Liwia i Antek
Antek dopracował ostatni szczegół swojego projektu po czym zamknął laptopa, zabrał go z biurka i poszedł do gabinetu Michała – swojego szefa i kolegi. Zapukał do drzwi i po chwili wszedł do środka. Mężczyzna siedzący za biurkiem był o kilka lat starszy od Antka i rządził całą firmą. Antek był jego zastępcą, prawą ręką i specjalistą od marketingu i reklamy, który dla urozmaicenia sobie pracy papierowej nierzadko siadał za kierownicą autokaru i ruszał w rejs po Europie.
- Co przynosisz? – spytał wstając i wychodząc z za biurka.
Obaj rozsiedli się wygodnie w fotelach stojących przy niskim stoliku, na którym stały karafka z wodą i szklanki. Michał nalał im wody i dopiero po wypiciu paru łyków Antek przystąpił do prezentacji swojego pomysłu.
- Trzeba by odświeżyć materiały reklamowe. Te ulotki i plakaty, które mamy, już się opatrzyły - rzekł.
Michał, siedzący naprzeciwko, uniósł brew.
- Masz na myśli coś konkretnego? – zapytał.
Antek kiwnął głową, w zamyśleniu stukając palcami o blat biurka.
- Na pewno nowe plakaty i ulotki, odświeżenie strony internetowej i nagranie spotu reklamowego. Z naszymi kierowcami i pilotami w roli głównej. Mamy kilka fajnych filmików z podróży. Można to zmontować w sensowną całość i puścić na monitorze w holu i w większych bazach przystankowych.
Michał spojrzał na niego z zainteresowaniem.
- Myślisz, że nasi pracownicy zgodzą się wystąpić? - spytał.
- Jeśli dobrze to rozegramy, to tak. Ludzie lubią być częścią czegoś większego, a jeśli pokażemy prawdziwe twarze naszej firmy, to będzie to autentyczne.
Szef uśmiechnął się z aprobatą.
- Brzmi nieźle - stwierdził. - Tylko trzeba ich dobrze przygotować do zdjęć.
- Właśnie - Antek spojrzał na niego znacząco. – Montaż i zdjęcia zrobi profesjonalne studio. Już mam jedno na oku. Robią to dobrze i nie zedrą z nas dużo. Makijaże zrobi moja znajoma - wyrecytował jednym tchem.
Michał i tak wyłapał to, co chciał.
- Znajoma?
Wyraz twarzy Antoniego nie zmienił się.
- Tak, profesjonalna makijażystka. Zajmie się tym tak, żeby wszyscy czuli się komfortowo przed obiektywem.
Michał przyjrzał mu się uważnie, jakby coś analizował, ale nie drążył tematu. W końcu klasnął w dłonie.
- To ustalone. Działamy – rzekł. – A ty kiedy w końcu pójdziesz do lekarza? Schudłeś ostatnio i widać, że żołądek nadal ci dokucza - Michał zmienił temat, ale naprawdę martwił się o kolegę.
Antek zerknął na datę wyświetlona na laptopie.
- Za tydzień mam umówioną wizytę – odparł.
- Dobrze, zrobisz badania i przynajmniej będzie jasne, co ci jest. Dadzą ci lekarstwa i przestaniesz się męczyć.
- Mam nadzieję – mruknął Antek. – Idę zadzwonić do tej makijażystki. Zaproszę ją tutaj, żebyś mógł ją poznać.
- Aha, czyli mam udawać, że trzymam pieczę nad całym projektem i być dodatkowym atutem przetargowym – zaśmiał się Michał.
Antek zamknął laptopa, wyprostował się w fotelu i spojrzał Michałowi prosto w oczy z pewnością siebie godną swojego stanowiska.
- Jeżeli będzie potrzebny jakikolwiek dodatkowy atut, to uwierz mi, że wystarczę ja – oznajmił stanowczo i uśmiechnął się.
Telefon Liwii zadzwonił akurat w momencie, gdy kończyła ostatni makijaż tego dnia. Spojrzała na ekran — Antek. Zaskoczyło ją to. Po ich ostatnim spotkaniu nie mieli kontaktu, ale wciąż pamiętała jego uśmiech i sposób, w jaki patrzył na nią tamtego wieczoru. Sięgnęła po telefon, żeby odebrać połączenie.
- Cześć, Antek! — przywitała się, zdejmując jednorazowe rękawiczki. – Oddzwonię za moment tylko pożegnam klientkę.
- Ok.
Liwia rozłączyła się, dopełniła formalności z kobietą, którą skończyła malować i po chwili zadzwoniła do Antoniego. Odebrał od razu.
- Już jestem – powiedziała Liwka. – Co u ciebie? Odespałeś już wesele?
Usłyszała śmiech w głośniku.
- Tak – odrzekł mężczyzna. – Ale ta impreza długo zostanie w mojej pamięci.
- Tak było fajnie?
- Powiedziałbym, że miałem fajne towarzystwo.
Liwia poczuła jakieś dziwne ciepło rozlewające się w okolicy jej serca.
- Oby nic nie zatarło ci tych pięknych wspomnień – rzekła z nutą przekory.
- Z chęcią dołożyłbym do nich następne – stwierdził Antek.
Liwia wstrzymała oddech.
- Mam do ciebie propozycję. Potrzebuję kogoś do makijażu na sesję zdjęciową dla mojej firmy. Pomyślałem o tobie.
Oddech został wypuszczony, a w miejsce ciepła wkradła się nuta rozczarowania.
- Brzmi ciekawie - przyznała starając się ukryć wszelkie uczucia. - Możesz opowiedzieć coś więcej?
- Najlepiej będzie, jak się spotkamy u mnie w firmie. Wtedy przedstawię ci szczegóły. Pasuje ci jutro?
Liwia pomyślała, że pewnie będzie rozmawiać z jakimś jego przełożonym. W końcu, co kierowca może sam ustalić w sprawie kampanii reklamowej?
- Jasne, przyjadę. Koło południa może być?
- Świetnie. Zatem do jutra.
- Do zobaczenia.
Inez, Jacek i Piotr
Chociaż słońce dopiero wstawało w piekarni Inez już panował ruch i zamieszanie. Inez stała przy dużym, drewnianym stole roboczym, zsuwając delikatnie na dłoń kawałek elastycznego ciasta. Obok niej stali Andrzej, piekarz oraz Jacek, który choć nie był mistrzem wypieków, zawsze chciał spróbować nowego smaku.
Inez wpadła na pomysł z nowym nadzieniem w nocy. Pomyślała, że skoro niedługo będą walentynki to trzeba zrobić coś, co w smaku i kolorze będzie nawiązywało do tego dnia, poza tym sama miała nastrój na coś słodkiego i owocowego. Zatem dzisiaj w kuchni wrzało od rana. Piec właśnie oznajmił, że pierwsza partia wypieków jest gotowa. Andrzej wyjął je do ostudzenia. Z wyglądu były idealne. On sam przygotowywał pieczywo do zrobienia kanapek. Musieli się wyrobić ze wszystkim w ciągu jakichś trzech godzin. Inez teraz przygotowywała ciasto pod bułki. Kiedy kolejne wyroby poszły do pieca, mieli chwilę, żeby spróbować nowych rogalików.
Andrzej chwycił jednego i przekroił go ostrożnie na pół. Wnętrze odsłoniło puszystą strukturę ciasta i kremowe, malinowo-waniliowe nadzienie, które wciąż było lekko ciepłe.
- Wygląda dobrze - mruknął, przyglądając się przekrojowi. - Nie za dużo nadzienia, nie za mało. Powinno być idealnie.
Inez wzięła połówkę i ugryzła kawałek. Na języku rozeszła się aksamitna słodycz wanilii, przełamana lekką kwaskowatością malin.
- Konsystencja jest świetna - przyznała. - Ale zastanawiam się, czy nie dodać odrobiny więcej wanilii, żeby smak był głębszy.
- Albo odrobiny cytryny do malin, żeby podbić kontrast? - zaproponował Jacek, który już przeżuwał swoją porcję.
Andrzej spojrzał na niego z rozbawieniem.
- A ty od kiedy się znasz na balansowaniu smaków?
- Od kiedy mam dobry gust. - Jacek wzruszył ramionami, sięgając po kolejnego rogalika.
Inez zaśmiała się, ale pomyślała, że coś w tym może być. Czasem takie drobne detale robiły największą różnicę.
- Spróbujemy obie wersje i zdecydujemy. Do Dobrego jedzonka zostało jeszcze trochę czasu, dopracujemy to - powiedziała w końcu, wracając do wyrabiania kolejnej porcji ciasta. Blacha po blasze, piekarnia powoli wypełniała się zapachem ciasta i różnych dodatków, a ciepła atmosfera poranka sprawiała, że praca szła lekko, jakby sama w sobie była częścią tej wyjątkowej harmonii smaków.
W ciągu dnia ruch był średni. Inez znalazła chwilę, żeby zastanowić się, w którym lokalu umówić się z Piotrem na spotkanie. Wybrała swój ulubiony w centrum z dobrym dostępem do miejsc parkingowych i wysłała sms do mężczyzny. Po chwili dostała odpowiedź: To może dzisiaj wieczorem? Zawahała się. W sumie... Po co czekać? Posprzątają w lokalu i może się rozerwać przy kawie, albo herbacie. Pasuje, o osiemnastej? - odpisała. Mi też pasuje, do zobaczenia wieczorem - odpisał Piotr.
Na spotkanie z Piotrem Inez przyszła kilka minut wcześniej. Wybrała stolik w rogu, z widokiem na ulicę, ale tak, by nie siedzieć na widoku. Zamówiła herbatę i czekała, bawiąc się łyżeczką. Czuła znajome napięcie – to samo, które towarzyszyło jej wtedy, gdy się spotykali. Spojrzała na drzwi akurat w chwili, gdy wszedł.
Piotr.
Nie widziała go od tylu lat, a jednak od razu go rozpoznała. Zmienił się. Jego ciemnoblond włosy były teraz przetykane srebrnymi pasmami siwizny. Rysy twarzy wydawały się ostrzejsze, jakby życie dodało im więcej powagi. Ale oczy… Te same niebieskie oczy, w których kiedyś tonęła, teraz spoczęły na niej. Ich spojrzenia się spotkały. Przez ułamek sekundy wydawało jej się, że zobaczyła w jego wzroku coś więcej. Coś, czego nie potrafiła nazwać. Ulgę? Wzruszenie? Może zdziwienie? A potem się uśmiechnął. Tym samym, lekko przechylonym uśmiechem, który kiedyś sprawiał, że traciła oddech. Podszedł do stolika.
- Cześć, Inez.
- Cześć, Piotr.
Nie była pewna, czy powinni się przywitać uściskiem dłoni, czy może nawet przytulić. On nie zrobił żadnego ruchu więc ona też się nie ruszyła. Usiadł naprzeciwko niej.
- Przyjemne miejsce - stwierdził rozglądając się po wnętrzu lokalu.
Skinęła głową.
- Często tu przychodzę - odparła.
Kelnerka podeszła do ich stolika, a Piotr zamówił czarną kawę. Inez patrzyła, jak dziewczyna odchodzi, a potem z powrotem przeniosła wzrok na niego. Siedzieli chwilę w ciszy, ale nie była to niezręczna cisza. Bardziej… ostrożna. Jakby oboje badali grunt, zastanawiając się, jak daleko mogą się posunąć.
- Dobrze cię zobaczyć, po tylu latach. - Piotr w końcu przerwał milczenie. - Wyglądasz… inaczej. - Uniósł lekko kącik ust. - Dredy? Tego się nie spodziewałem.
Inez uśmiechnęła się mimowolnie.
- Miałam dość krótkich włosów i żelu.
- Pasuje ci.
- Dzięki. A ty… - kobieta przesunęła wzrokiem po jego twarzy, na której teraz z bliska widać już zdecydowanie więcej zmarszczek, dojrzałości, lekki cień zarostu - wyglądasz dojrzalej.
Piotr zaśmiał się cicho, kręcąc głową.
- Czas nie stoi w miejscu - rzekł.
Zapadła chwila ciszy. Kelnerka w międzyczasie przyniosła kawę. Piotr upił łyka i odstawił filiżankę.
- Nie wiem, jak to zabrzmi, ale… - zawahał się, jakby próbował znaleźć odpowiednie słowa. - Nie spodziewałem się, że nadal będziesz tutaj.
Inez zmarszczyła brwi.
- Czyli co? Że wyjadę? Że ułożę sobie życie gdzieś indziej?
Piotr wzruszył ramionami.
- Nie wiem. Kiedyś miałaś tyle planów. Myślałem, że ruszysz przed siebie, zostawisz to miejsce za sobą.
- A ty? - Inez spojrzała mu prosto w oczy. - Ty zostawiłeś to miejsce za sobą? Jeśli tak to co tutaj dzisiaj robisz? Jesteś żonaty, masz rodzinę w zupełnie innym miejscu, a mimo to wpadając do Polski na chwilę, przypominasz sobie po tylu latach o swojej dawnej miłości? Po co ci to?
Jego uśmiech na chwilę przygasł.
- Nie do końca jest tak, jak mówisz. Pisałem, że u mnie się trochę pozmieniało. Wracam do Polski na stałe.
- A ze mną się spotkałeś, żeby... mi to zakomunikować? Nie chcę grzebać w przeszłości, Piotr - powiedziała cicho Inez.
- Ja też nie. - Oparł się o stół i spojrzał jej prosto w oczy. - Umówiłem się, bo chciałem cię zobaczyć i sprawdzić, czy może jeszcze uda się pewne sprawy zamknąć w inny sposób.
- Jakie sprawy?
Piotr wziął głęboki oddech i przesunął palcami po krawędzi filiżanki.
- Nie zostawiłem cię wtedy dla własnego kaprysu - rzekł. - Wyjechałem tylko dlatego, że musiałem.
- Musiałeś? - powtórzyła, nie rozumiejąc.
- Właściwie zostałem zmuszony.
Inez poczuła, jak w środku narasta jej dziwny niepokój.
- To znaczy?
Piotr przez chwilę milczał, jakby układał sobie wszystko w głowie. Potem oparł łokcie na stole i spojrzał na nią uważnie.
- To, co wtedy się stało, nie było moim wyborem, Inez. - powiedział. - Wiedziałem, że tak to odbierzesz, ale… nie mogłem ci nic powiedzieć.
- Nie mogłeś? - powtórzyła sceptycznie.
- Nie. Bo gdybym to zrobił, wciągnąłbym cię w niepotrzebne intrygi i emocje. Moja przyszłość rysowała się w konkretnych barwach. Nie było w niej miejsca na uczucia.
Inez zmarszczyła brwi.
- Chcesz powiedzieć, że nie ożeniłeś się z miłości?
- Mój ojciec był powiązany z pewnymi ludźmi. Nie pytaj o szczegóły, to nie ma już znaczenia, ale nie mogłem tego ignorować. Nie chciałem mieć z tym nic wspólnego. Chciałem normalnego życia, z dala od tej całej polityki, układów, interesów, które nigdy nie miały być moje. Ale pewnego dnia okazało się, że nie mam wiele do powiedzenia w tej kwestii. Otrzymałem ultimatum
Inez wstrzymała oddech.
- Jakie ultimatum?
- Miałem się ożenić.
- Słucham? - Spojrzała na niego, nie kryjąc szoku.
- Wpływowa rodzina, interesy, powiązania. Układ, który miał przynieść korzyści obu stronom. Mój ojciec nie pytał mnie o zdanie. Po prostu dostałem informację, że mam się zgodzić.
- I zgodziłeś się?
Piotr przygryzł wargę, jakby ważył każde słowo.
- Nie miałem wyboru.
Inez odchyliła się na oparcie krzesła, nie spuszczając z niego wzroku.
- Piotr, każdy ma wybór.
- Nie w tym świecie, w którym wtedy byłem. Gdybym odmówił, mogło się to skończyć źle. Dla rodziców, dla całej naszej rodziny.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?
- Bo gdybyś znała prawdę, rzuciłabyś wszystko, żeby do mnie przyjechać i mnie ratować a to oznaczałoby, że oni też zwróciliby na ciebie uwagę.
Inez patrzyła na niego długo, a potem pokręciła głową.
- Więc wyjechałeś, ożeniłeś się i… co dalej?
Piotr uśmiechnął się gorzko.
- I przez lata byłem związany z kimś tylko na zasadzie kontraktu. Małżeństwo było fikcją, ale układ działał. Aż do teraz.
- Co się zmieniło?
- Wszystko się rozpadło. Układ już nikomu nie jest potrzebny. Tamta rodzina ma nowe powiązania, a ja… mogłem w końcu się uwolnić.
Inez milczała przez chwilę.
- I co teraz?
Piotr wziął głęboki oddech.
- Teraz jestem tutaj. I jedyne, czego naprawdę chcę, to dowiedzieć się, czy w twoim życiu jest jeszcze dla mnie miejsce.
Inez patrzyła na Piotra w oszołomieniu. Czuła, jak jej myśli wirują, jedna próbowała dogonić drugą, ale całość i tak nie mogła się złożyć w logiczny ciąg.
- To… to wszystko brzmi jak historia z filmu - powiedziała w końcu, kręcąc głową. - Naprawdę mam w to uwierzyć?
Piotr westchnął ciężko.
- Wiem, że to brzmi nieprawdopodobnie. I wiem, że masz prawo mi nie ufać.
- Masz rację. Mam prawo - oznajmiła Inez krzyżując ręce na piersi i próbując ukryć, jak bardzo trzęsą jej się dłonie. - Bo z mojego punktu widzenia wygląda to tak: facet, na którym mi zależało i co do którego wydawało mi się, że jemu też na mnie zależy, oznajmia, że znalazł pracę za granicą więc zrywa relację i po prostu wyjeżdża, potem oznajmia, że się zakochał i zamierza się ożenić. Od tamtej pory nie daje znaku życia przez lata, a potem nagle się pojawia i twierdzi, że przez cały ten czas był uwikłany w jakieś układy, ożenił się, bo musiał, ale to nie było prawdziwe małżeństwo i teraz jest wolny. Brzmi jak wygodne usprawiedliwienie.
Piotr nie odrywał od niej wzroku.
Gdybym chciał się usprawiedliwiać, wymyśliłbym coś prostszego.
- Może. A teraz liczysz na to, że skoro byłam sama przez te wszystkie lata, to rzucę się na ciebie z wdzięcznością, że wreszcie wróciłeś?
- Inez…
- Nie, Piotr! - przerwała mu, jej głos podniósł się o pół tonu. - Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Nie wiem, co jest prawdą, a co nie. Nie wiem, co w tym wszystkim jest szczere, a co tylko dobrze ułożoną historią.
Piotr zamilkł, jakby chciał dać jej przestrzeń na poukładanie myśli. Przez chwilę panowała między nimi cisza.
- Jeśli chcesz dowodów… - zaczął ostrożnie.
- Nie wiem, czego chcę! - wyrzuciła z siebie, po czym odwróciła wzrok, zaciskając usta.
Nie wiedziała, co bardziej ją przytłaczało: szok po jego słowach, gniew za lata milczenia, czy to, że jej serce wciąż biło szybciej na jego widok. Nie powinna tak reagować. Nie po tym wszystkim.
Piotr przyglądał się jej uważnie.
- Rozumiem, że potrzebujesz czasu - powiedział spokojnie. - Nie wróciłem, żeby cię w czymkolwiek naciskać. Po prostu chciałem żebyś w końcu usłyszała prawdę. Żebyś wiedziała, że nie zostawiłem cię wtedy dlatego, że mi się “odwidziało”. I może też dlatego, żebyś nie myślała o mnie do końca, jak o tym “draniu, który cię porzucił”.
Inez odetchnęła głęboko.
- Nie wiem, czy w ogóle tego potrzebuję - rzekła cicho.
Przygryzła wargę i sięgnęła po torebkę, jakby chciała uciec. Piotr nie próbował jej zatrzymać.
- Jeśli zechcesz porozmawiać jeszcze raz, będę czekał.
Nie odpowiedziała. Wstała, zarzuciła płaszcz na ramię i ruszyła w stronę drzwi, a Piotr odprowadził ją wzrokiem. Wychodząc, nawet się nie odwróciła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz