Inez, Jacek i Piotr
W kolejnym tygodniu w piekarni Inez, zaczęli pojawiać się dziwni klienci. Początkowo nie wzbudzało to niczyjego niepokoju, ale w końcu jeden z nich sprawił, że w Jacku wzmogła się czujność. Było to gdzieś w połowie tygodnia. Dochodził kwadrans po dziewiątej, kiedy wszedł. Jacka zaintrygował fakt, że nie ściągnął okularów przeciwsłonecznych. Mimo wysokich temperatur na zewnątrz, ubrany był w klasyczną marynarkę. Zanim podszedł do lady, rozglądał się chwilę po lokalu, jakby chciał zapamiętać jego układ.
— Dzień dobry — Jacek zagadał do niego pierwszy. — Coś podać? Na śniadanie? Na przekąskę? — spytał.
— A co pan poleca? — zapytał klient, rozglądając się po półkach, ale Jacek domyślał się, że jego wzrok nie zatrzymywał się na żadnym wypieku.
— Dziś mamy bardzo dobrą tartę z ricottą i suszonymi pomidorami, jeśli chciałby pan coś wytrawnego. Na słodko: rogaliki z nadzieniem pistacjowym — rzekł.
— Aha… — mruknął mężczyzna. — A wypiekacie państwo na miejscu?
Jacek zmarszczył brwi.
— Tak, oczywiście — odparł.
— A macie dostawę mąki prosto z młyna czy kupujecie w hurtowni? — indagował dalej klient.
Jacek poczuł, że zaczyna go lekko irytować, ale wstrzymał nerwy na wodzy.
— Przepraszam, a pan z jakiej jest redakcji? — rzucił z lekkim uśmiechem, który tylko udawał uprzejmość.
— Redakcji? — Mężczyzna spojrzał na niego, a jego brwi uniosły się nad okularami. — Nie jestem dziennikarzem. Po prostu interesuję się rynkiem piekarniczym. Hobbystycznie.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, Jacek próbując przejrzeć coś przez ciemne szkła.
— W takim razie… zapraszam na naszego fanpage’a — powiedział w końcu. — Tam są informacje o naszej piekarni. A tymczasem co podać?
Mężczyzna kupił tartę i dwie bagietki. Zapłacił gotówką. Gdy wychodził, jeszcze raz obrzucił wzrokiem wnętrze piekarni.
Po jego wyjściu Jacek natychmiast udał się na zaplecze i zrelacjonował pozostałym zachowanie klienta.
— Znowu ci z konkurencji zaczynają coś kombinować — stwierdziła Inez strzelając fartuch na blat. — Będą sprawdzać, w czym mogą nas przebić albo szukać słabych stron. Musimy na nich uważać.
Po południu gości obsługiwała szefowa. W pewnym momencie do lokalu weszła kobieta, którą zainteresowały słodkie wypieki, a raczej ich dokładny skład. Dopóki pytała o alergeny, Inez była w stanie to zrozumieć. Mogła być ostrożna ze względu na swój stan zdrowia. Ale po tym jak zaczęła wypytywać o dostawców produktów oraz o certyfikaty jakości produktów, nie wytrzymała.
— Pani planuje coś kupić, czy może zrobić u mnie kontrolę jakości? — zapytała.
Kobieta zaśmiała się lekko.
— Przepraszam — powiedziała, wzruszając ramionami. — Po prostu lubię wiedzieć, co jem. A wezmę… rogalika z nadzieniem pistacjowym i czarną kawę. Na wynos.
Kiedy wyszła, Inez patrzyła za nią przez chwilę. Klientka wsiadła do samochodu i odjechała. Przed zamknięciem lokalu przyjechał Piotr. Po zachowaniu przyjaciół od razu domyślił się, że coś się wydarzyło w ciągu dnia. Jacek w kilku zdaniach opowiedział mu o dziwnym zachowaniu klientów.
— Faktycznie, wyglądało to podejrzanie — przyznał Piotr. — Ewidentnie czegoś szukają. Musicie być ostrożni.
— Może zmiana miejsca nie byłaby wcale złym rozwiązaniem? — rzuciła Inez.
— Kochanie, im właśnie o to chodzi — odparł. — Żeby wytrącić cię z równowagi. Poradzimy sobie i nie damy się wyrzucić stąd żadnej sieciówce.
