poniedziałek, 8 września 2025

Rozdział 35

 Janka i Rafał  

— No to co ci zrobił Marcel? — spytał Rafał chwilę później Emilię, kiedy już nieco uspokojona, usiadła z nimi przy kuchennym stole i sięgnęła po słodkości. 

— Tato… — spojrzała na ojca — Mogę z Janką…? — poprosiła. — Wiesz… jak z kobietą. 

Uniósł brwi, zaskoczony. 

— Jasne — powiedział, może zbyt szybko. Z Janką łatwiej — dodał z wymuszonym uśmiechem, po czym wstał i wyszedł do salonu. 

Pielęgniarka posłała za nim uważne spojrzenie. Wiedziała, że poczuł się urażony i odsunięty. Usiadł na kanapie i sięgnął po książkę, ale tak naprawdę nadstawiał ucha, żeby wiedzieć, o czym będą rozmawiać. Postanowiła skupić się na dziewczynie, jej ojcem zajmie się później.  

— Co się stało? — zapytała przenosząc wzrok na nią. 

Emilia westchnęła. 

— Pokłóciłam się z Marcelem — odparła. Tak na ostro. 

O co? — spytała Janka łagodnie. 

Ja lubię pisać — zaczęła dziewczyna. Opowiadania, wiersze. Dla siebie. Nie zamierzałam tego nigdy nigdzie publikować. Marcelowi pokazałam, bo chciałam, żeby wiedział. A on, za moimi plecami, zgłosił mnie do szkolnego konkursu literackiego. I wysłał moje opowiadanie. Takie… o miłości. W klasie się dowiedzieli. 

— Śmieją się z ciebie? 

— Nie, ale czuję się taka odsłonięta — wyjaśniła Emilka. — No i najbardziej zła jestem o to, że Marcel nie uszanował mojej tajemnicy. A on nie widzi problemu. Uważa, że przecież skoro piszę i mam do tego talent, to powinnam wziąć udział w konkursie. I obraził się, że mam do niego pretensje — dodała. — A ja… z jednej strony jestem na niego zła, a z drugiej czuję się winna, że się pokłóciliśmy, bo przecież działał w dobrej wierze. Co ja mam zrobić? — zapytała. 

Janka spojrzała na nią z uwagą. 

Przede wszystkim przestać czuć się winną — odparła. — Jeżeli powiedziałaś mu wyraźnie, że nie chcesz, aby twoje pisarstwo wyszło na jaw, to powinien to uszanować. Przekroczył granicę i musi to zrozumieć 

— Ale przecież chciał dobrze… 

Może chciał. Ale to nie znaczy, że miał za ciebie decydować. To twoje życie, Emi i twoje wybory. Marcel nie może ich dokonywać za ciebie. 

Emilia spojrzała w okno. 

Główna nagroda w tym konkursie to publikacja opowiadania — powiedziała cicho. 

— Ucieszyłoby cię to? 

— Teraz już sama nie wiem. Gdybym wygrała to Marcel wyrzucałby mi, że się na niego zdenerwowałam, a dzięki niemu dostałam nagrodę. 

— Ale to nie chodzi o nagrodę tylko o to, że zrobił coś za twoimi plecami. 

Czasami, kiedy nam na kimś zależy i chcemy jego dobra, to ryzykujemy jakieś działania wbrew jego woli — wtrącił Rafał, który nagle pojawił się w kuchni. 

— Tato, podsłuchiwałeś! — rzuciła Emilia oskarżycielskim tonem. 

— I tak i nie — odparł. — Po prostu wasza rozmowa docierała do salonu — wyjaśnił wzruszając ramionami. Córko moja, — zwrócił się do Emilki — z nami mężczyznami jest tak, że lubimy konkrety. Jeśli ucieszy cię nagroda i nadal będziesz miała pretensje do Marcela, że cię zgłosił do konkursu, to on w ogóle tego nie zrozumie, bo jego działania przyniosą dobry skutek. 

— Nie pomagasz. 

— Dlatego — kontynuował — musisz mu konkretnie wyjaśnić, że nieważne jaki będzie wynik, ty zła jesteś o to, że działał bez twojej zgody. I zaznaczyć, że więcej ma tak nie robić. Może ci powiedzieć o tym, że szkoła coś takiego organizuje albo namawiać cię do wzięcia udziału, ale nie zgłaszać cię bez twojej wiedzy. 

