek na pewno nie będzie chciał być postawiony w centrum uwagi dzisiejszego wieczoru. Mamy spędzić razem dobre chwile. 

Dokładniedodała Inez. — Przy okazji spróbujecie moje nowe bułeczki z pestkami dyni. 

— Dlaczego dyni? — knęła Janka. 

— Bo dynia jest zdrowa — odparła koleżanka. 

— A coś niezdrowego masz? 

Rogaliki z czekoladą. 

Na twarzy Janki pojawił się szeroki uśmiech. 

— W końcu mówisz moim językiem — stwierdziła. 

Pozostali wybuchnęli śmiechem i dalsza droga mijała im już w lepszych nastrojach. 

 

Tymczasem Liwia krzątała się po kuchni państwa Jaroszyńskich próbując przygotować odpowiedni sos do pokrojonej wcześniej sałatki. Doprawiała go już trzeci raz i nadal nie była pewna, czy mieści się w normie „nie mdły, ale też nie za ostry”. W powietrzu unosił się aromat świeżych ziół i cytryny, a ona czuła, jak rośnie w niej lekki niepokój. 

Antek stanął w progu i oparł się o futrynę obserwując jej zmagania. Rzuciła mu błagalne spojrzenie. 

— Nic z tego — roześmiał się. — Moje kubki smakowe jeszcze długo będą niedomagać. Na razie stosuję podział na jadalne i niejadalne — dodał. 

— To chociaż powiedz, w której kategorii plasuje się to poprosiła Liwia podchodząc do niego z łyżeczką z odrobiną sosu. 

Antek wziął go do ust i przez chwilę trzymał na języku próbując zmusić swoje receptory do pracy. Poczuł pieprz i coś kwaśnego. Reszta smakowała neutralnie. 

— Myślę, że jest w porządku — rzekł. — Zdaj się na swoją intuicję i zobaczysz, że wszystkim będzie smakować. 

Liwia kiwnęła głową i wlała sos do sałatki. 

— A możesz sprawdzić, czy położyłam na stole serwetki? — spytała mieszając wszystko razem w misce. 

Położyłaś — odpowiedział spokojnie. Liwka... zaczął podchodząc do niej, — jesteś w stanie wytłumaczyć mi logicznie, czym się tak przejmujesz?zapytał z rozbawieniem. 

Tak logicznie to chyba nie — odparła po chwili namysłu i uśmiechnęła się szeroko. — Nigdy jeszcze nie organizowałam takiego spotkania z chłopakiem u boku. Może to to? 

Spojrzał na nią i uniósł brew. 

— Wątpisz w moje umiejętności jako współgospodarza wieczoru? zapytał z udawaną powagą. 

Liwia popatrzyła na niego ze zdumieniem. 

— No co ty? Z twoją prezencją, elokwencją, stylem...zaczęła wymieniać. 

Po prostu trafiłaś na ideał — podsumował kiwając głową.  

W końcu nie wytrzymał i parsknął śmiechem. 

— Kochanie... — mrugnął do niej. — Najbardziej lubię być zwyczajnym facetem, który swoją prezencję i styl wykorzystuje, żeby podobać się tobie — rzekł.Elokwencją zamydlam ci oczy tam, gdzie niedomagam całą resztą — dodał jeszcze pod nosem. 

Liwka spojrzała na Antka z miną mówiącą, że bardzo dobrze zna wszystkie jego sztuczki. W tym momencie oboje usłyszeli szum parkującego na podjeździe samochodu. 

To teraz idź z elokwencją przywitać naszych gości — popchnęła go delikatnie. 

Antek ruszył do drzwi wejściowych, ale zatrzymał się jeszcze w progu kuchni i odwrócił w stronę dziewczyny. 

— A prezentuję się odpowiednio? — spytał zaczepnie. 

Liwia omiotła wzrokiem jego czarną koszulę i granatowe dżinsy, które leżały na nim idealnie. 

— Ujdzie — mruknęła. 

Roześmiał się i poszedł otworzyć drzwi. Liwia poczuła ciepło w sercu najważniejsze dla nich tego wieczoru było to, że Antek znowu miał siłę być uczestnikiem wydarzeń, a nie tylko ich obserwatorem. 

 

Zanim czwórka przyjezdnych zdążyła wysiąść z samochodu, drzwi wejściowe do domu otworzyły się i stanął w nich sam gospodarz. Inez, która właśnie wyciągnęła z bagażnika pudełko z wypiekami, wyprostowała się i spojrzała na niego. Chociaż jego wygląd różnił się diametralnie od tego sprzed roku, nie sposób było nie zauważyć tego samego bystrego spojrzenia i ciepłego uśmiechu, którym Antek witał gości. 

— Zapraszam — powiedział otwierając szerzej drzwi. — Prosto i na lewo. Liwia tam czeka, poprowadzi dalej. 

— Ona już tak prawie jak u siebie? — zażartowała Janka wchodząc za Inez z miską sałatki. 

— Bardziej: prawie jak członek rodziny — sprostował Antoni. — U siebie będzie w innym miejscu. 

Za kobietami, wsparty o kulach wchodził Rafał. Mruknął cześć” i poszedł dalej. Antek popatrzył za nim i uniósł brwi w lekkim zdziwieniu. 

— Ma lekki kryzys — wyjaśnił Piotr zabierając z bagażnika ostatnią torbę. — Męczy go brak pełnej samodzielności — dodał zamykając samochód. 

