poniedziałek, 8 września 2025

Rozdział 43

Inez, Jacek i Piotr 

 

W kolejnym tygodniu w piekarni Inez, zaczęli pojawiać się dziwni klienci. Początkowo nie wzbudzało to niczyjego niepokoju, ale w końcu jeden z nich sprawił, że w Jacku wzmogła sczujność. Było to gdzieś w połowie tygodnia. Dochodził kwadrans po dziewiątej, kiedy wszedł. Jacka zaintrygował fakt, że nie ściągnął okularów przeciwsłonecznych. Mimo wysokich temperatur na zewnątrz, ubrany był w klasyczną marynarkę. Zanim podszedł do lady, rozglądał się chwilę po lokalu, jakby chciał zapamiętać jego układ.  

— Dzień dobry — Jacek zagadał do niego pierwszy. — Coś podać? Na śniadanie? Na przekąskę? — spytał. 

— A co pan poleca? — zapytał klient, rozglądając się po półkach, ale Jacek domyślał się, że jego wzrok nie zatrzymywał się na żadnym wypieku. 

— Dziś mamy bardzo dobrą tartę z ricottą i suszonymi pomidorami, jeśli chciałby pan coś wytrawnego. Na słodko: rogaliki z nadzieniem pistacjowym — rzekł. 

— Aha… — mruknął mężczyzna. — A wypiekacie państwo na miejscu? 

Jacek zmarszczył brwi. 

— Tak, oczywiście — odparł. 

A macie dostawę mąki prosto z młyna czy kupujecie w hurtowni? — indagował dalej klient. 

Jacek poczuł, że zaczyna go lekko irytować, ale wstrzymał nerwy na wodzy. 

— Przepraszam, a pan z jakiej jest redakcji? — rzucił z lekkim uśmiechem, który tylko udawał uprzejmość. 

— Redakcji? — żczyzna spojrzał na niego, a jego brwi uniosły się nad okularami. — Nie jestem dziennikarzem. Po prostu interesuję się rynkiem piekarniczym. Hobbystycznie. 

Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, Jacek próbując przejrzeć coś przez ciemne szkła. 

— W takim razie… zapraszam na naszego fanpage’a — powiedział w końcu. — Tam są informacje o naszej piekarni. A tymczasem co podać?  

Mężczyzna kupił tartę i dwie bagietki. Zapłacił gotówką. Gdy wychodził, jeszcze raz obrzucił wzrokiem wnętrze piekarni. 

Po jego wyjściu Jacek natychmiast udał się na zaplecze i zrelacjonował pozostałym zachowanie klienta. 

Znowu ci z konkurencji zaczynają coś kombinować — stwierdziła Inez strzelając fartuch na blat. — Będą sprawdzać, w czym mogą nas przebić albo szukać słabych stron. Musimy na nich uważać. 

Po południu gości obsługiwała szefowa. W pewnym momencie do lokalu weszła kobieta, którą zainteresowały słodkie wypieki, a raczej ich dokładny skład. Dopóki pytała o alergeny, Inez była w stanie to zrozumieć. Mogła być ostrożna ze względu na swój stan zdrowia. Ale po tym jak zaczęła wypytywać o dostawców produktów oraz o certyfikaty jakości produktów, nie wytrzymała. 

— Pani planuje coś kupić, czy może zrobić u mnie kontrolę jakości? — zapytała. 

Kobieta zaśmiała się lekko. 

— Przepraszam — powiedziała, wzruszając ramionami. — Po prostu lubię wiedzieć, co jem. A wezmę… rogalika z nadzieniem pistacjowym i czarną kawę. Na wynos. 

Kiedy wyszła, Inez patrzyła za nią przez chwilę. Klientka wsiadła do samochodu i odjechała. Przed zamknięciem lokalu przyjechał Piotr. Po zachowaniu przyjaciół od razu domyślił się, że coś się wydarzyło w ciągu dnia. Jacek w kilku zdaniach opowiedział mu o dziwnym zachowaniu klientów. 

— Faktycznie, wyglądało to podejrzanie — przyznał Piotr. — Ewidentnie czegoś szukają. Musicie być ostrożni. 

— Może zmiana miejsca nie byłaby wcale złym rozwiązaniem? — rzuciła Inez. 

— Kochanie, im właśnie o to chodzi — odparł. Żeby wytrącić cię z równowagi. Poradzimy sobie i nie damy się wyrzucić stąd żadnej sieciówce. 

