Janka i Rafał
Janka siedziała na ławce przy osiedlowym placu zabaw i czekała na Rafała. Tego dnia mieli wybrać się do pobliskiego parku. Kilka dni wcześniej rehabilitant dał mu zielone światło, by powoli próbował chodzić z jedną kulą. Po krótkich próbach w mieszkaniu postanowił sprawdzić się na dłuższym dystansie — oczywiście w granicach rozsądku. Park wydawał się dobrym wyborem: po drodze było sporo ławek, gdzie w razie potrzeby mogli przysiąść, a Janka mogła go asekurować.
Czekając na chłopaka, obserwowała bawiące się dzieci, pomiędzy którymi biegała Lenka. Pilnowała ich sąsiadka Rafała, która przyprowadziła swoją dwójkę pociech. Dziewczynka chwilę wcześniej przybiegła do Janki, żeby przywitać się i chwilkę porozmawiać, ale wołana przez pozostałych, szybko wróciła do zabawy.
Kilka minut później kobieta zobaczyła idącego w jej stronę Rafała. Wsparty na jednej kuli, poruszał się pewniej i swobodniej niż wcześniej — wyglądał na kogoś, kto odzyskuje kontrolę nad własnym ciałem i poczuciem niezależności. Zatrzymał się na chwilę obok ławki, na której siedziała sąsiadka i zamienił z nią kilka słów. Następnie pomachał Lence. W końcu dotarł do Janki i wyciągnął dłoń, żeby pomóc jej wstać.
Potem zmienił chwyt i ruszyli ścieżką w stronę ulicy, pierwszy raz trzymając się za ręce podczas spaceru. Po drodze rozmawiali o różnych sprawach codziennego życia. O zbliżającym się zakończeniu roku szkolnego, o nowym grafiku Janki, o wstępnych planach na wakacje.
— Może pojedziemy gdzieś razem z dzieciakami? — zaproponował Rafał. — Mam ogarnięte fajne miejscówki nad morzem albo w górach.
— Na razie muszę zobaczyć, jak mi ułożą dyżury w pracy — odpowiedziała Janka.
— Ale jakiś dłuższy urlop chyba dostaniesz?
— Tak, ale będę musiała też pojechać do domu i trochę pomóc rodzinie. W wakacje jest dużo pracy na gospodarstwie — wyjaśniła wpatrzona w chodnik przed sobą.
Rafał odniósł wrażenie, że na siłę szuka wymówki. Weszli w jedną z alejek parkowych. Zatrzymał się na moment zmuszając ją, żeby spojrzała na niego.
— Co się dzieje? — zapytał.
— Nic — odparła wzruszając ramionami. — Po prostu jeszcze nie wiem, co będzie w wakacje.
Nachylił głowę, żeby złapać z nią lepszy kontakt wzrokowy.
— Janka, słuchaj… — zaczął — ja wiem, że to wszystko — moja kontuzja, troje dzieci, dzielenie mojej uwagi pomiędzy ciebie i nich — może przytłaczać, ale… to, co powiedziałem u Antka… to nie były słowa rzucone na wiatr. Naprawdę cię kocham. I chciałbym wiedzieć, czy… jesteś ze mną tak na poważnie, czy jesteśmy dla ciebie takim przerywnikiem między dyżurami — rzekł.
Zauważył, że w jej oczach pojawił się strach, ale nie odpuścił. Czekał spokojnie na to, co powie. Zmarszczyła brwi. Westchnęła. Przez chwilę nie odzywała się wcale.
— Traktuję was poważnie — odparła w końcu. — Ale... ja się po prostu boję.
— Czego? — zapytał cicho.
— Że za bardzo się zaangażuję, a potem wszystko się rozpadnie. Że ty... — zrobiła krótką pauzę — wrócisz do swojego życia, będziesz chciał czegoś innego.
— Janka, serio? Przecież ja właśnie teraz, mimo całej tej zawieruchy, wiem najlepiej, czego chcę. I to jesteś ty.
Spuściła wzrok. Wysunęła dłoń z jego dłoni i cofnęła się o krok wkładając ręce do kieszeni spodni.