Skinęła głową po czym oparła ją na ramieniu mężczyzny a on delikatnie pogładził ją po ręce.
— Będzie dobrze — powiedział cicho.
Następnego dnia do lokalu przyszło dwoje ludzi — kobieta i mężczyzna, którzy wyglądali na urzędników. Piotr siedział na sali przy stoliku i pił kawę. Kobieta rzuciła na niego okiem po czym podeszła prosto do lady. Mężczyzna trzymał się kilka kroków za nią i lustrował wnętrze. Jacek podszedł do nich z uprzejmym uśmiechem.
— Co podać?
— Jesteśmy z Sanepidu — oznajmiła kobieta, po czym równo z kolegą wyjęli legitymacje służbowe. — Możemy przejść na zaplecze?
— Zapraszam — rzekł Jacek spokojnie. — Szefowo, mamy kontrolę z Sanepidu — oznajmił na wejściu. Inez wyszła z części kuchennej, niosąc dla inspektorów stroje przygotowane do założenia przez wejściem do części produkcyjnej.
— Dzień dobry — przywitała się.
Kontrola trwała około godziny. Przeglądnęli wszystkie dokumenty, zajrzeli do każdego kąta. Inez nie wiedziała, czego konkretnie szukali, ale raczej tego nie znaleźli, bo wyszli z pomrukiem, że wszystko jest w porządku. Inspektorka spojrzała na Inez o wiele cieplejszym wzrokiem niż na początku wizyty.
— Ktoś próbuje pani zaszkodzić — powiedziała cicho. — Dostaliśmy zgłoszenie, ale wszystko z tego, co próbowali pani zarzucić, nie potwierdziło się.
— Przypuszczam, że konkurencja chce sobie wyczyścić teren — odparła Inez. — Ale jak pani widzi, nie mam nic do ukrycia i staram się prowadzić lokal według obowiązujących norm i zasad.
— Tak proszę trzymać.
Przechodząc przez salę inspektorzy spojrzeli na Piotra, który nadal pił kawę i pisał coś w laptopie.
— Pan jest klientem? — spytał urzędnik.
Piotr spojrzał na niego.
— Lubię ich kawę — odpowiedział. — Czasami wpadam tutaj popracować i wtedy wypijam ze dwie filiżanki.
Inspektor westchnął, przekartkował notatnik i powiedział surowo:
— Proszę mieć na uwadze, że każda osoba przebywająca w pobliżu produkcji musi spełniać wymogi sanitarne. Jeśli zechce pan kiedyś wejść do kuchni czy magazynu, będzie potrzebował aktualnych badań i odpowiedniego stroju.
— Rozumiemy i zadbamy o to — zapewniła Inez.
Urzędnicy pożegnali się i wyszli.
Inez odczekała, aż odjadą, po czym klapnęła ciężko na stołek obok Piotra.
— Konkurencja robi wszystko, żeby nas wykończyć — rzekła.
Jacek podszedł do nich z filiżankami kawy.
— Dobrze, że zawsze mamy wszystko idealnie posprzątane — stwierdził.
— O tak — przyznała Inez. — Trzeba uważać na dostawy. Sprawdzać wszystko, czy nie ma robaków, czy gdzieś się nie dostały jakieś gryzonie — oznajmiła.
— Nigdy nic takiego nie miało miejsca — rzekł Jacek ze zdziwieniem.
— Nigdy też nie mieliśmy takiego „nalotu” — odparła Inez. — Trzeba zachować czujność.
— To prawda — zgodził się z nią Piotr. — Zasada ograniczonego zaufania może się tutaj sprawdzić.
— Ale co? Myślicie, że pytali o dostawców, żeby ich przekupić? To już byłby szczyt bezczelności — oburzył się Jacek.
— Lepiej dmuchać na zimne niż się sparzyć — stwierdziła Inez z westchnieniem.
Do lokalu wpadła Marta, sekretarka z firmy Aladyn.
— Dzień dobry, Michał wysłał mnie po coś do kawy i obiad dla niego. Co polecacie dzisiaj? — spytała.
Inez podniosła się z uśmiechem.
— Wszystko — odparła. — Ale dla Michała może być tarta z kurczakiem i sałatka — dodała.
— Biorę. I dwadzieścia babeczek karmelowych.