Skinęła głową po czym oparła ją na ramieniu mężczyzny a on delikatnie pogładził ją po ręce. 

— Będzie dobrze — powiedział cicho. 

 

Następnego dnia do lokalu przyszło dwoje ludzi — kobieta i mężczyzna, którzy wyglądali na urzędników. Piotr siedział na sali przy stoliku i pił kawę. Kobieta rzuciła na niego okiem po czym podeszła prosto do lady. Mężczyzna trzymał się kilka kroków za nią i lustrował wnętrze. Jacek podszedł do nich z uprzejmym uśmiechem. 

Co podać? 

— Jesteśmy z Sanepidu — oznajmiła kobieta, po czym równo z kolegą wyjęli legitymacje służbowe. — Możemy przejść na zaplecze? 

— Zapraszam — rzekł Jacek spokojnie. — Szefowo, mamy kontrolę z Sanepidu — oznajmił na wejściu. Inez wyszła z części kuchennej, niosąc dla inspektorów stroje przygotowane do założenia przez wejściem do części produkcyjnej. 

— Dzień dobry — przywitała się. 

Kontrola trwała około godziny. Przeglądnęli wszystkie dokumenty, zajrzeli do każdego kąta. Inez nie wiedziała, czego konkretnie szukali, ale raczej tego nie znaleźli, bo wyszli z pomrukiem, że wszystko jest w porządku. Inspektorka spojrzała na Inez o wiele cieplejszym wzrokiem niż na początku wizyty. 

Ktoś próbuje pani zaszkodzić — powiedziała cicho. — Dostaliśmy zgłoszenie, ale wszystko z tego, co próbowali pani zarzucić, nie potwierdziło się. 

— Przypuszczam, że konkurencja chce sobie wyczyścić teren — odparła Inez. — Ale jak pani widzi, nie mam nic do ukrycia i staram się prowadzić lokal według obowiązujących norm i zasad. 

— Tak proszę trzymać. 

Przechodząc przez salę inspektorzy spojrzeli na Piotra, który nadal pił kawę i pisał coś w laptopie. 

— Pan jest klientem? — spytał urzędnik. 

Piotr spojrzał na niego. 

— Lubię ich kawę — odpowiedział. Czasami wpadam tutaj popracować i wtedy wypijam ze dwie filiżanki. 

Inspektor westchnął, przekartkował notatnik i powiedział surowo: 

— Proszę mieć na uwadze, że każda osoba przebywająca w pobliżu produkcji musi spełniać wymogi sanitarne. Jeśli zechce pan kiedyś wejść do kuchni czy magazynu, będzie potrzebował aktualnych badań i odpowiedniego stroju. 

— Rozumiemy i zadbamy o to — zapewniła Inez. 

Urzędnicy pożegnali się i wyszli. 

Inez odczekała, aż odjadą, po czym klapnęła ciężko na stołek obok Piotra. 

— Konkurencja robi wszystko, żeby nas wykończyć — rzekła. 

Jacek podszedł do nich z filiżankami kawy. 

— Dobrze, że zawsze mamy wszystko idealnie posprzątane — stwierdził. 

— O tak — przyznała Inez. —  Trzeba uważać na dostawy. Sprawdzać wszystko, czy nie ma robaków, czy gdzieś się nie dostały jakieś gryzonie — oznajmiła. 

— Nigdy nic takiego nie miało miejsca — rzekł Jacek ze zdziwieniem. 

— Nigdy też nie mieliśmy takiego „nalotu” — odparła Inez. — Trzeba zachować czujność. 

— To prawda — zgodził się z nią Piotr. — Zasada ograniczonego zaufania może się tutaj sprawdzić. 

— Ale co? Myślicie, że pytali o dostawców, żeby ich przekupić? To już byłby szczyt bezczelności — oburzył się Jacek. 

Lepiej dmuchać na zimne niż się sparzyć — stwierdziła Inez z westchnieniem. 

Do lokalu wpadła Marta, sekretarka z firmy Aladyn. 

— Dzień dobry, Michał wysłał mnie po coś do kawy i obiad dla niego. Co polecacie dzisiaj? — spytała. 

Inez podniosła się z uśmiechem. 

Wszystko — odparła. — Ale dla Michała może być tarta z kurczakiem i sałatka — dodała. 

— Biorę. I dwadzieścia babeczek karmelowych. 

Marta wyszła z torbą pełną jedzenia, a w lokalu na moment zrobiło się cicho. Inez spojrzała na Piotra, który siedział obok z kubkiem kawy i na Jacka, który właśnie dolewał wody do ekspresu.  

— Wiecie co? — odezwała się w końcu. — Nie dam się zastraszyć. Mogą przysyłać swoich ludzi, mogą pisać bzdury w Internecie, mogą nawet urządzać kontrole codziennie, jeśli mają na to czas i energię. Ale ja i tak będę robić to, co potrafię najlepiej. 

Piotr uniósł brew. 

Piec najlepsze ciasta w mieście? 

— Dokładnie — odparła z uśmiechem, choć w jej głosie pobrzmiewała determinacja. 

Jacek zaśmiał się krótko, trochę nerwowo, ale też z ulgą. 

— To przynajmniej wiemy, że jutro przyjdą tu nie tylko „szpiedzy”, ale i ludzie, którzy naprawdę kochają te wypieki. 

Inez odgarnęła kosmyk włosów z twarzy i odetchnęła głęboko. 

— Niech przychodzą. Na każdego klienta, który zadaje za dużo pytań, przypada dziesięciu, którzy po prostu chcą zjeść coś dobrego. I to oni są dla mnie najważniejsi. 

Piotr skinął głową i dotknął jej dłoni, jakby chciał przypieczętować to postanowienie. 

— I to jest właściwe podejście. A teraz, zanim ktoś wpadnie z kolejnym dziwnym pytaniem… może w końcu spróbuję tej tarty, o której wszyscy tyle mówią? 

— To ja ją podgrzeję — rzucił Jacek, idąc w stronę kuchni. 

Inez uśmiechnęła się lekko. Wiedziała, że trudności jeszcze się nie skończyły. Ale w tej chwili, w otoczeniu zapachu świeżego chleba i gwaru kawiarni, poczuła, że ma przy sobie ludzi, na których naprawdę może polegać. 

 

Antek, Piotr i Rafał 

Stowarzyszenie odstawionych na bok 

 

Wraz z nadejściem weekendu, okazało się, że Janka ma dwa dyżury pod rząd. Rafał spędził przedpołudnie z dziećmi na ogarnianiu domu, ale kilka godzin później, kiedy Emilia wyszła na randkę, a młodsze pociechy zabrała do siebie babcia, zaczął się nudzić. Mógł podzwonić do starych kumpli i wyjść z nimi gdzieś na piwo, ale średnio chciało mu się włóczyć po lokalach o kuli i z jeszcze bolącą nogą. Nagle pomyślał o Antku. Janka coś wspominała, że Liwia ostatnio spędzała sporo czasu w studiu, bo nadrabiała zaległości w pracy, a on już wrócił do swojego mieszkania. Mógłby do niego zadzwonić. Wymienili się numerami na wspólnym spotkaniu. A jak spędzał wieczór z rodziną? Albo może jednak Liwia wpadła do niego, albo on do niej? Machnął ręką. Zadzwoni. Jak się okaże, że Antek jest zajęty, to po prostu zakończy rozmowę i tyle. Wyszukał kontakt i nacisnął zieloną słuchawkę. 

— Halo? — odezwał się głos w słuchawce. 

— Cześć, mówi Rafał. 

— Hej, co tam? 

Antek wydawał się lekko zaskoczony telefonem od kolegi. 

— Tak sobie siedzę sam w domu i pomyślałem, że zadzwonię i zobaczę, czy może ty też nie siedzisz sam… — zaczął Rafał z lekką dozą nieśmiałości. 

Usłyszał śmiech w słuchawce. 

Siedzę — odparł Antek. — Chcesz gadać przez telefon czy wolisz na żywo? 

— Na żywo zawsze lepiej, ale czy to nie będzie zbyt obciążające dla ciebie? 

Nie będzie. Możemy spotkać się u mnie albo u ciebie, lokale na razie wolałbym sobie darować. 

— To podobnie, jak ja. A może byśmy sprawdzili, co robi Piotr? 

— Dobry pomysł. Spotkanie w męskim gronie. 

— To zadzwonię do niego i dam ci znać, co dalej. 

— Świetnie, czekam. 

Rafał rozłączył się i zadzwonił do Piotra. Okazało się, że Inez tego wieczoru testowała z Andrzejem jakiś nowy przepis na chleb bezglutenowy więc w zasadzie mógł dołączyć do pozostałych mężczyzn. Umówili się, że zrobi po drodze zakupy, podjedzie po Rafała i razem pojadą do Antka. 