Weszli obaj do domu i Jaroszyński zamknął za sobą drzwi. Z kuchni dochodziły głosy Inez i Liwii, które zastanawiały się, na co wyłożyć ciastka. Janka szeptała coś do Rafała idąc obok niego w stronę wyjścia do ogrodu. Piotr podążył za nimi. Antek zajrzał do dziewczyn. 

— Potrzebujecie czegoś jeszcze? — zapytał. 

Liwia pokręciła głową. 

— Wszystko mamy — odparła. — Idź do gości. Zapytaj, czy ktoś chce kawę albo herbatę. 

 

Kilkanaście minut później, wszyscy zajęli miejsca za stołem i każdy został oficjalnie przedstawiony pozostałym 

— Cieszę się, że w końcu wszyscy się spotkaliśmy — rzekła Liwia 

Najwyższa pora — zgodziła się z nią Janka.  

Szkoda tylko, że niektórzy nie są w idealnej formie na ten wieczórburknął Rafał pod nosem 

Co cię boli? — spytała Janka z ironią.  

— Głównie duma. I to, że nie mogę się swobodnie poruszać. 

— Ale możesz siedzieć, jeść, rozmawiać i marudzić — odpowiedziała nalewając mu wody. — To już więcej niż nic. 

— No tak, rozrywki na najwyższym poziomie — mruknął Rafał, ale wydawał się już bardziej rozbawiony niż zirytowany. 

Antek spojrzał na niego, po czym uśmiechnął się, wstał i wszedł do mieszkania. Po chwili wrócił niosąc zgrzewkę piwa. 

— Widzę, że potrzeba czegoś jeszcze dla pełnego rozluźnienia atmosfery — rzekł z uśmiechem. — Poza kierowcą, chyba każdy może sobie pozwolić na jedno — dodał stawiając sześciopak na stole i rozrywając opakowanie. Kiedy jedno zatrzymał dla siebie, Liwia spojrzała na niego unosząc brew. 

Żartujesz? — rzuciła półgłosem, tak cicho, by usłyszał tylko on. 

Nie — odpowiedział otwierając butelkę. Jedno piwo mnie nie zabije. Poza tym konsultowałem to z Kingą. Nie biorę teraz mocnych leków. 

W pokoju zapadła cisza. Janka spojrzała znacząco na Rafała, który udawał, że ogląda etykietę. Inez z Piotrem też zamarli ze szklankami w dłoniach. 

— Wiem, ale... — zaczęła Liwia. 

Po co ci to „ale” skoro wiesz? — przerwał jej Antek dość ostrym jak na niego tonem. 

Popatrzyła na niego lekko zaskoczona. 

— Jeśli mamy się o to pokłócić to już nic nie mówię — powiedziała. 

Nie mam zamiaru się z tobą kłócićodrzekł i uśmiechnął się lekko. 

Wzruszyła ramionami po czym wlała zawartość swojej butelki do szklanki. 

No, to faktycznie rozluźniliśmy atmosferę zażartował Antek. — No to może jakiś toast za nowe znajomości — zaproponował. 

— Jesteś pewien? — zapytała Janka z całym swoim pielęgniarskim sceptycyzmem. 

— Następna — mężczyzna przewrócił oczami. — Też chcesz mnie kontrolować? — spytał. 

— Nie — odparła kobieta. — Ale jestem pielęgniarką. Po prostu chciałam pomóc Liwii 

Nie ma potrzeby, żeby do naszych ustaleń wtrącały się osoby trzecie — stwierdził Antoni nieco aroganckim tonem. 

— Tak samo, jak nie ma potrzeby, żebyś odnosił się do mojej dziewczyny w ten sposób — wtrącił Rafał ostro. 

Czy naprawdę zamierzamy kontynuować ten wieczór w takim tonie? przerwała im Inez. — Zostawmy już temat piwa zanim wszyscy wyjedziemy stąd skłóceni. Każdy niech odpowiada za siebie i po sprawie. 

— Przepraszam, ale nie pozwolę, żeby ktoś odzywał się arogancko do kobiety, którą kocham oznajmił mężczyzna. 

Cisza zapadła kolejny raz. Tym razem z innego powodu niż poprzednio. Janka aż otworzyła usta z zaskoczenia. Wpatrywała się w Rafała zastygła jak słup soli. 

— Możesz powtórzyć? — poprosiła po chwili, kiedy minął pierwszy szok. 

— Mogę odrzekł spoglądając jej prosto w oczy. Nie pozwolę… 

— Tą drugą część — przerwała mu. 

W jej oczach zaczynały pojawiać się iskierki humoru. 

Kocham ciępowiedział Rafał. 

— To teraz chyba naprawdę pora wznieść ten toast — stwierdził Piotr unosząc swoje szkło. 

 

Antek wziął łyk piwa i odłożył butelkę na stół, siadając wygodniej. 

Jestem okropny — mruknął pod nosem, ale tak, żeby usłyszała go Liwia. 

Wydaje mi się, że Rafał na jakiś czas zapomni o swojej nodze, kulach i w ogóle o sobie — odparła kobieta. 

A twój facet chyba nie będzie zbyt lubiany w tym towarzystwie — zauważył Antek. 

To się jeszcze okaże. Najważniejsze, że ja go będę lubić zawsze — oznajmiła z uśmiechem. 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział 46

Inez, Piotr i Jacek     Kilka dni później, w ciepłe letnie popołudnie , Inez z Piotrem i Jackiem wybrali się do budynku na Starym Mieście. ...