Emilia przez chwilę rozważała słowa ojca. 

Rozumiemstwierdziła po chwili z uśmiechem. — A jak mam się z nim pogodzić? — spytała. 

— Dajcie sobie trochę czasu — odrzekła Janka. — On też niech się zastanowi nad tym wszystkim. Spróbuj dotrzeć do niego, jak emocje trochę opadną i zatęsknicie za sobą. 

Dziewczyna spojrzała na nią, potem na Rafała. 

— Niezły z was team — powiedziała. — Kiedyś tato współpracował tak z mamą. Dobrze, że teraz ma ciebie — zwróciła się z powrotem do Janki. 

Janka uśmiechnęła się. 

To miło, że tak uważasz — odrzekła. — Razem zawsze raźniej. Mam nadzieję, że ty też szybko pogodzisz się z Marcelem. 

— Dziękuję. Wracam do siebie. Muszę zastanowić się, jak przegadać tę sprawę.  

Kiedy dziewczyna zniknęła w swoim pokoju, Janka spojrzała na Rafała z rozbawieniem.  

— Nie wytrzymałeś, co? — zakpiła. 

— Mogłyście tak głośno nie mówić — odparł. 

Udawaj dalej zaśmiała się. Ale ja wiem, że trochę się martwiłeś, że cię zostawiłyśmy w tyle. 

Rafał prychnął cicho. 

— Może trochę — przyznał. — Ale dobrze, że do niej trafiłaś. Ja tylko co nieco uzupełniłem. 

Jak w dobrym teamie — powtórzyła Janka za Emilką. — Uciekam do pracy — dodała wstając. 

— Szkoda, że już — odparł. — W ogóle nie mieliśmy czasu dla siebie — stwierdził stając pewniej na nogach i przygarniając do siebie. 

Objęła go w pasie, żeby mógł utrzymać równowagę, ale też, żeby się po prostu przytulić. 

Nadrobimy — mruknęła. — Kiedy… 

— Tato! — rozległ się głos Lenki zagłuszając dalszy ciąg jej wypowiedzi. —Możesz powiedzieć Krzyśkowi, żeby oddał mi tablet?! Teraz moja kolej! 

— Coś mówiłaś? — spytał Rafał wtulając twarz we włosy Janki.  

Nic ważnego — odrzekła śmiejąc się w jego koszulę. 

 

Inez i Antek 

Dochodziła godzina jedenasta, kiedy Antek przekroczył próg piekarni Inez. Od wejścia owiał go zapach świeżego chleba, cynamonu i kawy. Był tu po raz pierwszy, ale od razu poczuł, że to miejsce ma duszę. Jakby wszedł do babcinej kuchni, ale podrasowanej estetyką kogoś, kto wie, czym jest dobry design. Stoliki były przykryte obrusami w biało-czerwoną kratkę, w oknach wisiały zasłony w kolorze śmietanki, a na ścianach kilka dużych fotografii przedstawiających apetyczne bochenki i drożdżówki. Nawet gabloty stylizowane były tak, żeby pasować do pozostałych elementów. Było tu naprawdę przytulnie. 

Powinien tu wisieć obraz, który pokazuje ciebie podczas zagniatania ciasta — rzucił Antoni z uśmiechem, kiedy Inez wyszła z zaplecza, ocierając dłonie o fartuch. — Od razu byłoby wiadomo, kto odpowiada za smak tego miejsca. 

— Chciałam tego uniknąć, bo nie lubię siebie na zdjęciach — odpowiedziała z rozbawioną miną. — Ale chyba nie będę miała wyjścia. Klienci coraz częściej chcą znać twarz piekarni. 

— Dobry fotograf zrobi takie ujęcie, że na pewno ci się spodoba. A makijaż Liwii doda ci pewności siebiezapewnił Antek z uśmiechem. — Tutaj będziemy pracować? — zapytał wskazując dłonią na pomieszczenie. 

— Nie ma dzisiaj dużego ruchu, więc tak, myślę, że to będzie najwygodniejsze miejsce — stwierdziła Inez. 

— Ok, to chciałbym zobaczyć to, co udało ci samej stworzyć do tej pory — rzekł Antek siadając przy jednym ze stolików 

Z teczki, którą trzymał w dłoni, wyjął laptopa i położył go na blacie. 

— Też się przygotowałem — rzucił z łobuzerskim błyskiem w oku. 

Roześmiała się i poszła na zaplecze po swoje materiały. Kiedy po chwili położyła na stole mały plik dokumentów, Antek uniósł brwi. 

Zrób mi filiżankę kawy, a ja to przejrzę w międzyczasie — poprosił. 

— Czarna? — spytała Inez. 

—  Tak, ale nie za mocna. Najlepiej trochę więcej wody niż standardowo. Bez cukru. 

Po chwili Inez postawiła przed nim napój i talerzyk z bułeczką z cynamonem. Upił łyk kawy wciągając aromat. Talerzyk delikatnie odsunął. 

— Zjem, jak skończymy ten projekt — wyjaśnił.  

Przez chwilę wertował kartki w milczeniu, robiąc notatki na marginesach. 

Ma to sens — odezwał się w końcu. —  Potrzebujemy tylko paru szlifów: więcej konkretów i precyzyjnego języka. Koszty trzeba będzie oszacować nieco inaczej, ale ogólnie… masz naprawdę dobre pomysły. 

Podciągnął rękawy koszuli i skinął głową, gotów do pracy. 

— Dobra, bierzmy się za to mruknął. 

Zanurzyli się w rytmie wspólnego działania. Inez siedziała po drugiej stronie stołu, lekko pochylona, z długopisem w dłoni. Antek pisał na laptopie, szybko, przerywając od czasu do czasu, żeby coś skonsultować. 

— Jaki masz przybliżony miesięczny koszt utrzymania piekarni? Możemy przyjąć, że twój zasięg w mediach społecznościowych wzrośnie o, powiedzmy, dziesięć procent tygodniowo, kiedy ruszy kampania? A ten „warsztat z pieczenia” to będzie jednorazowe wydarzenie, czy planujesz cykl? 

Pytania padały jedno za drugim. Inez odpowiadała bez zawahania i z zaskakującą precyzją.  Jej pomysły i rzeczowość Antka, sprawiły, że tworzenie wniosku zaczynało robić się ciekawe i wciągające. Pracowali w coraz większym skupieniu wyczuwając powagę i sens tego wspólnego działania.  

W końcu Antek przeciągnął się i odchylił się na krześle. 

— Dobra, mamy to. Jeszcze tylko kosmetyka i możesz wysyłać — rzekł. 

Inez odetchnęła i opuściła ramiona. 

— Nie wierzę. Myślałam, że to będzie orka, a było całkiem przyjemnie. I sprawnie. 

Spojrzała na Antka. Widziała w jego twarzy zmęczenie — to prawdziwe, głębokie, z rodzaju tych, które nie odchodzą po drzemce — ale mimo to był tu, żeby jej pomóc. 

— Dziękuję — powiedziała cicho. — Naprawdę. Nie poradziłabym sobie z tym sama. 

Antek tylko machnął ręką. 

— Masz świetny pomysł i determinację. Ja tylko pozbierałem to w całość — odparł. — A teraz — roześmiał sięzabieram się za moją bułkę z cynamonem. Zasłużyłem. 

Inez zaśmiała się i przesunęła talerzyk bliżej niego.  

— Zrobić ci świeżej kawy? — zapytała. — Nie wypiłeś za wiele, a ta jest już zimna. 

— Poproszę. 

— Za pół godziny przyjedzie Piotr. Będziemy chcieli nagrać filmik — rzuciła po chwili zza ekspresu. 

— Możecie pomyśleć o całym cyklu — stwierdził Antek pomiędzy kolejnymi kęsami bułeczki.Krótkie filmiki, z przymrużeniem oka, które od razu przyciągają uwagę. Chodzi o to, żeby ktoś zatrzymał się przy takim w trakcie scrollowania… i chciał obejrzeć kolejny. A potem dodał profil do obserwowanych i pomyślał: „muszę zajrzeć do tego lokalu”. 

— Taki jest nasz cel — odparła Inez. 

— To życzę powodzenia — rzekł Antek, po czym podniósł się z krzesła. —  Nakręćcie coś, ale przed wrzuceniem do sieci wyślijcie do mnie. Tymczasem na mnie już pora — dodał chowając laptop. —  Przejrzę wniosek i najpóźniej jutro prześlę ci ostateczną wersję, którą będziesz mogła wysłać. Teraz zamierzam pojechać do Liwii i po drodze kupić jej obiad. Nadrabia zaległości w pracy i jak ją znam, to pewnie od rana nie miała nic w ustach — wyjaśnił z nutą czułości w głosie. 

