Wszyscy
Przez kilka minut nikt się nie odzywał. Zdawało się, że każdy potrzebował na swój sposób przetrawić nagromadzone emocje. Janka siedziała obok Rafała z wyrazem twarzy wskazującym na to, że pierwszy szok jeszcze nie minął. On sam patrząc na nią uśmiechał się, a jednocześnie co chwilę zerkał podejrzliwie na Antka. Ten z kolei szeptał coś do Liwii, która w ogóle nie sprawiała wrażenia, że obeszło ją to, że przed chwilą prawie się posprzeczali.
— Naprawdę nie rusza cię to, że twój chłopak przed chwilą tak się zachował? — Rafał w końcu nie wytrzymał, żeby nie zadać tego pytania.
Liwia, która właśnie coś odpowiadała Antkowi spojrzała na niego zaskoczona.
— Chodzi ci o to, co powiedział Jance? — spytała.
— To swoją drogą, ale przed chwilą przecież był dla ciebie niemiły — odrzekł mężczyzna.
Liwka uśmiechnęła się do niego.
— A ty zachowywałeś się jak smerf Maruda — zauważyła.
— A co jedno z drugim ma wspólnego? — zdziwił się Rafał.
Pozostałe osoby przysłuchujące się tej rozmowie roześmiały się. Mężczyzna zdezorientowany popatrzył na każdego po kolei.
— Czemu mam wrażenie, że ktoś mnie w coś wkręca? — zapytał.
Śmiech stał się jeszcze głośniejszy. Najgłośniej chichotała Janka. W końcu Piotr się nad nim zlitował.
— Nie wytrzymalibyśmy z tobą cały wieczór, gdybyś siedział z nosem spuszczonym na kwintę i bez przerwy narzekał, jak ci źle — rzekł.
— Korciło mnie, żeby zacząć się z tobą licytować „kto ma gorzej” — odezwał się Antek, — ale pozostali chyba by tego nie znieśli.
— I to był powód, żeby tak się zachować? — obruszył się Rafał. — Powinieneś przeprosić dziewczyny.
Antoni przybrał pokorną minę po czym spojrzał najpierw na Jankę, która z trudem przybrała poważny wyraz twarzy, a potem na Liwię, która ze śmiechu już prawie płakała.
— Bardzo was przepraszam — powiedział. — Zachowałem się… — urwał na moment, bo głos mu się załamał — niewłaściwie — dokończył, po czym przygryzł wargi.
Janka spojrzała na Rafała.
— Jestem skłonna mu wybaczyć — powiedziała. — W kilka minut sprawił, że wyznałeś mi miłość.
Mężczyzna popatrzył na nią najpierw z ciepłem w oczach, a po chwili w jego wzroku zaczęło pojawiać się zrozumienie. Przeniósł wzrok na Piotra, który jako pierwszy zasygnalizował, co się przed chwilą wydarzyło, a potem na Antka, który w ogóle na niego nie patrzył zajęty wlewaniem resztki swojego piwa do szklanki Liwii.
— Czyli, że to ja powinien przeprosić, że zachowywałem się na początku jakbym był w centrum wszechświata — rzekł.
— Nie ma potrzeby już tego ciągnąć — rzekła Janka. — Przed nami dalszy ciąg wieczoru, a ja jeszcze nie spróbowałam rogalików od Inez.
— No, a ja je zrobiłam specjalnie dla ciebie — odparła piekarka. — Zabieraj się za nie, ale już.
Jance nie trzeba było tego dwa razy powtarzać.
— Zwłaszcza, że niedługo może tylko dla was będę je piekła, hobbystycznie — dodała jeszcze Inez po chwili sucho.
— Tamci dalej nie dają ci spokoju? — zainteresował się Antek.
— Nawet nie o to chodzi — odparł za nią Piotr. — Tamta piekarnia ma świetną kampanię reklamową, dobre produkty i pieniądze. Mogą sobie pozwolić na różne promocje, które przyciągają klientów.