— Kilka lat temu — zaczęła — mieliśmy pacjenta… w wieku zbliżonym do twojego. — Przerwała na chwilę, zbierając myśli. — Był czarujący, błyskotliwy, zawsze miał jakiś żart na podorędziu. Chyba mnie trochę zauroczył. Zaczęłam poświęcać mu więcej czasu. Przynosiłam mu książki z domu. Po dyżurach siadałam na chwilę, żeby pogadać.
Rafał słuchał uważnie, nie przerywając.
— W końcu zaczął mówić rzeczy typu: „Tylko ty mnie rozumiesz. Gdyby nie ty, dawno bym się poddał.” Potrafił robić sceny, kiedy nie miałam czasu przyjść. Raz zasugerował, że gdybym naprawdę się o niego troszczyła, nie zostawiłabym go samego w nocy. — Głos jej lekko zadrżał. — Kiedy próbowałam się zdystansować, obrażał się albo milczał. Odmawiał przyjmowania leków i jedzenia.
— Szantaż emocjonalny — powiedział Rafał cicho. —Nie próbowaliście skonsultować go z psychologiem?
Janka skinęła głową.
— Tak, ale odmawiał współpracy. Żeby całkiem nie zrezygnował z leczenia, nadal spędzałam z nim czas. A potem… wyszedł ze szpitala. I więcej się nie odezwał. A ja zostałam z poczuciem, że coś ze mną jest nie tak. Że skoro wtedy nie zauważyłam, jak to się wymyka spod kontroli, to może nigdy nie powinnam się do nikogo zbliżać. — Janka uśmiechnęła się smutno. — Od tamtej pory, po prostu… jestem ostrożna.
Rafał podszedł bliżej i położył dłoń na jej ramieniu. Przez chwilę nic nie mówił.
— Janka, nawet jeśli jesteś świetnie wykwalifikowaną pielęgniarką, to nie znaczy, że przestałaś być człowiekiem — odezwał się w końcu. — Nie zawsze da się wyłączyć serce i działać tylko rozumem. To, że zaangażowałaś się w bardziej osobistą relację z tamtym pacjentem, nie oznacza, że coś jest z tobą nie tak. Po prostu zaufałaś mu, a on to wykorzystał. Możesz wyciągnąć z tego lekcję na przyszłość, ale bez wpędzania się w niekończące się poczucie winy. Jesteś wrażliwą osobą i dobrze, że taka jesteś, bo inaczej nie mielibyśmy szansy poznać się nawzajem. Czujesz się szczęśliwa, kiedy jesteś ze mną? — zapytał.
Skinęła głową.
— To przemyśl sobie, czy z powodu jakiegoś dawnego epizodu, warto sobie odebrać to prawo do szczęścia — powiedział.
Popatrzyła na niego, a w jej oczach coś się zaświeciło.
— Dasz mi trochę czasu, żebym sobie ułożyła to wszystko w głowie? — spytała.
Zobaczyła w jego wzroku mnóstwo czułości, a potem uśmiechnął się ciepło i mocno ją przytulił.
— Tyle, ile będziesz potrzebować — odparł.
Wiedział, że najgłupszą rzeczą, jakby mógłby zrobić w tej sytuacji, byłoby wywieranie na nią presji. Najważniejsze, żeby czuła się bezpieczna.
— Dziękuję, że nie naciskasz — powiedziała cicho.
— Nie naciskam, ale i nie odpuszczam — odparł półżartem, całując ją lekko w czubek głowy.
Odsunęła się na tyle, żeby móc spojrzeć mu w oczy.
— Chodźmy dalej — powiedziała i pierwsza wyciągnęła rękę, by złapać jego dłoń. I choć nie powiedziała nic więcej, Rafał czuł, że coś drgnęło — może nie radykalnie, ale wystarczająco, by nazwać to pierwszym ruchem w stronę ich wspólnej przyszłości.
Babski wieczór
Inez, Janka i Liwia
Tym razem, Liwia zaprosiła dziewczyny do siebie. Nie miała siły i nastroju na wyjście do lokalu. Otworzyła dobre wino, a koleżanki zamówiły sushi. Kiedy przyszły, usiadły w kuchni wokół niewielkiego stołu. Liwka włączyła cichą muzykę i przygasiła światło zostawiając tylko ledowe listwy pod szafkami. Zrobiło się nastrojowo.
— O, tak! Tego mi było potrzeba — stwierdziła Inez upijając łyk wina.
Sushi miało dotrzeć za kilka minut.
— Mam już serdecznie dosyć całej tej kampanii i stresu związanego z tym, czy nasz wniosek przejdzie, czy nie — dodała. — Nawet Piotr zaczął mnie wkurzać ostatnio, bo tylko ciągle rzuca pomysły na nowe filmiki i czeka, kiedy będzie mógł stanąć za kamerą. A ja już mam tego po dziurki w nosie.
— Ale przecież chcesz rozkręcić ten biznes bardziej — rzekła Janka.
— Chcę, ale to nie zmienia faktu, że mi się nie chce nakręcać tych materiałów.
Inez roześmiała się.
— To niech Piotr nagra was podczas codziennej pracy — rzuciła Liwia. — Ty nie będziesz musiała specjalnie się szykować, będziesz robić to, co zwykle a on to nakręci, zmontuje i gotowe. Może nagrać Andrzeja, jak piecze chleb.
Inez zastanowiła się przez moment.
— Może to niegłupie — przyznała. — Porozmawiam z chłopakami na ten temat. Na razie ich rola sprowadza się do komentarzy i podśmiechiwania się ze wszystkiego. Im więcej wpadek tym większy mają ubaw. Poza tym, nie wiem, czy nie będę szukać nowego pracownika.
— Którego chcesz zwolnić? — zażartowała Janka.
— Żadnego, — odparła Inez — ale Jacek chyba wyjedzie z Marzeną. Coś przebąkuje o tym, że chcą się wyprowadzić za granicę.
— Masz teraz Piotra — dasz radę.
— Tak, ale on ma swoją działalność i też musi popracować na własny rachunek.
— Ale wystarczy samo poczucie, że jest i zawsze możesz na niego liczyć — stwierdziła Janka z uśmiechem.
Dzwonek do drzwi przerwał im rozmowę. Liwia odebrała zamówienie od dostawcy i wróciła do kuchni z torbą wypełnioną pysznymi przekąskami. Tradycyjnie, dla Janki, rolki musiały być z pieczoną rybą albo w tempurze. Liwka za to, zawsze zamawiała podwójną porcję marynowanego imbiru. Inez nie miała szczególnych wymagań.
Otworzyły pudełko, wyciągnęły pałeczki i zabrały się do jedzenia.
— Z Rafałem tak masz? — spytała Inez Janki wracając do poprzedniego tematu rozmowy.
— Chyba tak — odrzekła koleżanka. — Zaczynam się przyzwyczajać do coraz częstszej obecności jego i dzieciaków w moim życiu. Emilka coraz częściej dzwoni do mnie albo wpada, kiedy chce pogadać o Marcelim, ale nie tylko. Lenka po prostu przychodzi się przytulić. Najbardziej na dystans trzyma się Krzysiu, ale to raczej dlatego, że on teraz bardziej potrzebuje męskiego towarzystwa.
— Rafał nie czuje się odsunięty na bok przez dziewczyny? — zapytała Liwia.
— Z początku tak było. Najbardziej przez Emilę, kiedy miała swoje przejścia z chłopakiem, ale chyba zaczyna rozumieć, że dziewczyny mają swoje babskie tematy i w pewnym wieku nie latają ze wszystkim do ojca.
Janka uśmiechnęła się, ale po chwili spoważniała.
— Ostatnio zaproponował, żebyśmy pojechali całą piątką na wakacje — oznajmiła.
— Świetny pomysł — stwierdziła Inez. — Z dzieciakami będzie wesoło, a są już na tyle duże, że na pewno będziecie mieć też przestrzeń dla siebie.
— Tylko, że ja jeszcze się nie zgodziłam — rzekła Janka upijając łyk wina i spoglądając gdzieś w dal przez okno.
— Dlaczego? — zapytała Liwka.
— Bo...
— Nie mów, że to z powodu tamtych wydarzeń. Dalej to w tobie siedzi?