— To dam ci kawałek mojej tarty z kurczakiem — oznajmiła Inez. Podgrzeję i zapakuję tak, żebyś dostarczył gorącą. Daj mi pięć minut. 

Kobieta podeszła szybko do gabloty, wyjęła z niej foremkę z tartą i wyszła na zaplecze. Wróciła kilka minut później z papierową torbą, którą wręczyła Antkowi. 

Dorzuciłam kilka świeżych bułeczek i rogalików — powiedziała z uśmiechem.Chociaż tak mogę się odwdzięczyć za to, ile dla mnie robicie. 

Antek odwzajemnił uśmiech. 

Drobiazg, naprawdę — odrzekł. — Cieszę się, że mogę zająć czymś głowę. Dzięki za jedzenie, Liwia też na pewno się ucieszy. Uciekam. 

— Dziękuję jeszcze raz. Do zobaczenia i… pomyślności. 

Antoni skinął głową i opuścił lokal. Inez spojrzała za nim w zamyśleniu, po czym odwróciła się i podeszła do stolika, aby zabrać z niego swoje rzeczy. Pozostało czekać na Piotra i dokończyć ich wspólne dzieło. 

 

Liwia i Antek 

— Jeszcze tylko rozświetlacz i gotowe — powiedziała Liwia, pochylona nad twarzą klientki. Zmęczenie i głód dawały się jej we znaki. Narzuciła sobie szybkie tempo, bo ostatnie wydarzenia sprawiły, że trochę zaniedbała swoje zawodowe obowiązki. Miała przewidziany czas na posiłek pomiędzy kolejnymi sesjami, ale wystarczyło spóźnienie jednej z kobiet i wszystko się przesunęło. Postawiła sobie wodę przy stanowisku i starała się regularnie sięgać po szklankę, żeby chociaż tak wypełnić żołądek. Kiedy otworzyły się drzwi do studia, pomyślała, że to pewnie następna klientka. Wykonała ostatnie muśnięcie pędzlem i odsunęła się.  Kobieta spojrzała w lustro i uśmiechnęła się szeroko.  

— Jak zawsze perfekcyjnie — stwierdziła z uznaniem. Wyglądam o dziesięć lat młodziej. 

O to nam chodziłoodparła Liwia. — Cieszę się, że jest pani zadowolona. 

— Zawsze jestem oświadczyła klientka. Ta makijażystka, którą mi pani poleciła w zastępstwie też maluje bardzo dobrze, ale przy pani nie muszę tyle tłumaczyć. Po prostu siadam i wychodzę z tym, co chciałam i co mi się podoba. 

— To raczej kwestia tego, że już długo się znamy i wiem, co pani lubi — rzekła Liwia. 

Pewnie tak. Człowiek przyzwyczaja się do wygód. Chciałabym jeszcze kupić krem do twarzy. 

— Oczywiście, dam pani też próbkę naszych nowości z linii męskiej. Proszę pokazać mężowi. 

— Słyszałam o nich i już dawno chciałam coś mu kupić, ale nie wiedziałam, co wybrać. On nie bardzo lubi używać innych kosmetyków oprócz tych do codziennej pielęgnacji. 

Hm… — Liwia zastanowiła się przez moment. — Żel pod prysznic? Balsam po goleniu? 

— O, to jest to, czego na pewno będzie chciał spróbować. 

— Świetnie, zaraz przygotuję pani zestaw. 

Liwia zaprosiła klientkę do recepcji, w której jej asystentka inkasowała zapłatę za usługę, a sama udała się do magazynu, żeby spakować kosmetyki. Kiedy chwilę później dołączyła do pozostałych, ze zdumieniem zauważyła Antka siedzącego na sofie. Uśmiechnął się do niej i pokazał gestem, żeby najpierw dokończyła sprawy z klientką. Liwia podała jej torebkę z kremem i próbkami, a gdy kobieta wyszła, odwróciła się w stronę Antoniego. 

— Skąd się tu wziąłeś? — zapytała zaskoczona.  

— Z ulicy — zażartował w odpowiedzi, po czym wstał. Wyglądasz na zmęczoną — rzekł z troską w głosie przyglądając się jej uważnie. — Jadłaś coś? — spytał. 

Zaprzeczyła ruchem głowy. 

— Mam obsuwę — powiedziała. — Ledwo wyrabiam się w czasie. 

— Tak myślałem. Chodź — objął ją w talii i poprowadził w stronę zaplecza. — Przyniosłem ci kawałek tarty z kurczakiem od Inez. Jeszcze jest ciepła. Zjesz teraz i poczujesz się lepiej — powiedział twardo. 

— Antek, nie mogę — zaoponowała, zatrzymując się. Za moment wejdzie kolejna klientka. Jeśli zrobię przerwę to będę mniej czasu dla niej. Za jakąś godzinę będę mieć więcej czasu — dodała i w tym momencie oboje usłyszeli jej głośne burczenie w brzuchu. 

Liwia, weź to i idź zjeść — rzekł Antek stanowczo i podał jej papierową torbę. — Ja się zajmę resztą. Jak zemdlejesz z głodu przy klientce, to na pewno nie zrobisz jej makijażu na czas — oznajmił.  

Liwia uniosła brwi. 

— Nie dramatyzuj… — zaczęła. 

— Nie dramatyzuję — odparł cicho, ale ostro. — Patrzę na ciebie i widzę dziewczynę, która od rana nie miała nic w ustach i ledwie stoi na nogach. Bo najpierw miałaś klientki, potem papiery, potem znowu klientki. Ty cała już drżysz. Narzuciłaś sobie tempo, jakbyś startowała w maratonie. Ale nawet maratończyk musi pić i jeść. Nie jesteś z żelaza, Liwia. A dodatkowo takim zachowaniem sprawiasz, że mam wyrzuty sumienia, że to z mojego powodu masz tyle zaległości i stąd teraz tyle pracy. 

— Antek…  

Uniósł dłoń nie pozwalając jej dokończyć. 

Pozwól, że teraz, kiedy jestem w nieco lepszej formie, to ja zatroszczę się o ciebie. I nie mam zamiaru przepraszać za to, że cię kocham i chcę, żebyś o siebie zadbała — dodał ciszej, ale bardziej dobitnie niż wcześniej, po czym uśmiechnął się, jakby chciał złagodzić nieco ton swojej wypowiedzi. 

Liwia spojrzała na niego, w końcu odetchnęła i pokiwała głową. 

— Dobra. Dziesięć minut — zgodziła się, ruszając z miejsca. — Czasem jesteś niemożliwy — rzuciła przez ramię, ale w kącikach jej ust czaił się cień uśmiechu. 

— I dobrze — rzucił. Bo tylko „niemożliwy” facet jest w stanie wygonić cię na zaplecze, żebyś zjadła porządny obiad. 

Kiedy zniknęła za drzwiami, westchnął głęboko. Wygrać potyczkę z Liwią, gdy za bardzo wchodziła w swój tryb „wszystko zrobię sama”, nie było łatwo. Na szczęście tym razem postawił na swoim. Ale nie dla siebie tylko dla niej. 

Nie minęły dwie minuty, kiedy drzwi znów się otworzyły i do środka weszła kolejna klientka. 

— Dzień dobry! — rzuciła radośnie od progu. 

— Dzień dobry, pani Agato — przywitałarecepcjonistka. — Zechce pani zaczekać chwilę? Pani Liwia zaraz się panią zajmie — rzekła wskazując sofę, na której przed chwilą siedział Antek. 

— Myślałam, że zaczniemy od razu — odparła klientka patrząc na zegarek lekko zawiedziona. Mogę nie zdążyć dojechać w kolejne miejsce na czas. 

Antoni, który właśnie wszedł do recepcji uśmiechnął się do niej.  

Liwia na pewno zdąży zrobić pani makijaż na wyznaczoną godzinę — oznajmił. Pros o chwilę cierpliwości. Z przyczyn niezależnych od siebie, ma niewielkie opóźnienie i potrzebowała paru minut, żeby nie zemdleć tutaj przed panią — dodał przepraszającym tonem. 

Ojej, aż tak? — zmartwiła się pani Agata. — W takim razie niech złapie chwilę oddechu. Wierzę, że na pewno wyszykuje mnie na czas. 

A za cierpliwość odpowiednio panią wynagrodzi — odparł Antek. — Myślę, że wyszuka coś odpowiedniego w swoim magazynie. Może coś z nowej linii. 

Kobieta roześmiała się, rozbawiona. 

— No dobrze, ostatecznie mnie pan przekonał — powiedziała. Wiem, że Liwia nigdy nie każe czekać bez powodu. 

Nagle spoważniała i spojrzała na Antka bardziej uważnie. 

To pan… jest tą osobą, o którą tak się ostatnio martwiła? — zapytała. 

Nie zabrzmiało to jak wścibska ciekawość, raczej jak troska, ale zaskoczyło go to pytanie. Zawahał się, ale skinął głową. 

— Tak, to ja — przyznał. Ale proszę… nie mówmy o tym. I… niech to zostanie między nami — poprosił. 

— Oczywiście — odpowiedziała kobieta z łagodnością w głosie. — Trzymam kciuki. Naprawdę. 

Antoni tylko uśmiechnął się w odpowiedzi. W tym momencie wróciła Liwia. Trzymała w dłoni kubek z kawą i wyglądała na trochę wzmocnioną. 

Dzień dobry, pani Agato. Zapraszam — powiedziała, podchodząc do klientki. — Przepraszam, że musiała pani czekać, ale — rzuciła spojrzenie Antkowi — czasami muszę ulec tym, którzy się o mnie troszczą — rzekła. 

Kobieta spojrzała na nią z ciepłem w oczach. 

Rozumiem. Pani chłopak bardzo dobrze negocjuje — rzuciła żartobliwie przechodząc do studia i siadając na fotelu. Liwia i Antek podążyli za nią. 

Makijażystka uniosła brew. 

Co ma pani obiecane w zamian?zapytała rozbawiona.  

— Nic, co przekroczyłoby twój budżet — odparł Antek z kamienną twarzą, ale błyskiem w oku. — W zamian za kilka minut cierpliwości zaoferowałem coś z twoich nowości. 

Bardzo dobry pomysł — przytaknęła Liwia zabierając się za nałożenie pielęgnacji pani Agacie. — Ale będę prosiła o opinię, jeśli kosmetyk się spodoba — dodała. 

— Z przyjemnością — odparła kobieta odchylając głowę i poddając się zabiegom.  

Antoni spojrzał na Liwię. 

— To ja się zbieram — rzucił. —  Mam jeszcze coś do dokończenia, a potem już tylko relaks — rzucił luźno, ale w jego głosie zauważalna była nuta znużenia. 

— Dzięki za jedzenie. I za wszystko — powiedziała Liwia, znacznie ciszej. — Zadzwonię wieczorem. 

Antek podszedł do niej i zatrzymał się tuż obok. 

— Nie dzwoń. Napisz, że jesteś w domu, zjadłaś kolację i nie siedzisz nad kosmetyczną formułą do drugiej w nocy. To mi wystarczy — rzekł. 

Pochylił się i musnął ją w skroń, po czym odwrócił się i wyszedł. Liwia uśmiechnęła się do klientki, która obserwowała całą scenę z rozczuleniem. 

— No dobrze, pani Agato — zaczęła — jak chciałaby pani wyglądać na dzisiejszym bankiecie? Robimy coś delikatnego, czy może nieco bardziej zmysłowego? 

— Na początku myślałam o czymś delikatnym — odparła kobieta, — ale teraz pomyślałam sobie, że chciałabym, żeby mój mąż patrzył na mnie dzisiaj tak, jak pani chłopak na panią. Więc niech będzie uwodzicielsko — stwierdziła. 

— Wedle życzenia — odrzekła Liwia sięgając po podkład i pędzel. 

W głowie już tworzyła pewną wizję tego, jak powinna wyglądać pani Agata. Skonsultuje to z nią to w dalszych etapach makijażu. Poczuła, że przybywa jej energii, jakby odpoczywała godzinę, a nie kilka minut. Tak się działo, kiedy mogła sprawić, że kobiety wychodziły spod jej pędzli nadal sobą, ale w jednak nieco w odmiennej wersji niż na co dzień. Jednak całe ich piękno i pewność siebie pochodziły z wnętrza. Ona tylko pomagała im wydobyć je i podkreślić nieco bardziej. Całą kwintesencję stanowił końcowy, pełen zadowolenia uśmiech. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział 46

Inez, Piotr i Jacek     Kilka dni później, w ciepłe letnie popołudnie , Inez z Piotrem i Jackiem wybrali się do budynku na Starym Mieście. ...