Na miejsce dotarli jakąś godzinę później. Rafał, jak zwykle, musiał trochę ponarzekać na to, że nadal musi chodzić o kuli i ciągle sporo mu brakuje do pełnej sprawności. Piotr odnosił wrażenie, że kiedy jego dzieci i Janka znikały z horyzontu, on sam stawał się jak dziecko. 

Stanęli przed drzwiami i jeden z nich nacisnął dzwonek. Po chwili stanął przed nimi Antek. Jego wygląd tak różnił się od tego z poprzedniego spotkania, że zarówno Piotr jak i Rafał zaniemówili na moment. Na głowie miał pierwsze milimetry odrośniętych włosów, jego sylwetka była szczupła, ale już nie wychudzona, a w oczach tliła się znajoma iskierka humoru.  

Cześć, dobrze was widzieć rzucił z lekkim uśmiechem. Zapraszam w progi rekonwalescenta. Mam herbatę, wodę i chrupki ryżowe. Raj luksusu. 

— Też coś mam — Piotr uniósł reklamówkę. Wyglądasz lepiej niż powinieneś stwierdził trochę z podziwem, trochę żartując. Tydzień po operacji i już w koszuli, nie w dresie? 

Antek wzruszył ramionami i uśmiechnął się szerzej. 

No, co zrobić, staram się zachowywać pewne standardy odparł w tym samym tonie i odsunął się, by wpuścić gości. 

Rafał zmierzył go wzrokiem, ale w jego spojrzeniu także tlił się humor. 

Czyli nadal to ja wyglądam na najcięższy przypadek. 

Antek uniósł brew. 

— Chciałbyś się zamienić? — spytał. 

Kolega spuścił wzrok, lekko zawstydzony. 

Po prostu chciałem zażartować — odrzekł. 

Ty zawsze musisz być w centrum uwagi wtrącił Piotr przewracając oczami. 

— Dobra, dajmy spokój — rzekł Antek ugodowym tonem. — Wchodźcie i siadajcie. 

Usiedli w salonie. Piotr rozpakował zakupy, wyciągając wodę mineralną i jakieś lekkie ciastka. Resztę rzeczy zaniósł do kuchni. Rafał usiadł wyciągając przed siebie nogę. 

No to jak się trzymasz? – spytał Antka, poważniejąc. 

Jest dobrze odpowiedział tamten spokojnie. Rehabilitacja zrobiła swoje. Czuję, że wracam do siebie. 

Zapadła krótka cisza, którą przerwał Piotr. 

Podziwiam twoją determinację i wytrwałość — rzekł. — Wiele osób załamałoby się i czekało biernie na dalszy ciąg wydarzeń, ale ty potrafiłeś wziąć sprawy w swoje ręce. Już sam fakt, że przez cały czas korzystałeś z pomocy fizjoterapeuty jest czymś nieczęsto spotykanym w tym stanie. To chyba dało dobre rezultaty? 

Antek pokiwał głową. 

— Magda zrobiła świetną robotę — przyznał. — Dzięki temu wiem, jak się ruszać, jak trzymać sylwetkę, nawet jak oddychać, żeby nie bolało — wyjaśnił z uśmiechem. 

Piotr zerknął na niego, unosząc brew. 

— Powiedz mi jedno… Liwia nie jest trochę zazdrosna o twoją rehabilitantkę? — mruknął półżartem. — W końcu spędzasz z nią sporo czasu. 

Mężczyzna lekko pokręcił głową. 

— Nie, Piotrze. Liwia mi ufa. A poza tym… — zrobił krótką pauzę i spojrzał na niego poważniej, choć z błyskiem w oku — ona też niedługo będzie miała okazję się zrelaksować. 

Rafał spojrzał na niego zaciekawiony. 

— Co masz na myśli? 

Zamówiłem dla niej kilka sesji u Magdy — odparł Antek. — Masaże, ćwiczenia oddechowe, trochę ruchu, trochę odprężenia. Niech zobaczy, co ja mam na co dzień. 

Piotr prychnął śmiechem. 

— Serio? Chcesz wysłać dziewczynę do swojej rehabilitantki? — spytał. 

— Serio. Moja choroba na niej też zostawiła ślad i teraz to wszystko odreagowuje. Nadrabia zaległości, jest przepracowana, nie dojada. W ten sposób mogę o nią zadbać. 

Rafał kiwnął głową z uznaniem. 

To całkiem rozsądne — stwierdził. 

Piotr westchnął ciężko. 

— Chyba będę musiał znaleźć swoją „Magdę”, jeśli będę chciał takiego wsparcia dla Inez, bo ona niedługo wpadnie w nerwicę. 

— A co się dzieje? — zapytał Antek. 

— Konkurencja nie daje jej spokoju. W tym tygodniu miała dwoje dziwnych klientów, którzy lustrowali lokal i próbowali wypytać, o co tylko się dało. Jakby tego było mało to jeszcze wpadł Sanepid, przeglądnął jej wszystkie dokumenty i skontrolował całe zaplecze. W końcu inspektorka sama przyznała, że ktoś ich nasłał. 

— Nieźle sobie pozwalają — rzekł Rafał. 

Ewidentnie chcą ją wykurzyć z tamtego lokalu, ale nie będzie tak łatwo. 

— Nie dajcie się. Zbierajcie dowody takich sytuacji, sprawdzajcie skąd są ci ludzie i czego chcą. Bądźcie czujni — poradził Antek. 

— Będziemy. Pobijemy ich jakością i nieustępliwością. A twoja firma jest stałym klientem piekarni — oznajmił Piotr. 

Michał lubi, kiedy mamy „coś do kawy”. 

— Aż dziwne, że ja tam jeszcze nie dotarłem. Janka i dzieciaki też lubią zjeść coś słodkiego — rzekł Rafał. — Muszę w końcu zajrzeć do Inez. 

— Koniecznie. Zwłaszcza, że Janka uwielbia jej rogaliki — rzekł Piotr ze śmiechem. 

— W ogóle to fajny nam wyszedł ten dzisiejszy spontan. Nasze dziewczyny w pracy, a my tacy porzuceni, nie użalamy się nad sobą tylko organizujemy swoje spotkanie. I wcale nie musi być przy piwie i niezdrowych przekąskach. 

— Może nie porzuceni, ale chwilowo odstawieni na bok — poprawił Antek sięgając po ryżowego chrupka. 

Ha! To jest dobre — stwierdził Piotr. Oficjalnie powołuję „Stowarzyszenie odstawionych na bok”. 

Rafał parsknął śmiechem. 

Brzmi jak nazwa grupy wsparcia. Jeszcze brakuje, żebyśmy mieli statut i wpisowe powiedział. 

I obowiązkowe spotkania, kiedy dziewczyny zajmują się pracą — dodał Piotr. 

To znaczy codziennie? — rzucił Rafał. 

W pokoju rozległ się śmiech, a atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej swobodna. 

To co, robimy statut? mruknął Piotr. Paragraf pierwszy: członkowie stowarzyszenia mają prawo marudzić, ale tylko w swoim gronie. 

Paragraf drugi: członkowie mają obowiązek śmiać się z żartów innych, nawet jak są beznadziejne dorzucił Antek. 

Czyli z moich – skwitował Rafał. 

Roześmiali się znowu. 

A tak między nami odezwał się Piotr cieszę się, że możemy siedzieć razem i gadać. Zerknął na nich, a jego poważna mina na moment złagodniała. Nasze dziewczyny się przyjaźnią więc my stanowiąc ich wsparcie jednocześnie możemy wzajemnie sobie pomagać. Ty, Rafał, samotny ojciec z trójką dzieci też jesteś niezłym bohaterem. Przypuszczam, że chociaż tutaj trochę się zgrywasz to na co dzień dajesz z siebie maksimum troski i odpowiedzialności. 

Ej, weź… jak tak dalej pójdzie, to zaczniemy się przytulać zakpił Rafał, ale ton miał miękki. 

Możemy cię zawsze zostawić na klatce odgryzł się Piotr. 

O nie, jeszcze się nie pozbywajcie kulawca Rafał machnął dłonią. Bo kto będzie wam przypominał, że życie to nie tylko zasady i paragrafy? 

Antek popatrzył na nich obu i westchnął z uśmiechem. 

Wiecie, to naprawdę dziwne, ale mimo że obaj mnie dzisiaj wykańczacie, czuję się po tym spotkaniu lepiej niż po wszystkich wizytach kontrolnych. 

Bo my jesteśmy najlepszą terapią rzucił Rafał. I najtańszą. 

No, to akurat zależy, jaką kolację Piotr dla nas ugotuje dodał Antek. 

A to ja mam gotować?! – oburzył się Piotr. 

— Jak już zawaliłeś połowę mojej lodówki jakimiś produktami to teraz zrób z nich użytek — odrzekł Antek. 

No dobrze westchnął Piotr, podnosząc się z fotela. Sam się wkopałem. 

Ale pamiętaj odezwał się Antek. Lekarz kazał mi trzymać dietę lekkostrawną. 

Oho, zaczyna się mruknął Rafał. Zaraz wyciągniesz listę produktów zakazanych dłuższą niż kodeks cywilny. 

Lepiej mieć listę niż wrzody odburknął Piotr, idąc do kuchni. 

Pozostali podnieśli się z kanapy i poszli za nim, siadając na kuchennych stołkach.  

Słuchajcie, zrobię coś prostego — oznajmił. Makaron pełnoziarnisty z warzywami na parze. 

Brzmi jak kara, a nie kolacja stwierdził Rafał, lekko się krzywiąc. 

Możesz zostać przy wodzie i herbacie. 

A nie możemy zrobić pizzy? zaproponował mężczyzna. Lekkostrawnej. Bez sera. Bez sosu. Bez ciasta. 

Czyli… sałata podsumował Antek ze śmiechem. 

Rafał pokiwał głową z powagą. 

Idealnie. Sałata w kształcie koła. To będzie nasza pizza. 

— Zrób taką dzieciom na kolację — odparł Piotr mieszając coś w garnku. 

Co jakiś czas pytał o jakieś naczynie albo przyprawę. Kilkanaście minut później przed pozostałą dwójką na stole pojawiły się talerze z porcją makaronu z kolorowymi warzywami.  

Voilà ogłosił. Kolacja zgodna z zaleceniami lekarskimi. 

Rafał przez moment wpatrywał się w postawione przed nim danie. 

A gdzie mięso? zapytał w końcu. 

Na plakacie w sklepie odparł Piotr. — Smacznego. 

Zjedli. Kolacja choć była prosta, smakowała zaskakująco dobrze. Makaron nie był rozgotowany, a warzywa delikatne i chrupkie. Jednak najlepsza była atmosfera, która panowała między mężczyznami. Przy stole nie brakowało docinków, ale i chwil, gdy po prostu cieszyli się swoim towarzystwem. Po posiłku nawet posprzątali po sobie. 

Jakiś czas później Piotr zerknął na zegarek. 

Dobra, musimy się zbierać — oznajmił. Chcę jeszcze odebrać Inez z piekarni. 

Wstali i przeszli do przedpokoju. 

— Dzięki za to spotkanie — rzekł Antek. — Myślę, że od czasu do czasu musimy to powtarzać. 

— Jestem za — odparł Rafał. 

— Ja też — dodał Piotr. Odpocznij – rzucił do Antka tonem, jakby wydawał rozkaz. 

Jedz marchewkę dorzucił Rafał, krzywiąc się na własny żart. 

Antek roześmiał się cicho i pokręcił głową. 

Idźcie już odparł i uniósł dłoń na pożegnanie. 

Kiedy drzwi zamknęły się za nimi, Rafał i Piotr spojrzeli na siebie z uśmiechem.  

— To spotkanie to był naprawdę dobry pomysł — rzekł Piotr. 

— Prawda? Lepsze to niż siedzenie samemu w pustym mieszkaniu. 

— Zdecydowanie. Tylko błagam, przestań się tyle zgrywać. 

Rafał roześmiał się. 

— Nie mogę cały czas być poważnym i odpowiedzialnym ojcem — odrzekł. 

— Dobra. Poddaję się — Piotr uniósł ręce. — Rozwalasz system i dobrze o tym wiesz. 

— Każdy z nas go rozwala — stwierdził Rafał już całkowicie poważnie,bo ma swoje przeżycia. Ale cieszę się, że nas nie złamały. Możemy stać się naprawdę fajną paczką. 

— Nawet stowarzyszeniem — poprawił Piotr uśmiechając się. 

— Odstawionych na bok, ale i tak czuwających. 

— Nieustannie.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział 46

Inez, Piotr i Jacek     Kilka dni później, w ciepłe letnie popołudnie , Inez z Piotrem i Jackiem wybrali się do budynku na Starym Mieście. ...