Marta wyszła z torbą pełną jedzenia, a w lokalu na moment zrobiło się cicho. Inez spojrzała na Piotra, który siedział obok z kubkiem kawy i na Jacka, który właśnie dolewał wody do ekspresu.
— Wiecie co? — odezwała się w końcu. — Nie dam się zastraszyć. Mogą przysyłać swoich ludzi, mogą pisać bzdury w Internecie, mogą nawet urządzać kontrole codziennie, jeśli mają na to czas i energię. Ale ja i tak będę robić to, co potrafię najlepiej.
Piotr uniósł brew.
— Piec najlepsze ciasta w mieście?
— Dokładnie — odparła z uśmiechem, choć w jej głosie pobrzmiewała determinacja.
Jacek zaśmiał się krótko, trochę nerwowo, ale też z ulgą.
— To przynajmniej wiemy, że jutro przyjdą tu nie tylko „szpiedzy”, ale i ludzie, którzy naprawdę kochają te wypieki.
Inez odgarnęła kosmyk włosów z twarzy i odetchnęła głęboko.
— Niech przychodzą. Na każdego klienta, który zadaje za dużo pytań, przypada dziesięciu, którzy po prostu chcą zjeść coś dobrego. I to oni są dla mnie najważniejsi.
Piotr skinął głową i dotknął jej dłoni, jakby chciał przypieczętować to postanowienie.
— I to jest właściwe podejście. A teraz, zanim ktoś wpadnie z kolejnym dziwnym pytaniem… może w końcu spróbuję tej tarty, o której wszyscy tyle mówią?
— To ja ją podgrzeję — rzucił Jacek, idąc w stronę kuchni.
Inez uśmiechnęła się lekko. Wiedziała, że trudności jeszcze się nie skończyły. Ale w tej chwili, w otoczeniu zapachu świeżego chleba i gwaru kawiarni, poczuła, że ma przy sobie ludzi, na których naprawdę może polegać.
Antek, Piotr i Rafał
Stowarzyszenie odstawionych na bok
Wraz z nadejściem weekendu, okazało się, że Janka ma dwa dyżury pod rząd. Rafał spędził przedpołudnie z dziećmi na ogarnianiu domu, ale kilka godzin później, kiedy Emilia wyszła na randkę, a młodsze pociechy zabrała do siebie babcia, zaczął się nudzić. Mógł podzwonić do starych kumpli i wyjść z nimi gdzieś na piwo, ale średnio chciało mu się włóczyć po lokalach o kuli i z jeszcze bolącą nogą. Nagle pomyślał o Antku. Janka coś wspominała, że Liwia ostatnio spędzała sporo czasu w studiu, bo nadrabiała zaległości w pracy, a on już wrócił do swojego mieszkania. Mógłby do niego zadzwonić. Wymienili się numerami na wspólnym spotkaniu. A jak spędzał wieczór z rodziną? Albo może jednak Liwia wpadła do niego, albo on do niej? Machnął ręką. Zadzwoni. Jak się okaże, że Antek jest zajęty, to po prostu zakończy rozmowę i tyle. Wyszukał kontakt i nacisnął zieloną słuchawkę.
— Halo? — odezwał się głos w słuchawce.
— Cześć, mówi Rafał.
— Hej, co tam?
Antek wydawał się lekko zaskoczony telefonem od kolegi.
— Tak sobie siedzę sam w domu i pomyślałem, że zadzwonię i zobaczę, czy może ty też nie siedzisz sam… — zaczął Rafał z lekką dozą nieśmiałości.
Usłyszał śmiech w słuchawce.
— Siedzę — odparł Antek. — Chcesz gadać przez telefon czy wolisz na żywo?
— Na żywo zawsze lepiej, ale czy to nie będzie zbyt obciążające dla ciebie?
— Nie będzie. Możemy spotkać się u mnie albo u ciebie, lokale na razie wolałbym sobie darować.
— To podobnie, jak ja. A może byśmy sprawdzili, co robi Piotr?
— Dobry pomysł. Spotkanie w męskim gronie.
— To zadzwonię do niego i dam ci znać, co dalej.
— Świetnie, czekam.
Rafał rozłączył się i zadzwonił do Piotra. Okazało się, że Inez tego wieczoru testowała z Andrzejem jakiś nowy przepis na chleb bezglutenowy więc w zasadzie mógł dołączyć do pozostałych mężczyzn. Umówili się, że zrobi po drodze zakupy, podjedzie po Rafała i razem pojadą do Antka.
Na miejsce dotarli jakąś godzinę później. Rafał, jak zwykle, musiał trochę ponarzekać na to, że nadal musi chodzić o kuli i ciągle sporo mu brakuje do pełnej sprawności. Piotr odnosił wrażenie, że kiedy jego dzieci i Janka znikały z horyzontu, on sam stawał się jak dziecko.
Stanęli przed drzwiami i jeden z nich nacisnął dzwonek. Po chwili stanął przed nimi Antek. Jego wygląd tak różnił się od tego z poprzedniego spotkania, że zarówno Piotr jak i Rafał zaniemówili na moment. Na głowie miał pierwsze milimetry odrośniętych włosów, jego sylwetka była szczupła, ale już nie wychudzona, a w oczach tliła się znajoma iskierka humoru.
— Cześć, dobrze was widzieć — rzucił z lekkim uśmiechem. — Zapraszam w progi rekonwalescenta. Mam herbatę, wodę i chrupki ryżowe. Raj luksusu.
— Też coś mam — Piotr uniósł reklamówkę. — Wyglądasz lepiej niż powinieneś — stwierdził trochę z podziwem, trochę żartując. — Tydzień po operacji i już w koszuli, nie w dresie?
Antek wzruszył ramionami i uśmiechnął się szerzej.
— No, co zrobić, staram się zachowywać pewne standardy — odparł w tym samym tonie i odsunął się, by wpuścić gości.
Rafał zmierzył go wzrokiem, ale w jego spojrzeniu także tlił się humor.
— Czyli nadal to ja wyglądam na najcięższy przypadek.
Antek uniósł brew.
— Chciałbyś się zamienić? — spytał.
Kolega spuścił wzrok, lekko zawstydzony.
— Po prostu chciałem zażartować — odrzekł.
— Ty zawsze musisz być w centrum uwagi — wtrącił Piotr przewracając oczami.
— Dobra, dajmy spokój — rzekł Antek ugodowym tonem. — Wchodźcie i siadajcie.
Usiedli w salonie. Piotr rozpakował zakupy, wyciągając wodę mineralną i jakieś lekkie ciastka. Resztę rzeczy zaniósł do kuchni. Rafał usiadł wyciągając przed siebie nogę.
— No to jak się trzymasz? – spytał Antka, poważniejąc.
— Jest dobrze — odpowiedział tamten spokojnie. — Rehabilitacja zrobiła swoje. Czuję, że… wracam do siebie.
Zapadła krótka cisza, którą przerwał Piotr.
— Podziwiam twoją determinację i wytrwałość — rzekł. — Wiele osób załamałoby się i czekało biernie na dalszy ciąg wydarzeń, ale ty potrafiłeś wziąć sprawy w swoje ręce. Już sam fakt, że przez cały czas korzystałeś z pomocy fizjoterapeuty jest czymś nieczęsto spotykanym w tym stanie. To chyba dało dobre rezultaty?
Antek pokiwał głową.
— Magda zrobiła świetną robotę — przyznał. — Dzięki temu wiem, jak się ruszać, jak trzymać sylwetkę, nawet jak oddychać, żeby nie bolało — wyjaśnił z uśmiechem.
Piotr zerknął na niego, unosząc brew.
— Powiedz mi jedno… Liwia nie jest trochę zazdrosna o twoją rehabilitantkę? — mruknął półżartem. — W końcu spędzasz z nią sporo czasu.
Mężczyzna lekko pokręcił głową.
— Nie, Piotrze. Liwia mi ufa. A poza tym… — zrobił krótką pauzę i spojrzał na niego poważniej, choć z błyskiem w oku — ona też niedługo będzie miała okazję się zrelaksować.
Rafał spojrzał na niego zaciekawiony.
— Co masz na myśli?
— Zamówiłem dla niej kilka sesji u Magdy — odparł Antek. — Masaże, ćwiczenia oddechowe, trochę ruchu, trochę odprężenia. Niech zobaczy, co ja mam na co dzień.
Piotr prychnął śmiechem.
— Serio? Chcesz wysłać dziewczynę do swojej rehabilitantki? — spytał.
— Serio. Moja choroba na niej też zostawiła ślad i teraz to wszystko odreagowuje. Nadrabia zaległości, jest przepracowana, nie dojada. W ten sposób mogę o nią zadbać.
Rafał kiwnął głową z uznaniem.
— To całkiem rozsądne — stwierdził.
Piotr westchnął ciężko.
— Chyba będę musiał znaleźć swoją „Magdę”, jeśli będę chciał takiego wsparcia dla Inez, bo ona niedługo wpadnie w nerwicę.
— A co się dzieje? — zapytał Antek.
— Konkurencja nie daje jej spokoju. W tym tygodniu miała dwoje dziwnych klientów, którzy lustrowali lokal i próbowali wypytać, o co tylko się dało. Jakby tego było mało to jeszcze wpadł Sanepid, przeglądnął jej wszystkie dokumenty i skontrolował całe zaplecze. W końcu inspektorka sama przyznała, że ktoś ich nasłał.
— Nieźle sobie pozwalają — rzekł Rafał.
— Ewidentnie chcą ją wykurzyć z tamtego lokalu, ale nie będzie tak łatwo.
— Nie dajcie się. Zbierajcie dowody takich sytuacji, sprawdzajcie skąd są ci ludzie i czego chcą. Bądźcie czujni — poradził Antek.
— Będziemy. Pobijemy ich jakością i nieustępliwością. A twoja firma jest stałym klientem piekarni — oznajmił Piotr.
— Michał lubi, kiedy mamy „coś do kawy”.
— Aż dziwne, że ja tam jeszcze nie dotarłem. Janka i dzieciaki też lubią zjeść coś słodkiego — rzekł Rafał. — Muszę w końcu zajrzeć do Inez.
— Koniecznie. Zwłaszcza, że Janka uwielbia jej rogaliki — rzekł Piotr ze śmiechem.
— W ogóle to fajny nam wyszedł ten dzisiejszy spontan. Nasze dziewczyny w pracy, a my tacy porzuceni, nie użalamy się nad sobą tylko organizujemy swoje spotkanie. I wcale nie musi być przy piwie i niezdrowych przekąskach.
— Może nie porzuceni, ale chwilowo odstawieni na bok — poprawił Antek sięgając po ryżowego chrupka.
— Ha! To jest dobre — stwierdził Piotr. — Oficjalnie powołuję „Stowarzyszenie odstawionych na bok”.
Rafał parsknął śmiechem.
— Brzmi jak nazwa grupy wsparcia. Jeszcze brakuje, żebyśmy mieli statut i wpisowe — powiedział.
— I obowiązkowe spotkania, kiedy dziewczyny zajmują się pracą — dodał Piotr.
— To znaczy codziennie? — rzucił Rafał.
W pokoju rozległ się śmiech, a atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej swobodna.
— To co, robimy statut? — mruknął Piotr. — Paragraf pierwszy: członkowie stowarzyszenia mają prawo marudzić, ale tylko w swoim gronie.
— Paragraf drugi: członkowie mają obowiązek śmiać się z żartów innych, nawet jak są beznadziejne — dorzucił Antek.
— Czyli z moich – skwitował Rafał.
Roześmiali się znowu.
— A tak między nami — odezwał się Piotr — cieszę się, że możemy siedzieć razem i gadać. — Zerknął na nich, a jego poważna mina na moment złagodniała. — Nasze dziewczyny się przyjaźnią więc my stanowiąc ich wsparcie jednocześnie możemy wzajemnie sobie pomagać. Ty, Rafał, samotny ojciec z trójką dzieci też jesteś niezłym bohaterem. Przypuszczam, że chociaż tutaj trochę się zgrywasz to na co dzień dajesz z siebie maksimum troski i odpowiedzialności.
— Ej, weź… jak tak dalej pójdzie, to zaczniemy się przytulać — zakpił Rafał, ale ton miał miękki.
— Możemy cię zawsze zostawić na klatce — odgryzł się Piotr.
— O nie, jeszcze się nie pozbywajcie kulawca — Rafał machnął dłonią. — Bo kto będzie wam przypominał, że życie to nie tylko zasady i paragrafy?
Antek popatrzył na nich obu i westchnął z uśmiechem.
— Wiecie, to naprawdę dziwne, ale mimo że obaj mnie dzisiaj wykańczacie, czuję się po tym spotkaniu lepiej niż po wszystkich wizytach kontrolnych.
— Bo my jesteśmy najlepszą terapią — rzucił Rafał. — I najtańszą.
— No, to akurat zależy, jaką kolację Piotr dla nas ugotuje — dodał Antek.
— A to ja mam gotować?! – oburzył się Piotr.
— Jak już zawaliłeś połowę mojej lodówki jakimiś produktami to teraz zrób z nich użytek — odrzekł Antek.
— No dobrze — westchnął Piotr, podnosząc się z fotela. — Sam się wkopałem.
— Ale pamiętaj — odezwał się Antek. — Lekarz kazał mi trzymać dietę lekkostrawną.
— Oho, zaczyna się — mruknął Rafał. — Zaraz wyciągniesz listę produktów zakazanych dłuższą niż kodeks cywilny.
— Lepiej mieć listę niż wrzody — odburknął Piotr, idąc do kuchni.
Pozostali podnieśli się z kanapy i poszli za nim, siadając na kuchennych stołkach.
— Słuchajcie, zrobię coś prostego — oznajmił. — Makaron pełnoziarnisty z warzywami na parze.
— Brzmi jak kara, a nie kolacja — stwierdził Rafał, lekko się krzywiąc.
— Możesz zostać przy wodzie i herbacie.
— A nie możemy zrobić pizzy? — zaproponował mężczyzna. — Lekkostrawnej. Bez sera. Bez sosu. Bez… ciasta.
— Czyli… sałata — podsumował Antek ze śmiechem.
Rafał pokiwał głową z powagą.
— Idealnie. Sałata w kształcie koła. To będzie nasza pizza.
— Zrób taką dzieciom na kolację — odparł Piotr mieszając coś w garnku.
Co jakiś czas pytał o jakieś naczynie albo przyprawę. Kilkanaście minut później przed pozostałą dwójką na stole pojawiły się talerze z porcją makaronu z kolorowymi warzywami.
— Voilà — ogłosił. — Kolacja zgodna z zaleceniami lekarskimi.
Rafał przez moment wpatrywał się w postawione przed nim danie.
— A gdzie mięso? — zapytał w końcu.
— Na plakacie w sklepie — odparł Piotr. — Smacznego.
Zjedli. Kolacja choć była prosta, smakowała zaskakująco dobrze. Makaron nie był rozgotowany, a warzywa delikatne i chrupkie. Jednak najlepsza była atmosfera, która panowała między mężczyznami. Przy stole nie brakowało docinków, ale i chwil, gdy po prostu cieszyli się swoim towarzystwem. Po posiłku nawet posprzątali po sobie.
Jakiś czas później Piotr zerknął na zegarek.
— Dobra, musimy się zbierać — oznajmił. — Chcę jeszcze odebrać Inez z piekarni.
Wstali i przeszli do przedpokoju.
— Dzięki za to spotkanie — rzekł Antek. — Myślę, że od czasu do czasu musimy to powtarzać.
— Jestem za — odparł Rafał.
— Ja też — dodał Piotr. — Odpocznij – rzucił do Antka tonem, jakby wydawał rozkaz.
— Jedz marchewkę — dorzucił Rafał, krzywiąc się na własny żart.
Antek roześmiał się cicho i pokręcił głową.
— Idźcie już — odparł i uniósł dłoń na pożegnanie.
Kiedy drzwi zamknęły się za nimi, Rafał i Piotr spojrzeli na siebie z uśmiechem.
— To spotkanie to był naprawdę dobry pomysł — rzekł Piotr.
— Prawda? Lepsze to niż siedzenie samemu w pustym mieszkaniu.
— Zdecydowanie. Tylko błagam, przestań się tyle zgrywać.
Rafał roześmiał się.
— Nie mogę cały czas być poważnym i odpowiedzialnym ojcem — odrzekł.
— Dobra. Poddaję się — Piotr uniósł ręce. — Rozwalasz system i dobrze o tym wiesz.
— Każdy z nas go rozwala — stwierdził Rafał już całkowicie poważnie, — bo ma swoje przeżycia. Ale cieszę się, że nas nie złamały. Możemy stać się naprawdę fajną paczką.
— Nawet stowarzyszeniem — poprawił Piotr uśmiechając się.
— Odstawionych na bok, ale i tak czuwających.
— Nieustannie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz