poniedziałek, 8 września 2025

Rozdział 33

Wszyscy 

Przez kilka minut nikt się nie odzywał. Zdawało się, że każdy potrzebował na swój sposób przetrawić nagromadzone emocje. Janka siedziała obok Rafała z wyrazem twarzy wskazującym na to, że pierwszy szok jeszcze nie minął. On sam patrząc na nią uśmiechał się, a jednocześnie co chwilę zerkał podejrzliwie na Antka. Ten z kolei szeptał coś do Liwii, która w ogóle nie sprawiała wrażenia, że obeszło ją to, że przed chwilą prawie się posprzeczali. 

Naprawdę nie rusza cię to, że twój chłopak przed chwilą tak się zachował?Rafał w końcu nie wytrzymał, żeby nie zadać tego pytania. 

Liwia, która właśnie coś odpowiadała Antkowi spojrzała na niego zaskoczona. 

Chodzi ci o to, co powiedział Jance? spytała. 

— To swoją drogą, ale przed chwilą przecież był dla ciebie niemiły — odrzekł mężczyzna. 

Liwka uśmiechnęła się do niego. 

— A ty zachowywałeś się jak smerf Maruda — zauważyła. 

— A co jedno z drugim ma wspólnego? — zdziwił się Rafał. 

Pozostałe osoby przysłuchujące się tej rozmowie roześmiały się. Mężczyzna zdezorientowany popatrzył na każdego po kolei. 

— Czemu mam wrażenie, że ktoś mnie w coś wkręca? — zapytał. 

Śmiech stał się jeszcze głośniejszy. Najgłośniej chichotała Janka. W końcu Piotr się nad nim zlitował. 

— Nie wytrzymalibyśmy z tobą cały wieczór, gdybyś siedział z nosem spuszczonym na kwintę i bez przerwy narzekał, jak ci źle — rzekł. 

— Korciło mnie, żeby zacząć się z tobą licytować „kto ma gorzej” odezwał się Antek, — ale pozostali chyba by tego nie znieśli. 

— I to był powód, żeby tak się zachować? — obruszył się Rafał. — Powinieneś przeprosić dziewczyny. 

Antoni przybrał pokorną minę po czym spojrzał najpierw na Jankę, która z trudem przybrała poważny wyraz twarzy, a potem na Liwię, która ze śmiechu już prawie płakała. 

— Bardzo was przepraszam — powiedział. — Zachowałem się… — urwał na moment, bo głos mu się załamał — niewłaściwie — dokończył, po czym przygryzł wargi. 

Janka spojrzała na Rafała. 

— Jestem skłonna mu wybaczyć — powiedziała. — W kilka minut sprawił, że wyznałeś mi miłość. 

Mężczyzna popatrzył na nią najpierw z ciepłem w oczach, a po chwili w jego wzroku zaczęło pojawiać się zrozumienie. Przeniósł wzrok na Piotra, który jako pierwszy zasygnalizował, co się przed chwilą wydarzyło, a potem na Antka, który w ogóle na niego nie patrzył zajęty wlewaniem resztki swojego piwa do szklanki Liwii. 

— Czyli, że to ja powinien przeprosić, że zachowywałem się na początku jakbym był w centrum wszechświata — rzekł. 

Nie ma potrzeby już tego ciągnąć — rzekła Janka. — Przed nami dalszy ciąg wieczoru, a ja jeszcze nie spróbowałam rogalików od Inez. 

— No, a ja je zrobiłam specjalnie dla ciebie — odparła piekarka. — Zabieraj się za nie, ale już. 

Jance nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. 

— Zwłaszcza, że niedługo może tylko dla was będę je piekła, hobbystycznie — dodała jeszcze Inez po chwili sucho. 

Tamci dalej nie dają ci spokoju? — zainteresował się Antek. 

— Nawet nie o to chodzi — odparł za nią Piotr. — Tamta piekarnia ma świetną kampanię reklamową, dobre produkty i pieniądze. Mogą sobie pozwolić na różne promocje, które przyciągają klientów. 

Ci stali zaglądają do mnie, ale nowi idą już tam — wyjaśniła Inez. — A mnie nie stać na tak dobrą reklamę i na obniżenie cen wypieków. Chcę pozyskać środki, ale to wiąże się z tym, że muszę napisać świetny plan marketingowy. Przeglądam literaturę, szukam jakichś przykładów, ale brakuje mi wiedzy, żeby zrozumieć pewne zagadnienia. Muszę też oszacować, jakie koszty wpisać, żeby w ogóle mieć szansę coś dostać. 

Antek skinął głową słuchając uważnie. Oparł się nieco wygodniej na poduszkach, które Liwia przed chwilą wcisnęła mu pod plecy. 

— A gdybym ci powiedział, że możesz mieć plan marketingowy bez płacenia za konsultanta?rzucił z uśmiechem. 

Inez uniosła brwi. 

Co masz na myśli? — zapytała. 

Mam teraz trochę wolnego czasu, poza swoimi sprawami. Przyda mi się jakieś zajęcie, żeby oderwać myśli od jednego tematu. Mogę pomóc ci poskładać w sensowną całość to, co zebrałaś do tej pory. Co więcej, wiem, co urzędnicy lubią widzieć w takich dokumentach. Zrobiłem kilka wniosków pod granty. To nie musi być skomplikowane, tylko zawierać pewną strategię. 

— A ja — wtrącił się Piotr, — mogę zrobić zdjęcia i filmy do twojej prezentacji. Mam dobry sprzęt. 

— Naprawdę? — Inez spojrzała na niego z lekkim zaskoczeniem. 

— Naprawdę — odparł Piotr z uśmiechem. — Pracuję w nieruchomościach — wyjaśnił pozostałym.Kupiłem kiedyś dobry aparat do robienia zdjęć budynków i wnętrz. Możemy nakręcić filmiki jak pieczesz albo jak obsługujecie klientów. Może ktoś się zgodzi wypowiedzieć się w kilku słowach. Pokażemy klimat twojego miejsca. Akurat w tym jestem specjalistą — zaśmiał się. 

— Autentyczność sprzedaje się lepiej niż najbardziej wyszukana kampania — potwierdził Antek. — Szczególnie, że twoje wypieki to produkt lokalny. Ma swoją historię — tylko trzeba opowiedzieć. 

Tylko boję się, że coś przekombinuję albo zrobię zbyt prosto — przyznała cicho Inez.  

— To tak, jakbyś bała się, że rogalik wyjdzie ci zbyt maślany — mruknęła Janka oblizując palce. — Kobieto, pokaż, co masz w sercu, a oni albo to zrozumieją albo… szkoda sobie zawracać nimi głowę. 

Dokładnie — zaśmiał się Antek. — Ogarniemy. Nawet bez pieniędzy. Masz ludzi, którzy chcą ci pomóc.  

— Prawda — przytaknęła Liwia. — A ja zrobię ci make-up. Z pazurem, jak przystało na wojowniczkę. 

Inez pokręciła głową z uśmiechem, lekko wzruszona. 

— Ja tu przyszłam nakarmić was rogalikami, a wychodzę z planem ratunkowym dla piekarni… 

— Jeszcze nie wychodzisz — przypomniał jej Rafał żartobliwym tonem. — Myślę, że mamy jeszcze chwilę, żeby teraz pogadać o czymś na luzie, skoro przez ciężkie tematy już przebrnęliśmy. 

Zdecydowanie tak — zgodziła się z nim Liwka. — Ktoś chce jakiś kocyk albo narzutkę? — zapytała, bo chociaż wieczór był ciepły to ruszył się lekki wiatr. 

Mi jest gorąco — rzekła Janka wachlując się ręką. 

— A mi możesz coś przynieść — powiedziała Inez. 

Ja pójdę — zadeklarował Antek wstając. 

Ruszył w stronę mieszkania. 

— A ja skorzystam z toalety — rzekł Rafał, po czym również się podniósł i poszedł za Antonim. 

Ten zniknął na chwilę w garderobie, a po chwili wrócił z narzutą zarzuconą na ramię. W ręku trzymał drugą. Kiedy zobaczył Rafała stojącego w przejściu, uniósł brew. 

Szukasz łazienki? — spytał. 

To też. Ale chciałem zamienić z tobą dwa słowa — powiedział Rafał. 

Antek skinął głową i odłożył narzuty na komodę. 

— To przyjdź za chwilę do kuchni — odparł i poszedł do wskazanego pomieszczenia. 

Kiedy Rafał za jakiś czas do niego dołączył, zobaczył go siedzącego przy stole ze szklanką wody opróżnioną do połowy. Przed nim leżał blister z jakimiś tabletkami. 

— W porządku? Źle się czujesz?zapytał lekko zaniepokojony. 

Antek spojrzał na niego, a potem wzruszył ramionami. 

I tak i nie — odparł. — Nie dzieje się nic niestandardowego. Nie martw się. O czym chciałeś pogadać? 

— Chciałem tylko… wiesz. Podziękować. Skopałbym ten wieczór i jeszcze pewnie Janka by się do mnie nie odzywała przez następne dni. Dzieci tak samo. A tak… chyba stanąłem przed sobą w prawdzie. I przed nią. 

Antek uśmiechnął się szeroko. 

No, to było mocne — stwierdził. 

Wyszło trochę inaczej niż planowałem, ale w sumie chyba dobrze. 

Na pewno już się nie wyprzesz stwierdził Antek. Za dużo świadków. 

Fakt. A jak… — zaczął Rafał i zawahał się.  

No dawaj — zachęcił go Antoni.  

Jak sobie radziłeś z tym, że musiałeś odpuścić? Że musiałeś przyjąć pomoc, zamiast robić wszystko po swojemu? 

— Na początku miałem wrażenie, że tracę kontrolę nad całym swoim życiem. A potem… — westchnął — zrozumiałem, że to nie to nie z litości tylko z miłości chcą mi pomóc. Przypuszczam, że dojdziesz do pełnej formy szybciej ode mnie. Szkoda czasu na walkę z tym, na co możesz tylko cierpliwie poczekać. 

Rafał przygryzł policzek od środka, przetwarzając jego słowa. 

Mądre — rzucił krótko. 

Wiesz, my z Liwią mamy świadomość, że ludzie stojący z boku czasem widzą w nas parę, która spija sobie z dzióbków i jest wręcz idealna — rzekł Antek.Ale nie widzą momentów, kiedy Liwia ma zmęczone i podpuchnięte oczy, bo chce pogodzić ze sobą obowiązki w pracy, produkcję kosmetyków i jeszcze przyjechać zobaczyć się ze mną przez co brakuje jej czasu na wypoczynek. Nie widzą, że tych momentów, kiedy naprawdę mamy siłę, żeby pobyć ze sobą tak beztrosko i w romantycznym nastroju jest ostatnio bardzo mało. Dlatego wykorzystujemy je w pełni. Musiałem się nauczyć, że przyznanie się do słabości nie jest niemęskie. Jest wyrazem zaufania drugiej osobie i czasem zaoszczędza mnóstwo czasu. 

Uśmiechnął się. Zapadło między nimi krótkie milczenie pełne zrozumienia. 

— Dzięki, że mi to powiedziałeś — rzekł Rafał cicho. — Przypomniałem sobie, jak łatwo można stracić to, co najważniejsze.  

— Tak, ale inaczej jest, kiedy sami jesteśmy winni tej straty. 

Rafał pokiwał głową i w końcu ruszył w stronę łazienki. A Antek wrócił na taras, zabierając po drodze narzuty i… jakieś poczucie, które sprawiło, że kiedy znowu usiadł obok Liwii to sięgnął po jej dłoń i zamknął ją w swojej. Wieczór trwał dalej. Już bez napięć i trudnych tematów. Kiedy spotkanie dobiegło końca każdy miał w sobie radość z dobrze spędzonego czasu. 

 

Inez krążyła wokół samochodu Piotra pakując do bagażnika pudełka i naczynia, w których przywiozła swoje wypieki. W ciemnościach i przy panującym zamieszaniu nikt nie zauważył, że z jej dzianinowej sukienki, którą miała na sobie zaczęła snuć się nitka. Kiedy przeszła obok samochodu, żeby zająć swoje miejsce, nitka zaczepiła się o wystający kant pod tablicą rejestracyjną. Trzeba przyznać, że była mocna, bo nie urwała się tylko zaczęła się wydłużać. Inez wsiadła do samochodu i przytrzasnęła ją drzwiczkami. Może gdyby sukienka była w jasnym kolorze to byłoby ją widać na tle ciemnej karoserii, ale akurat była ciemnobrązowa. Janka i Rafał którzy wsiadali po Inez, otwierając tylne drzwi, dodatkowo pociągnęli nitkę. W końcu opadła na ziemię. 

Kiedy wszyscy wsiedli, Piotr zapalił silnik i ruszył. Przejechał kołem po nitce, która zaczęła się w nie wplątywać jednocześnie coraz śmielej wysuwając się pod drzwiczkami samochodu. Prowadził spokojnie, a koło dyskretnie wciągało coraz więcej nici. W pewnym momencie Inez poczuła, jakby coś ją ciągnęło z prawej strony. Spojrzała na swoje nogi, ale w ciemnym samochodzie nie było nic widać. Poprawiła się nerwowo na siedzeniu. 

Coś się dzieje? zapytał Piotr zerkając na nią.  

Mam dziwne wrażenie, jakby mnie coś… wysysało z prawej strony odparła kobieta. 

Janka parsknęła śmiechem. 

Co robiło? spytała. 

No, nie wiem zdenerwowała się Inez. Mówię, że to tylko takie dziwne wrażenie. 

Janka siedząca za nią spróbowała dojrzeć coś w ciemnościach, ale nic nie zauważyła. 

Może drzwiczki się nie domknęły stwierdziła. 

Świeciłaby mi się kontrolka rzekł Piotr. Na pewno nic się nie dzieje, to tylko takie wrażenie dodał. 

Możliwe przyznała Inez i uspokoiła się. 

Kilkanaście minut później zajechali na osiedle Janki i Rafała. Chcieli podrzucić każde z osobna pod jego blok, bo Janka miała jakieś naczynia a Rafał swoje kule, ale skończyło się na tym, że oboje wysiedli przed blokiem kobiety. Pożegnali się i kiedy Piotr zaczął wyjeżdżać do głównej ulicy, dopiero wtedy Rafał w świetle ulicznej latarni zauważył TO. 

Patrz szybko trącił Jankę. 

Oboje przystanęli i patrzyli z niedowierzaniem jak za samochodem, ciągnąc się niczym serpentyna z dzianiny, powiewała nitka. Obwijała się o koło, które wciągało niczym kołowrotek dziewiarski. 

Czy to… sukienka Inez? zapytał Rafał parskając śmiechem. 

Janka pobiegła za samochodem machając wolną ręką, w której nie trzymała miski. Piotr dostrzegł ją w lusterku i zatrzymał się. 

Co się stało? zapytał zaniepokojony wysiadając. 

Janka prawie nie mogła mówić. Pokazała mu na migi, żeby obszedł samochód. Piotr przeszedł na drugą stronę i wtedy… spojrzał, rozszerzył oczy i wybuchnął śmiechem. Inez, która nadal siedziała w środku i nie wiedziała, co się dzieje, teraz zirytowana otworzyła drzwiczki. 

Co was tak śmieszy? zapytała z lekką irytacją. Możemy już jechać dalej? 

Inez… zaczął Piotr zduszonym głosem. Twoja sukienka… 

Co z moją sukienką? 

Kobieta spojrzała w dół i zamarła. Po prawej stronie jej ślicznego, nowego ubrania została tylko smutna resztka. Z niedowierzaniem podążyła wzrokiem za nitką, która niknęła gdzieś pod zawieszeniem pojazdu. 

— Ale jak? — zadała pytanie. 

Popatrzyła na Rafała i Jankę, którzy pokładali się ze śmiechu. Piotr tymczasem kucnął przy jej siedzeniu i spojrzał na nią przepraszająco a jednocześnie z rozbawieniem. 

— Wybacz, kochanie — rzekł po czym chwycił nitkę i z całej siły pociągnął ją w rękach. Pękła dopiero za drugim razem. Spod koła nie było sensu jej teraz wyciągać. 

Kupię ci nową sukienkę — pocieszył Inez podnosząc się. 

Nie odpowiedziała nic. Po prostu chwyciła drzwiczki i zamknęła je. Piotr ledwo zdążył odskoczyć. 

— Chyba pora na nas — rzekł rozkładając ręce. — Mój wieczór właśnie się zaczął. 

Wsiadł do samochodu, a Janka podniosła dłoń na pożegnanie. Patrzyli z Rafałem, jak odjeżdżają a nitka, która zaczęła się odwijać, teraz smętnie dyndała za autem. 

— Jak ona to robi? — spytała Janka kręcąc głową. 

— Może z tym się trzeba urodzić? — podsunął mężczyzna. 

Nie wiem, któremu z nich bardziej współczuć tego wieczoru. 

Możesz obojgu po równo. Nie dowiedzą się. 

Janka prychnęła śmiechem po czym odwróciła się do Rafała. 

A ty, mój drogi, masz mi jeszcze coś do powiedzenia? spytała. 

Ja? udał zdziwienie. Wydaje mi się, że to ty teraz powinnaś mi coś powiedzieć. Albo odpowiedzieć. 

A, że coś na zasadzie wzajemności? zapytała Janka ruszając w stronę swojej klatki. 

Wolałbym za zasadzie szczerości odparł Rafał podążając za nią. 

Dlaczego idziesz za mną? 

Bo z tobą rozmawiam, a ciężko byłoby to robić na odległość. 

Nie wiem, co ci odpowiedzieć rzekła Janka zatrzymując się nagle, przez co Rafał o mało w nią nie wszedł. 

Wyminął ją, żeby znaleźć się z nią twarzą w twarz i spojrzał z góry, unosząc brew. 

Może wystarczy to, co czujesz zasugerował odważnie. 

Janka uniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. 

— Ty zawsze tak kombinujesz? 

— Tylko jak mi naprawdę zależy — powiedział spokojnie. — I tylko przy tobie. 

Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Na osiedlu wciąż było cicho, tylko wiatr poruszał liśćmi drzew. Światło z latarni rzucało ciepły blask na twarz kobiety. 

— Myślisz, że to się uda? — zapytała cicho. — Ja i ty? My? 

Rafał zawahał się, ale tylko przez sekundę. Potem nachylił się lekko w jej stronę. 

— Nie wiem — odpowiedział szczerze. — Ale wiem, że jeśli nie spróbujemy, to będzie mnie to gniotło do końca życia. Wiesz, jakie to nieprzyjemne uczucie? zapytał z udawanym cierpiętnictwem. 

Janka westchnęła. Niedramatycznie — raczej z ulgą, jakby sama dała sobie wreszcie pozwolenie, by przestać walczyć z tym, co już i tak się działo. 

— Głupi jesteś — mruknęła, uśmiechając się półgębkiem. — Ale trochę cię lubię. 

— Trochę? — udał rozczarowanego. 

— No dobrze, może więcej niż trochę. 

Zrobiła krok w jego stronę. I jeszcze jeden. A potem po prostu oparła się czołem o jego ramię. Delikatnie, żeby nie stracił równowagi. Stali tak przez moment, po czym odsunęła się niechętnie. 

— Dobranoc, Rafale — powiedziała cicho. 

— Dobranoc, Janko. Śpij spokojnie. 

— Spróbuję — odparła z lekkim uśmiechem i zniknęła za drzwiami klatki schodowej. 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział 46

Inez, Piotr i Jacek     Kilka dni później, w ciepłe letnie popołudnie , Inez z Piotrem i Jackiem wybrali się do budynku na Starym Mieście. ...