— Ci stali zaglądają do mnie, ale nowi idą już tam — wyjaśniła Inez. — A mnie nie stać na tak dobrą reklamę i na obniżenie cen wypieków. Chcę pozyskać środki, ale to wiąże się z tym, że muszę napisać świetny plan marketingowy. Przeglądam literaturę, szukam jakichś przykładów, ale brakuje mi wiedzy, żeby zrozumieć pewne zagadnienia. Muszę też oszacować, jakie koszty wpisać, żeby w ogóle mieć szansę coś dostać.
Antek skinął głową słuchając uważnie. Oparł się nieco wygodniej na poduszkach, które Liwia przed chwilą wcisnęła mu pod plecy.
— A gdybym ci powiedział, że możesz mieć plan marketingowy bez płacenia za konsultanta? — rzucił z uśmiechem.
Inez uniosła brwi.
— Co masz na myśli? — zapytała.
— Mam teraz trochę wolnego czasu, poza swoimi sprawami. Przyda mi się jakieś zajęcie, żeby oderwać myśli od jednego tematu. Mogę pomóc ci poskładać w sensowną całość to, co zebrałaś do tej pory. Co więcej, wiem, co urzędnicy lubią widzieć w takich dokumentach. Zrobiłem kilka wniosków pod granty. To nie musi być skomplikowane, tylko zawierać pewną strategię.
— A ja — wtrącił się Piotr, — mogę zrobić zdjęcia i filmy do twojej prezentacji. Mam dobry sprzęt.
— Naprawdę? — Inez spojrzała na niego z lekkim zaskoczeniem.
— Naprawdę — odparł Piotr z uśmiechem. — Pracuję w nieruchomościach — wyjaśnił pozostałym. — Kupiłem kiedyś dobry aparat do robienia zdjęć budynków i wnętrz. Możemy nakręcić filmiki jak pieczesz albo jak obsługujecie klientów. Może ktoś się zgodzi wypowiedzieć się w kilku słowach. Pokażemy klimat twojego miejsca. Akurat w tym jestem specjalistą — zaśmiał się.
— Autentyczność sprzedaje się lepiej niż najbardziej wyszukana kampania — potwierdził Antek. — Szczególnie, że twoje wypieki to produkt lokalny. Mają swoją historię — tylko trzeba ją opowiedzieć.
— Tylko boję się, że coś przekombinuję albo zrobię zbyt prosto — przyznała cicho Inez.
— To tak, jakbyś bała się, że rogalik wyjdzie ci zbyt maślany — mruknęła Janka oblizując palce. — Kobieto, pokaż, co masz w sercu, a oni albo to zrozumieją albo… szkoda sobie zawracać nimi głowę.
— Dokładnie — zaśmiał się Antek. — Ogarniemy. Nawet bez pieniędzy. Masz ludzi, którzy chcą ci pomóc.
— Prawda — przytaknęła Liwia. — A ja zrobię ci make-up. Z pazurem, jak przystało na wojowniczkę.
Inez pokręciła głową z uśmiechem, lekko wzruszona.
— Ja tu przyszłam nakarmić was rogalikami, a wychodzę z planem ratunkowym dla piekarni…
— Jeszcze nie wychodzisz — przypomniał jej Rafał żartobliwym tonem. — Myślę, że mamy jeszcze chwilę, żeby teraz pogadać o czymś na luzie, skoro przez ciężkie tematy już przebrnęliśmy.
— Zdecydowanie tak — zgodziła się z nim Liwka. — Ktoś chce jakiś kocyk albo narzutkę? — zapytała, bo chociaż wieczór był ciepły to ruszył się lekki wiatr.
— Mi jest gorąco — rzekła Janka wachlując się ręką.
— A mi możesz coś przynieść — powiedziała Inez.
— Ja pójdę — zadeklarował Antek wstając.
Ruszył w stronę mieszkania.
— A ja skorzystam z toalety — rzekł Rafał, po czym również się podniósł i poszedł za Antonim.
Ten zniknął na chwilę w garderobie, a po chwili wrócił z narzutą zarzuconą na ramię. W ręku trzymał drugą. Kiedy zobaczył Rafała stojącego w przejściu, uniósł brew.
— Szukasz łazienki? — spytał.
— To też. Ale chciałem zamienić z tobą dwa słowa — powiedział Rafał.
Antek skinął głową i odłożył narzuty na komodę.
— To przyjdź za chwilę do kuchni — odparł i poszedł do wskazanego pomieszczenia.
Kiedy Rafał za jakiś czas do niego dołączył, zobaczył go siedzącego przy stole ze szklanką wody opróżnioną do połowy. Przed nim leżał blister z jakimiś tabletkami.
— W porządku? Źle się czujesz? — zapytał lekko zaniepokojony.
Antek spojrzał na niego, a potem wzruszył ramionami.
— I tak i nie — odparł. — Nie dzieje się nic niestandardowego. Nie martw się. O czym chciałeś pogadać?
— Chciałem tylko… wiesz. Podziękować. Skopałbym ten wieczór i jeszcze pewnie Janka by się do mnie nie odzywała przez następne dni. Dzieci tak samo. A tak… chyba stanąłem przed sobą w prawdzie. I przed nią.
Antek uśmiechnął się szeroko.
— No, to było mocne — stwierdził.
— Wyszło trochę inaczej niż planowałem, ale w sumie chyba dobrze.
— Na pewno już się nie wyprzesz — stwierdził Antek. — Za dużo świadków.
— Fakt. A jak… — zaczął Rafał i zawahał się.
— No dawaj — zachęcił go Antoni.
— Jak sobie radziłeś z tym, że musiałeś odpuścić? Że musiałeś przyjąć pomoc, zamiast robić wszystko po swojemu?
— Na początku miałem wrażenie, że tracę kontrolę nad całym swoim życiem. A potem… — westchnął — zrozumiałem, że to nie to nie z litości tylko z miłości chcą mi pomóc. Przypuszczam, że dojdziesz do pełnej formy szybciej ode mnie. Szkoda czasu na walkę z tym, na co możesz tylko cierpliwie poczekać.
Rafał przygryzł policzek od środka, przetwarzając jego słowa.
— Mądre — rzucił krótko.
— Wiesz, my z Liwią mamy świadomość, że ludzie stojący z boku czasem widzą w nas parę, która spija sobie z dzióbków i jest wręcz idealna — rzekł Antek. — Ale nie widzą momentów, kiedy Liwia ma zmęczone i podpuchnięte oczy, bo chce pogodzić ze sobą obowiązki w pracy, produkcję kosmetyków i jeszcze przyjechać zobaczyć się ze mną przez co brakuje jej czasu na wypoczynek. Nie widzą, że tych momentów, kiedy naprawdę mamy siłę, żeby pobyć ze sobą tak beztrosko i w romantycznym nastroju jest ostatnio bardzo mało. Dlatego wykorzystujemy je w pełni. Musiałem się nauczyć, że przyznanie się do słabości nie jest niemęskie. Jest wyrazem zaufania drugiej osobie i czasem zaoszczędza mnóstwo czasu.
Uśmiechnął się. Zapadło między nimi krótkie milczenie pełne zrozumienia.
— Dzięki, że mi to powiedziałeś — rzekł Rafał cicho. — Przypomniałem sobie, jak łatwo można stracić to, co najważniejsze.
— Tak, ale inaczej jest, kiedy sami jesteśmy winni tej straty.
Rafał pokiwał głową i w końcu ruszył w stronę łazienki. A Antek wrócił na taras, zabierając po drodze narzuty i… jakieś poczucie, które sprawiło, że kiedy znowu usiadł obok Liwii to sięgnął po jej dłoń i zamknął ją w swojej. Wieczór trwał dalej. Już bez napięć i trudnych tematów. Kiedy spotkanie dobiegło końca każdy miał w sobie radość z dobrze spędzonego czasu.
Inez krążyła wokół samochodu Piotra pakując do bagażnika pudełka i naczynia, w których przywiozła swoje wypieki. W ciemnościach i przy panującym zamieszaniu nikt nie zauważył, że z jej dzianinowej sukienki, którą miała na sobie zaczęła snuć się nitka. Kiedy przeszła obok samochodu, żeby zająć swoje miejsce, nitka zaczepiła się o wystający kant pod tablicą rejestracyjną. Trzeba przyznać, że była mocna, bo nie urwała się tylko zaczęła się wydłużać. Inez wsiadła do samochodu i przytrzasnęła ją drzwiczkami. Może gdyby sukienka była w jasnym kolorze to byłoby ją widać na tle ciemnej karoserii, ale akurat była ciemnobrązowa. Janka i Rafał którzy wsiadali po Inez, otwierając tylne drzwi, dodatkowo pociągnęli nitkę. W końcu opadła na ziemię.
Kiedy wszyscy wsiedli, Piotr zapalił silnik i ruszył. Przejechał kołem po nitce, która zaczęła się w nie wplątywać jednocześnie coraz śmielej wysuwając się pod drzwiczkami samochodu. Prowadził spokojnie, a koło dyskretnie wciągało coraz więcej nici. W pewnym momencie Inez poczuła, jakby coś ją ciągnęło z prawej strony. Spojrzała na swoje nogi, ale w ciemnym samochodzie nie było nic widać. Poprawiła się nerwowo na siedzeniu.
— Coś się dzieje? — zapytał Piotr zerkając na nią.
— Mam dziwne wrażenie, jakby mnie coś… wysysało z prawej strony — odparła kobieta.
Janka parsknęła śmiechem.
— Co robiło? — spytała.
— No, nie wiem — zdenerwowała się Inez. — Mówię, że to tylko takie dziwne wrażenie.
Janka siedząca za nią spróbowała dojrzeć coś w ciemnościach, ale nic nie zauważyła.
— Może drzwiczki się nie domknęły — stwierdziła.
— Świeciłaby mi się kontrolka — rzekł Piotr. — Na pewno nic się nie dzieje, to tylko takie wrażenie — dodał.
— Możliwe — przyznała Inez i uspokoiła się.
Kilkanaście minut później zajechali na osiedle Janki i Rafała. Chcieli podrzucić każde z osobna pod jego blok, bo Janka miała jakieś naczynia a Rafał swoje kule, ale skończyło się na tym, że oboje wysiedli przed blokiem kobiety. Pożegnali się i kiedy Piotr zaczął wyjeżdżać do głównej ulicy, dopiero wtedy Rafał w świetle ulicznej latarni zauważył TO.
— Patrz szybko — trącił Jankę.
Oboje przystanęli i patrzyli z niedowierzaniem jak za samochodem, ciągnąc się niczym serpentyna z dzianiny, powiewała nitka. Obwijała się o koło, które wciągało ją niczym kołowrotek dziewiarski.
— Czy to… sukienka Inez? — zapytał Rafał parskając śmiechem.
Janka pobiegła za samochodem machając wolną ręką, w której nie trzymała miski. Piotr dostrzegł ją w lusterku i zatrzymał się.
— Co się stało? — zapytał zaniepokojony wysiadając.
Janka prawie nie mogła mówić. Pokazała mu na migi, żeby obszedł samochód. Piotr przeszedł na drugą stronę i wtedy… spojrzał, rozszerzył oczy i wybuchnął śmiechem. Inez, która nadal siedziała w środku i nie wiedziała, co się dzieje, teraz zirytowana otworzyła drzwiczki.
— Co was tak śmieszy? — zapytała z lekką irytacją. — Możemy już jechać dalej?
— Inez… — zaczął Piotr zduszonym głosem. — Twoja sukienka…
— Co z moją sukienką?
Kobieta spojrzała w dół i zamarła. Po prawej stronie jej ślicznego, nowego ubrania została tylko smutna resztka. Z niedowierzaniem podążyła wzrokiem za nitką, która niknęła gdzieś pod zawieszeniem pojazdu.
— Ale jak? — zadała pytanie.
Popatrzyła na Rafała i Jankę, którzy pokładali się ze śmiechu. Piotr tymczasem kucnął przy jej siedzeniu i spojrzał na nią przepraszająco a jednocześnie z rozbawieniem.
— Wybacz, kochanie — rzekł po czym chwycił nitkę i z całej siły pociągnął ją w rękach. Pękła dopiero za drugim razem. Spod koła nie było sensu jej teraz wyciągać.
— Kupię ci nową sukienkę — pocieszył Inez podnosząc się.
Nie odpowiedziała nic. Po prostu chwyciła drzwiczki i zamknęła je. Piotr ledwo zdążył odskoczyć.
— Chyba pora na nas — rzekł rozkładając ręce. — Mój wieczór właśnie się zaczął.
Wsiadł do samochodu, a Janka podniosła dłoń na pożegnanie. Patrzyli z Rafałem, jak odjeżdżają a nitka, która zaczęła się odwijać, teraz smętnie dyndała za autem.
— Jak ona to robi? — spytała Janka kręcąc głową.
— Może z tym się trzeba urodzić? — podsunął mężczyzna.
— Nie wiem, któremu z nich bardziej współczuć tego wieczoru.
— Możesz obojgu po równo. Nie dowiedzą się.
Janka prychnęła śmiechem po czym odwróciła się do Rafała.
— A ty, mój drogi, masz mi jeszcze coś do powiedzenia? — spytała.
— Ja? — udał zdziwienie. — Wydaje mi się, że to ty teraz powinnaś mi coś powiedzieć. Albo odpowiedzieć.
— A, że coś na zasadzie wzajemności? — zapytała Janka ruszając w stronę swojej klatki.
— Wolałbym za zasadzie szczerości — odparł Rafał podążając za nią.
— Dlaczego idziesz za mną?
— Bo z tobą rozmawiam, a ciężko byłoby to robić na odległość.
— Nie wiem, co ci odpowiedzieć — rzekła Janka zatrzymując się nagle, przez co Rafał o mało w nią nie wszedł.
Wyminął ją, żeby znaleźć się z nią twarzą w twarz i spojrzał z góry, unosząc brew.
— Może wystarczy to, co czujesz — zasugerował odważnie.
Janka uniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy.
— Ty zawsze tak kombinujesz?
— Tylko jak mi naprawdę zależy — powiedział spokojnie. — I tylko przy tobie.
Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Na osiedlu wciąż było cicho, tylko wiatr poruszał liśćmi drzew. Światło z latarni rzucało ciepły blask na twarz kobiety.
— Myślisz, że to się uda? — zapytała cicho. — Ja i ty? My?
Rafał zawahał się, ale tylko przez sekundę. Potem nachylił się lekko w jej stronę.
— Nie wiem — odpowiedział szczerze. — Ale wiem, że jeśli nie spróbujemy, to będzie mnie to gniotło do końca życia. Wiesz, jakie to nieprzyjemne uczucie? — zapytał z udawanym cierpiętnictwem.
Janka westchnęła. Niedramatycznie — raczej z ulgą, jakby sama dała sobie wreszcie pozwolenie, by przestać walczyć z tym, co już i tak się działo.
— Głupi jesteś — mruknęła, uśmiechając się półgębkiem. — Ale trochę cię lubię.
— Trochę? — udał rozczarowanego.
— No dobrze, może więcej niż trochę.
Zrobiła krok w jego stronę. I jeszcze jeden. A potem po prostu oparła się czołem o jego ramię. Delikatnie, żeby nie stracił równowagi. Stali tak przez moment, po czym odsunęła się niechętnie.
— Dobranoc, Rafale — powiedziała cicho.
— Dobranoc, Janko. Śpij spokojnie.
— Spróbuję — odparła z lekkim uśmiechem i zniknęła za drzwiami klatki schodowej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz