środa, 3 września 2025

Rozdział 5

Janka i Rafał

Jakąś godzinę później Rafał utwierdził się w przekonaniu, że pielęgniarkom, które mówią: „to nie boli” nie należy ufać. Pomimo leków i znieczulenia bolało go wszystko, a uczucia wwiercania się w kość nie zapomni do końca życia. Teraz leżał w stanie oszołomienia, nie do końca nawet świadomy, co właściwie mu zrobiono.Najbardziej odczuwał ciężar na nodze. Nie był to ból, przynajmniej na razie, ale dziwne, nienaturalne uczucie rozciągnięcia. Było to dziwne wrażenie. Nie mógł nią poruszyć. Każda próba nawet minimalnego napięcia mięśni powodowała nieprzyjemne pulsowanie w okolicy miejsca wkłucia i w całej nodze. Jego lewa ręka spoczywająca na poduszce też zdawała się być nienaturalnie ciężka, ale przynajmniej mógł ją unieść. Dawało to poczucie większej kontroli nad kończyną. Mimo to i tak chciało mu się wyć. Starał się na razie nie myśleć o tym, że ma tak leżeć przez kilka dni. Zacisnął zęby, zamknął oczy i próbował odpłynąć w niebyt. Po chwili jednak został wyrwany z tego stanu, bo ktoś go delikatnie potrząsnął za ramię. Podniósł powieki i zobaczył nad sobą twarz Janki.

- Wszystko w porządku? - zapytała.

- Jeśli „w porządku” oznacza, że czuję się jak jakiś eksponat rozciągnięty na sznurku, to tak, wszystko w jak najlepszym - mruknął z ironią.

Janka uniosła brew.

- To znaczy, że wyciąg działa – rzekła.

Westchnął cicho. 

- Dobrze, że chociaż ty się z tego cieszysz - odparł.

- Mamy na oddziale dzieci, które tygodniami leżą w tym stanie. Ty musisz wytrzymać tylko kilka dni. Dasz radę. 

- Porównywanie stanu pacjentów to jakaś nowa metoda na poprawienie ich samopoczucia? 

Janka nie odpowiedziała od razu, ale miał wrażenie, że przez ułamek sekundy dostrzegł cień uśmiechu na jej twarzy. To go trochę zaskoczyło. Może się z nim droczyła, ale chyba faktycznie chciała go podtrzymać na duchu. Nawet jeśli nieco nieudolnie.

- Spróbuj odpocząć - powiedziała. - Będę w pobliżu.

Nie wiedział, czy mówiła to jako pielęgniarka, czy jako ktoś, kto już trochę się o niego martwił. Ale w tej chwili nie miało to znaczenia. Miał zamiar przyjąć każdą formę wsparcia, jaką mógł dostać. W tym momencie do jego organizmu chyba wpłynęła kolejna dawka leków przeciwbólowych, bo poczuł, że ma lekki odjazd. Jednocześnie poczuł suchość w gardle.

- Mogę wody? - wychrypiał.

Janka nachyliła się nad nim trzymając plastikowy kubek z wodą i podsunęła mu słomkę do ust. Wypił kilka łyków i spojrzał na nią nieco zamglonym wzrokiem, po czym zmarszczył brwi, jakby właśnie rozwiązał największą zagadkę wszechświata.

- Wiesz… ty masz… dwie twarze - wymamrotał, zerkając na nią z podejrzliwością.

Janka spojrzała na niego zaintrygowana. 

- No, ale… serio - kontynuował nadal się jej przyglądając uważnie. - Jedna się uśmiecha, a druga patrzy na mnie tak… zawodowo. To jest… skomplikowane.

- Aha. Czyli mówisz, że jestem podwójna?

Janka zagryzła wargi, żeby nie parsknąć śmiechem. Rafał pokiwał głową z powagą, ale ruch ten ewidentnie go zmęczył, bo zamknął oczy i westchnął głęboko.

- Masz bardzo profesjonalną wodę — dodał po chwili, znów otwierając jedno oko.

- Profesjonalną? - upewniła się z trudem zachowując powagę.

- No… taką szpitalną. Pełną… wody. - Rafał zrobił dramatyczną pauzę. - To musi być bardzo doświadczona woda.

Janka pokręciła głową, starając się nie roześmiać.

- Wiesz co, pacjencie? Następnym razem dostaniesz amatorską wodę z kranu.

Rafał przez chwilę wyglądał na bardzo skonsternowanego, po czym wzruszył lekko ramionami.

- Byleby była… płynna - stwierdził uśmiechając się lekko, a potem jego powieki znowu opadły.

Janka odłożyła kubek i dopiero teraz pozwoliła sobie na cichy śmiech. 

 

Chwilę później nadal rozbawiona wyszła z sali zadając sobie w duchu pytanie, gdzie podział się jej profesjonalizm i jakieś dwadzieścia pięć lat doświadczenia zawodowego. Nie zdążyła jednak udzielić na nie odpowiedzi, bo została zaczepiona na korytarzu przez wysoką, szczupłą szatynkę o ciemnych oczach. Nie musiała się przedstawiać, Janka od razu wiedziała kim jest.

- Przepraszam, szukam taty – rzekła dziewczyna nieśmiało.

- Leży tutaj – odparła Janka wskazując drzwi za sobą.

- A... jak się czuje?

- Jak facet, którego unieruchomiono w łóżku na kilka dni, którego wszystko boli, ale stara się być dzielny i znosić to cierpliwie.

Janka uśmiechnęła się ciepło, a dziewczyna odwzajemniła uśmiech mimo, że w jej oczach czaiła się niepewność.

- Chyba zasnął, bo jest pod wpływem silnych leków przeciwbólowych, ale możesz przy nim posiedzieć. Kiedy się obudzi na pewno ucieszy się na twój widok - dodała pielęgniarka. - Jeżeli będzie się jakoś dziwnie zachowywał albo mówił coś od rzeczy to na skutek lekarstw. Nie martw się tym.

Dziewczyna kiwnęła głową i ostrożnie nacisnęła klamkę. W sali panował półmrok, a jej ojciec leżał nieruchomo w łóżku. No, prawie nieruchomo - jego zdrowa ręka spoczywała na brzuchu, a palcami lekko bębnił po materiale szpitalnej pidżamy. Jednak nie spał.

- Cześć, tato - powiedziała cicho, podchodząc bliżej.

Rafał uniósł ciężkie powieki i przez chwilę wpatrywał się w córkę, czekając aż jego przytępiony mózg zespoli twarz z osobą. W końcu spojrzał na nią z delikatnym zdziwieniem.

- Emi… - wymamrotał. - Jak ty się tu… teleportowałaś?

Emilia parsknęła śmiechem. 

- Autobusem, tato - odparła. - Przyjechałam. Teleportacja jeszcze nie działa.

Rafał zrobił minę, jakby głęboko się nad tym zastanawiał.

- Szkoda. Byłoby… szybciej.

Emilia usiadła na krześle obok łóżka i pokręciła głową.

- Pielęgniarka mówiła, że możesz nie kontaktować. Chyba nie żartowała.

- Absolutnie nie żartowała - potwierdził Rafał. - Mam najlepsze… szpitalne dopalacze.

- Widzę. Ale może jak przyjdziemy z Krzysiem, Leną i babcią, to poproś, żeby dali ci nieco mniejszą dawkę. Odbijesz sobie po naszym wyjściu. 

Mężczyzna roześmiał się cicho.

- Lena i Krzyś poradziliby sobie - stwierdził, - ale z babcią było trudniej. Potem ona musiałaby wziąć coś na uspokojenie.

Rafał z córką spojrzeli na siebie z uśmiechem i ze zrozumieniem. Po chwili Emilia rozejrzała się po sali i przez moment zatrzymała wzrok na unieruchomionej nodze taty. A w zasadzie na wystających spod koca sznurkach. Wzdrygnęła się lekko. 

- Jak się czujesz, tato? - zapytała.

Rafał spojrzał na nią, próbując przywrócić pełną koncentrację. 

- Cóż, czuję się trochę jak… hm… jakbym miał nogę w jakiejś niewidzialnej pułapce, której nie mogę ruszyć.

Uśmiechnął się lekko, chociaż nieco zmęczony.

- To… naprawdę tak boli? - zapytała Emilia.

Rafał wiedział, że jego córka jest bardzo wrażliwa pod tym względem. To, że tutaj przyjechała osobiście było też spowodowane tym, że musiała być pewna, że nie ma powodu do większego niepokoju i że jemu nic nie zagraża. Jego żona i matka dzieci zmarła w szpitalu na skutek obrażeń odniesionych w wypadku. Wtedy do szpitala pojechał on sam, a potem przywiózł złe wiadomości, które starał się przekazać w sposób jak najmniej bolesny. Odkąd zostali sami, zwłaszcza Emilia drżała o jego życie i zdrowie. Według Rafała nawet za bardzo, dlatego poprosił dla córki o konsultacje z psychologiem szkolnym. Po kilku spotkaniach z nim Emi była spokojniejsza, ale pomimo upływu lat w pewnych sytuacjach przeszłość dawała o sobie znać.

- Tak, boli, ale to minie i za kilka tygodni będzie dużo lepiej.

- Bałam się - powiedziała cicho. - Kiedy babcia odebrała telefon, myślałam, że stało się coś gorszego.

Rafał ścisnął lekko jej dłoń zdrową ręką.

- Wrócę do was, jak najszybciej się da – zapewnił.

-  Tylko nie próbuj niczego przyspieszać, bo podkabluję cię do tej pielęgniarki, która się tobą zajmuje - ostrzegła z uśmiechem.

- Hej, po czyjej jesteś stronie? - zaoponował Rafał.

- Jeszcze nie wiem, muszą ją bliżej poznać. Ale kiedy zażartowała z ciebie przypomniała mi trochę mamę.

Rafał uśmiechnął się smutno, ale nie było w tym bólu – raczej ciepłe wspomnienie. 

- Czyli pewnie powiedziała coś w stylu, że jestem nieznośny, ale muszą sobie jakoś ze mną poradzić.

- Myślę, że to właśnie miała na myśli. Tak czy siak, gdyby obie trzymały sztamę w opiece nad tobą to na pewno wyszłoby ci na dobre.

Emilia nie czuła się nieswojo, rozmawiając o mamie. W domu zawsze potrafili mówić o niej swobodnie, jakby nadal była częścią ich życia. Bo w pewnym sensie była.

- Twoja mama trzymałaby mnie teraz za rękę i gładziła po twarzy. Może nawet uroniłaby łzę współczucia - stwierdził Rafał.

- Z waszych opowieści o tym, jak się poznaliście wynikało, że na początku nie było tak... romantycznie. Zatem... kto się czubi...

- Janka ma strzykawki z ostrymi igłami. Wolę nie ryzykować. Co mi przywiozłaś? - Rafał zmienił temat.

Emilia sięgnęła po torbę, w której przywiozła ojcu trochę drobiazgów z domu i zaczęła przeglądać jej zawartość.

- Piżama, pantofle, ładowarka, twoje słuchawki… no i woda, bo zawsze narzekasz na szpitalną...

Rafał odkaszlnął jakoś dziwnie. Emilia spojrzała na niego zaniepokojona.

- Wszystko w porządku?

- Tak, tak. Suche powietrze tutaj jest i mnie drażni. Coś jeszcze masz?

Emi sięgnęła głębiej i wyciągnęła zrobionego na szydełku królika.

Rafał uniósł lekko brew.

- Czuję, że Lenka też pakowała tą torbę - rzekł rozbawiony, ale też z czułością w głosie.

- I babcia - mruknęła Emilia wyciągając wielkie pudełko czekoladek z przyklejoną karteczką: “Dla pielęgniarek”. Oboje parsknęli śmiechem. 

Emi pochowała wszystko w szpitalnym nakastliku. 

Chwilę jeszcze rozmawiali, aż w końcu Rafał, choć starał się to ukryć, zaczął robić się coraz bardziej senny. Córka zauważyła to i wstała.

- Dobra, tata, muszę lecieć. Przyjadę jutro z Krzysiem i Leną.

Delikatnie uścisnęła ojca na pożegnanie uważając na wszystkie jego kontuzje po czym wyszła z sali. Rafał zamknął oczy. Mimo bólu i zmęczenia czuł, że ta rozmowa dała mu więcej siły niż wszystkie leki razem wzięte.

 

Przy wieczornym obchodzie Rafał dowiedział się, że czeka go jeszcze jedna codzienna atrakcja. Zastrzyk z heparyny. Zupełnie jakby miał mało wkłuć w swoim ciele. Jednak w jego sytuacji ryzyko zakrzepicy było spore, ponieważ nie mógł się ruszać. 

Pierwszy zastrzyk miał dostać za chwilę, a kolejne co dwadzieścia cztery godziny, dopóki będzie leżeć. Kiedy Janka podeszła do jego łóżka miała już przygotowaną strzykawkę z odmierzoną dawką. Igła jak zauważył była cieniutka więc nie zapowiadało się najgorzej. Po prostu zamknie oczy, a ona wbije mu ją w ramię, potem wyciągnie i będzie po wszystkim. Pielęgniarka tymczasem odsunęła koc, którym był przykryty i odsłoniła jego brzuch. Potem sięgnęła po strzykawkę. Rafał momentalnie spiął wszystkie mięśnie.

 

Janka szybko zauważyła, że im bardziej próbuje przekonać Rafała, żeby się rozluźnił, tym bardziej się napina. Jego mięśnie były teraz twarde jak ściana.

- Rafał, no weź, igła mi się złamie - uśmiechnęła się. - Poza tym będzie cię bardziej bolało - rzekła.

- Wiem… - wymamrotał, ale nie wyglądał na kogoś, kto zamierza cokolwiek z tym zrobić.

Kobieta westchnęła, po czym odłożyła na chwilę strzykawkę na tacę i usiadła na brzegu łóżka.

- Okej, a gdybym cię teraz nie uprzedziła i po prostu zrobiła ten zastrzyk? - zapytała.

- Nawet o tym nie myśl…

- No właśnie - pokiwała głową. - Czyli nie chodzi o ból tylko o samo oczekiwanie, prawda?

- Możliwe… - stwierdził cichym głosem i przymknął oczy.

- No to może powinnam cię czymś zająć? Na przykład… ile kart wchodzi w skład talii do gry w Makao?

Rafał zmarszczył brwi i otworzył jedno oko.

- Co…?

- No, ile kart?

- Nie wiem, pięćdziesiąt dwie?

- Źle! Dwadzieścia cztery.

- Ale… - urwał, jakby zgubił wątek. Skupił się, żeby przypomnieć sobie dawno zapomniane zasady.

Janka wykorzystała moment i szybko zrobiła mu zastrzyk. Rafał nawet tego nie zauważył, dopóki nie poczuł lekkiego ukłucia. Kilka sekund później było po wszystkim.

- Już?!

- Już - potwierdziła, wstając.

Przytrzymała przez moment wacik w miejscu wkłucia po czym odłożyła go na tackę, a następnie przykryła pacjenta. Potem pomogła mu jeszcze z pozostałymi czynnościami, które potrzebował wykonać przed snem.

Kiedy skończyli patrzył na nią, jakby próbował coś przemyśleć, ale ostatecznie tylko westchnął.

-Sprytne…

- Nazywam to techniką odwracania uwagi - uśmiechnęła się.

Rafał zamrugał, a potem opadł ciężej na poduszkę, wyraźnie senny.

- No… no dobra… ale to Makao… pięćdziesiąt dwie, na pewno.

- Cii, śpij już — powiedziała rozbawiona sprzątając rzeczy.

Rafał mruknął coś niewyraźnie i przymknął oczy. Chyba jednak te leki miały na niego większy wpływ niż sądził.

 

Inez

Telefon zadzwonił późnym wieczorem, kiedy Inez skończyła pracę i wróciła do domu. Odruchowo sięgnęła po smartfon, spodziewając się którejś z koleżanek albo kogoś z rodziny, ale gdy zobaczyła imię na ekranie, serce zabiło jej mocniej. Piotr. Zawahała się, choć wiedziała, że prędzej czy później ten moment nadejdzie. W końcu nacisnęła zieloną słuchawkę.

- Halo? 

Jej głos był spokojny, ale w środku czuła dziwne napięcie.

- Cześć, Inez.

Jego głos brzmiał znajomo, ale miał w sobie coś innego, może cień zmęczenia, a może lat, które minęły.

- Cześć. - Przesunęła dłonią po karku, próbując się rozluźnić. - Jak podróż? - zapytała.

- Lekko nie było, ale dojechałem szczęśliwie – odparł. - Spotkamy się?

Proste pytanie, które w jej głowie od razu zrodziło tysiąc myśli. „Czy to dobry pomysł?” „Czy jestem gotowa?” „A co, jeśli…?”

- Tak.

Wypowiedziała to szybciej niż planowała.

- Świetnie. - W jego głosie usłyszała jakby ulgę. - Może jakaś kawiarnia? Wybierz miejsce, w którym czujesz się swobodnie.

Zaskoczył ją tym. W pamięci miała obraz Piotra, który zawsze miał wszystko pod kontrolą i narzucał tempo. A teraz…?

- Dobrze. Napiszę ci adres.

- Inez?

- Tak?

- Miło cię znów usłyszeć.

Nie wiedziała, co odpowiedzieć. W końcu tylko kiwnęła głową, jakby mógł to zobaczyć.

- Do zobaczenia, Piotr.

- Do zobaczenia.

Rozłączył się pierwszy.

Została w ciszy wpatrując się w ekran. W końcu westchnęła i odłożyła telefon na biurko. Stało się. Jutro wymyśli miejsce. Uświadomiła sobie, że nie ustalili dnia i godziny, ale doprecyzują szczegóły, kiedy wyśle mu adres kawiarni. Nagle poczuła, że naprawdę nie może się doczekać tego spotkania.

 

 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział 46

Inez, Piotr i Jacek     Kilka dni później, w ciepłe letnie popołudnie , Inez z Piotrem i Jackiem wybrali się do budynku na Starym Mieście. ...