— Ale co? — dopytywała Inez.
Janka opowiedziała w skrócie historię swojego dawnego pacjenta.
— Dziewczyno, daj spokój. To nawet nie była twoja wina — stwierdziła koleżanka po jej wysłuchaniu. — Nie daj sobie odebrać szczęścia przez jakieś stare wydarzenia.
— Mniej więcej to samo powiedział Rafał — rzekła Janka.
— Mądry facet, coraz bardziej go lubię — oznajmiła Liwia po czym wsadziła sobie do ust ogromny kawałek sushi z krewetką. — Rouiem, sze szusz pszły jego hmry? — zapytała z buzią pełną jedzenia.
Robiła tak czasem specjalnie, żeby się powygłupiać.
— Nic nie rozumiem — odparła Janka patrząc na nią potępiającym wzrokiem.
Przełknęła i uśmiechnęła się.
— Rozumiem, że już mu przeszły jego humory? — powtórzyła.
— Tak, a teraz dostał zielone światło od rehabilitanta na chodzenie o jednej kuli więc odżył. Aż się boję, co będzie jak wróci do pełnej sprawności?
Janka upiła kolejny łyk wina i też sięgnęła po sushi. Inez uniosła brew.
— To znaczy? — zapytała znaczącym tonem.
Pielęgniarka przewróciła oczami.
— Jakbyś nie wiedziała.
— No właśnie nie wiem — zaśmiała się Inez.
— Rafał jest... — zaczęła Janka, po czym urwała lekko się rumieniąc.
Znowu sięgnęła po wino. Pozostałe kobiety patrzyły na nią wyczekującą z minami wskazującymi na to, że bawią się zbyt dobrze, żeby odpuścić temat.
— No, mów — rzuciła Liwia.
— Atrakcyjny — dokończyła Janka. — A ja nie znałam go wcześniej — tylko z widzenia — więc wiecie, jak już stanie samodzielnie na nogach, to będzie taki… pociągający i…
— I będzie miał w końcu wolne ręce — dodała Inez.
Liwia parsknęła śmiechem.
— Nie śmiejcie się — rzekła Janka. — Wczoraj byliśmy na krótkim spacerze i pierwszy raz mogliśmy trzymać się za ręce. Kurczę… fajne to było. Poczułam się, jakbym miała znowu ze dwadzieścia parę lat.
— To tym bardziej powinnaś pojechać z nim na wakacje — odparła Liwka. — Najlepiej gdzieś nad morze. Będziecie sobie spacerować po plaży przy zachodzie słońca, trzymając się za ręce.
Inez spojrzała na nią.
— A ty to sobie chyba niedawno spacerowałaś po kazimierskich uliczkach — rzekła.
Koleżanka skinęła głową, roześmiawszy się.
— Zgadza się — przytaknęła. — Uważam, że to jedno z bardziej urokliwych miasteczek w Polsce. Te brukowane uliczki, wąwozy, bulwar nad Wisłą — coś pięknego. Musicie tam zabrać waszych facetów. Dla dzieciaków też jest sporo atrakcji.
— A jak się trzymasz w ogóle? — zapytała Janka z troską.
— Chyba jak wszyscy — odparła Liwia lekko się zamyślając. — Jesteśmy dobrej myśli, ale każdy ma swoje obawy. Na szczęście mam jeszcze swoją pracę więc chociaż tam mogę skupić się na czymś innym.
Westchnęła, a jej oczy lekko się zaszkliły.
— W Kazimierzu było trochę tak, jak wtedy, kiedy się poznaliśmy — dodała. — Nawet nie do końca, bo miał lepszy apetyt — uśmiechnęła się. — Ale choroba tam nie dominowała, nie zabierała nam czasu, siły, energii. Robiliśmy prawie wszystko, na co mieliśmy ochotę, w granicach możliwości. Mam nadzieję, że za kilka tygodni Antek wróci do podobnej formy — rzekła cicho.
Janka odstawiła swój kieliszek i wzięła ją za rękę.
— Wróci, zobaczysz — powiedziała. — I wiecie, co wtedy zrobimy?
— Co? — spytała Inez.
— Zaproszę was wszystkich do siebie, na wieś. Urządzimy sobie wielką wyżerkę przy ognisku. Będziemy piec kiełbasę, ziemniaki, jabłka, kukurydzę — co będziemy chcieli. Jak w dzieciństwie.
— Już nie mogę się doczekać — rzekła Liwka. — Teraz to mi narobiłaś smaka.
— Mi też — stwierdziła Inez.
— Zatem, cel jest, motywacja jest. Przekazać pozostałym i czekamy na ten dobry czas — podsumowała Janka. — Wypijmy za to.
Stuknęły kieliszki, po czym kobiety opróżniły swoje kieliszki do dna. Babski wieczór, jak zwykle, przyniósł trochę nadziei, trochę wsparcia. Rozmowa powoli zeszła na codzienne sprawy, ale gdzieś pod powierzchnią każda z kobiet czuła, że to spotkanie było ważne — bo dzielenie się ze sobą pozwalało zyskać siłę na przyszłość.
Inez i Piotr
Kiedy Janka i Inez wyszły z mieszkania Liwii, na parkingu pod klatką czekał na nie Piotr, który przyjechał samochodem po swoją dziewczynę. Mimo, że Inez wcześniej protestowała twierdząc, że wezmą sobie z Janką taksówkę, uparł się, że odbierze je osobiście. Odwieźli Jankę i pojechali dalej. Jakiś czas później, wchodząc do mieszkania, Inez wyciągnęła ze skrzynki pocztę. Kiedy zobaczyła kopertę z logo spółdzielni, zaniepokoiła się. Otworzyła ją, kiedy weszli do środka. Przebiegła wzrokiem przez suchą, urzędniczą treść wyszukując kluczowe słowa. Te były zapisane wytłuszczoną czcionką. Podwyżka czynszu, od następnego miesiąca, o trzydzieści pięć procent. Rzuciła kartkę na stół i poszła do kuchni nalać sobie wody, żeby się uspokoić.
Piotr sięgnął po dokument i zapoznał się z treścią.
— To ciekawe, że podnieśli czynsz akurat teraz, kiedy ruszyliśmy z kampanią i nowymi pomysłami — stwierdził z sarkazmem również nalewając sobie wody.
— Nie mogę mieć ani chwili spokoju — odparła Inez z westchnieniem. — Takiego poczucia, że doszliśmy do czegoś i można na chwilę odetchnąć. Jak tylko wychodzę na prostą, od razu pojawia się kolejny problem — rzekła.
— Zamierzasz tak po prostu na to przystać? — zapytał Piotr.
Spojrzała na niego z ogniem w oczach.
— Nie, pójdę jutro porozmawiać w właścicielem — powiedziała. — Może obniży kwotę albo zaczeka aż się rozkręcimy. Nie liczę na wiele, ale w końcu nie wynajmuję od niego od wczoraj.
— Może ma nowego chętnego na ten lokal? — zasugerował mężczyzna, marszcząc brwi. — Pracuję w nieruchomościach. Pójdę z tobą do niego. Sprawdzimy, co kombinuje. Pasuje ci?
W jej wzroku pojawiła się wdzięczność. Podeszła do niego i obejmując go w pasie, przytuliła się.
— Pasuje — odrzekła kładąc głowę na jego ramieniu.
Przygarnął ją do siebie mocniej i pocałował w czubek… tego czegoś, co miała pozawijane na głowie z dredów i warkoczyków.
— Już zapomniałam, jak to jest nie robić wszystkiego samej — mruknęła Inez.
— Mam nadzieję, że ci to przypomnę — odparł Piotr równie cicho. — Wracam do siebie. Idź spać i nie martw się o jutro. Nie zostawię cię z tym.
Pokiwała głową i powoli odsunęła się od niego, rzucając mu kokieteryjne spojrzenie. Może to na skutek wypitego z dziewczynami alkoholu, poczuła nagły przypływ odwagi.
— Piotr, — zaczęła, przeciągając jego imię z pozorną beztroską — nie męczy cię to, że za każdym razem jak mnie przywozisz do domu, to wpadasz na chwilę, a potem musisz jechać do siebie? — zapytała.
Lekko rozbawiony, uniósł brew.
— Do czego zmierzasz?
— Do tego, że gdybyś się ze mną ożenił, to mógłbyś tu po prostu mieszkać. Wtedy nie trzeba byłoby się żegnać co wieczór.
Zamilkł. Patrzył na nią przez dłuższą chwilę, jakby próbował upewnić się, że dobrze usłyszał.
— Naprawdę chciałabyś, żebym się z tobą ożenił? — zapytał cicho, już bez śladu żartu w głosie.
Inez skrzyżowała ramiona na piersi.
— A co? Chcesz czekać kolejne dwadzieścia lat? Albo... może trzymają cię jeszcze jakieś zobowiązania, o których nie wiem? — rzuciła z nutą ironii, próbując rozładować napięcie, które sama wywołała.
— Nie, po prostu… a nieważne — urwał, machnąwszy ręką. Zrobił krok bliżej, jego spojrzenie nabrało ostrości.
— Inez, mam nadzieję, że nie przemawia przez ciebie wypity alkohol, bo twoja odpowiedź będzie wiążąca.
Nachylił się lekko.
— Wyjdziesz za mnie?
Zabrzmiało jak wyzwanie. Odwzajemniła jego spojrzenie. W jej oczach nie było ani cienia wątpliwości.
— Tak — odpowiedziała cicho, ale z mocą.
Przez moment patrzyli na siebie w milczeniu. Potem Piotr uśmiechnął się powoli — tym swoim uśmiechem, który zawsze rozbrajał jej niepokój — i wyciągnął dłoń tak, jak wyciąga się ją do zawarcia umowy. Podała mu swoją. Jej uścisk był konkretny.
— No to mamy ustalone — powiedział łagodnie. — O szczegółach pogadamy jutro.
Kiedy wyszedł i zamknął za sobą drzwi, Inez wróciła do kuchni, po czym sięgnęła po telefon i napisała krótką wiadomość na grupowym czacie z Janką i Liwią:
„Dziewczyny, właśnie oświadczyłam się Piotrowi.”
Nie musiała długo czekać.
Janka:
COOOOOOOO?! 🙀 I POWIEDZIAŁ TAK?!
Liwia:
Czy to się liczy jako oficjalne zaręczyny, jeśli ty się oświadczyłaś jemu? Bo jeśli tak, to jest to najpiękniejsze odwrócenie ról ever 😍
Janka:
Totalnie się liczy. Feministyczna królowa glutenowego imperium. 👑
Inez:
Upewnił się, czy na pewno nie jestem pod wpływem alkoholu, bo umowa będzie wiążąca, a potem zapytał, czy za niego wyjdę. A raczej rzucił mi wyzwanie, jakby nie do końca wierzył, że się nie wycofam ze strachu.
Liwia:
I nie wycofałaś się?
Inez:
NIE!!!
Janka:
Ale skąd taki pomysł, tak nagle?
Inez:
Zapytałam, czy nie ma dość tego, że zawsze musi wracać do siebie i że mógłby w końcu coś z tym zrobić – na przykład ożenić się ze mną.
Liwia:
Znam bardziej romantyczne powody, ale Twój też jest dobry 😂👌🏻.
Inez uśmiechnęła się sama do siebie, wpatrując się w ekran, na którym właśnie wyświetliło się:
Janka:
Jakby co, to mam zeszyt z pomysłami na wesele. Kiedyś zaczęłam taki prowadzić. Widzę, że się przyda. 😝
Liwia:
To jest jednocześnie słodkie i niepokojące. 😂
Inez:
To jest Janka.😄 A nam wypomina, że jesteśmy „harlequinowskie”. Idę spać. Jutro będziemy omawiać szczegóły, muszę być wypoczęta i przytomna.
Kobiety życzyły sobie dobrej nocy. Inez spojrzała na pozostawiony przez Piotra kubek. Potem przeszła do sypialni, rzuciła telefon na komodę, zdjęła kolczyki i mruknęła do siebie z półuśmiechem:
— Chyba serio się zaręczyłam. Kurka wodna.
I zaraz potem zachciało jej się śmiać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz